Zapylacze mają olbrzymi wpływ na produkcję żywności na świecie. Owady zapylające rośliny odgrywają kluczową rolę w produkcji tego, co później konsumujemy. Kogo warto zaprosić do ogrodu i o kogo szczególnie zadbać?
Pszczoły miodne, trzmiele, murarki ogrodowa to owady odgrywające znaczącą rolę w przyrodzie.
– Bez tych owadów nie ma plonów. I w związku z tym, że liczba owadów zapylających spada, są widoczne poważne konsekwencje w postaci zmniejszenia plonowania i słabszej jakości owoców i nasion – mówi Jolanta Śliwińska, ekspert ze Świętokrzyskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Modliszewicach.
– Wśród zapylaczy są zarówno gatunki hodowlane, jak pszczoła miodna, a także dzikie owady zapylające, które nie wytwarzają miodu. Głównie murarki i trzmiele, ale kwiaty zapylają też osy, motyle, muchówki i chrząszcze. Warto podkreślić, że murarka ogrodowa w ostatnich latach zyskuje coraz większą popularność i jest wykorzystywana gospodarczo. Jej obecność w uprawie może zwiększyć plony nawet o 60 procent – informuje Jolanta Śliwińska.
Głównym zapylaczem w sadach jest pszczoła miodna. Jej rodziny są nawet wynajmowane do pracy w sadach. Trzmiele są dwukrotnie bardziej wydajne w swojej pracy niż pszczoły. Sztucznie hodowane trzmiele są bardzo cenione, ponieważ potrafią zapylić nawet dwukrotnie więcej kwiatów niż pszczoły.
– Do zapylenia drzew na obszarze 1 hektara sadu wystarczą 2 lub 3 rodziny trzmiele – wyjaśnia ekspertka.
Rosnące zainteresowanie murarkami ogrodowymi wynika przede wszystkim łatwa hodowla tych owadów, niewielkie nakłady finansowe i brak używania żądła. W stosunku do ludzi i zwierząt. Można kupić kokony, a najlepiej zrobić to w styczniu i lutym. To zapobiegnie wyjściu owadów z kokonów.
– Zapylacze odgrywają bardzo ważną rolę w procesie zapylenia roślin sadowniczych. Większość drzew owocowych. Także maliny czy truskawki wymagają obecności owadów zapylających. W przeciwnym razie wydadzą plon nienadający się do handlu. Zapylacze mają więc olbrzymi wpływ na produkcję żywności na świecie. Odgrywają kluczową rolę w produkcji tego, co później konsumujemy – wyjaśnia Jolanta Śliwińska.














