„Zasępa czuje szczeżuję, czyli superkatastrofa w Wędzarni”- to tytuł dyktanda, które odbyło się w sobotę (13 grudnia) w Muzeum Dialogu Kultur w Kielcach. Mały sprawdzian ortografii inspirowany jest twórczością polskiego pisarza, Edmunda Niziurskiego i stanowi element obchodów akcji „Dzień z Niziurskim”.
Prof. Marzena Marczewska, organizatorka wydarzenia wyjaśnia, że dyktando to forma upamiętnienia twórczości pisarza.
– Poprzez organizację tego wydarzenia chcemy w pewien sposób uczcić i kultywować historię twórczości Edmunda Niziurskiego – pisarza, który przecież tak mocno związany był z Kielcami. Jego twórczość do dziś inspiruje oraz wpływa na kolejne pokolenia Polaków. Jako językoznawczyni doceniam dzieła Edmunda Niziurskiego, przede wszystkim za niepowtarzalny humor i mistrzowską grę skojarzeniami – tłumaczy.
Uczestnicy wydarzenia spytani o powód wzięcia udziału w dyktandzie mówią jasno – warto dbać o znajomość ojczystego języka.
– Postanowiłam zmierzyć się dziś z ortografią, ponieważ uważam, iż każdy z nas powinien aktywnie pielęgnować język polski i naszą ojczystą poezję – stwierdza Zuzanna.
– Myślę, że tego typu inicjatywy powinny być organizowane częściej, gdyż wspierają rozwój naszego zasobu słownictwa oraz w pewien sposób kształtują kolejne pokolenia – dodaje Anna.
Wydarzeniu towarzyszyła także debata na temat twórczości Edmunda Niziurskiego. Dzisiejsze dyktando było ostatnim tego typu wydarzeniem przed reformą zasad ortografii, która wchodzi w życie od 1 stycznia 2026 roku.
Poniżej tekst dyktanda:
Zasępa czuje szczeżuję, czyli superkatastrofa w Wędzarni
Z Wędzarni niósł się przedziwny swąd, ni to przyprażonej ściółki, ni to nieświeżego drobiu Więckowskiej. Zasępa z niezachwianą wprost pewnością oznajmił, że wyraźnie czuje zapach szczeżui lub skójki perłorodnej, co – jak twierdził – od pokoleń zwiastuje nagłą megakatastrofę dydaktyczną. Na dowód swoich profetycznych talentów triumfalnie uniósł z ziemi żółtobrunatną, podejrzanie rozżarzoną grudkę żużla, którą uznał za ślad jakichś pożałowania godnych eksperymentów. Więckowska zażarcie utrzymywała, że odór ów to wynik histerycznego zamieszania po brawurowej melorecytacji przez kolegę Pędzelkiewicza poematu heroikomicznego, zainspirowanego twórczością Wątłusza.
Dyr, będąc w stanie dydaktyczno-wychowawczego alertu, zarządził bezwzględne porządki oraz kategoryczny zakaz wstępu do Wędzarni. Tym bardziej że Żwaczek znalazł tam postrzępiony, na wpół spalony kajet, pełny rymów tak nierównomiernie genialnych, że wyglądały jak zapis pojedynku poety z własnym natchnieniem. Dokument ten niezbicie dowodził lekceważącego stosunku Pędzelkiewicza i do literatury, i do chemii.
Ósmoklasiści, zdezorientowani, lecz niezrażeni, wszczęli rzetelne, bezkompromisowe dochodzenie osmologiczne, licząc, że chyżo odnajdą jakiś niepodważalny trop, zanim Dyr nałoży gogiczne sankcje o skutkach – jak twierdził Zasępa – uciążliwie długotrwałych. I to dla wszystkich.


























