Szkoła Podstawowa w Siesławicach w gminie Busko-Zdrój ma zostać zamknięta. Władze uzasadniają tę decyzję bardzo wysokimi kosztami utrzymania, na które nie stać gminy, a rodzice argumentują, że bezpieczeństwo i indywidualne podejście do dzieci nie mają ceny.
Decyzja buskich radnych o zamiarze likwidacji szkoły wywołała sprzeciw rodziców i uczniów. O tym, czy uda się uratować placówkę przed zamknięciem rozmawialiśmy w środę (21 stycznia) w programie Interwencja.
30 grudnia 2025 roku odbyła się sesja Rady Miejskiej Buska-Zdroju, podczas której radni podjęli decyzję o likwidacji Publicznej Szkoły Podstawowej imienia Kornela Makuszyńskiego w Siesławicach. „Za” likwidacją głosowało 11 radnych, „przeciw” 8. Decyzja radnych nie oznacza, że szkoła w Siesławicach ma zostać zamknięta. Decyzję w tej sprawie podejmie Świętokrzyski Kurator Oświaty. On do uchwały rady miasta może się przychylić lub ją zablokować.
Rodzice dzieci uczęszczających do szkoły w Siesławicach podkreślają, że kameralne warunki sprzyjają bezpieczeństwu i dobrostanowi dzieci. – Dzieci są tu szczęśliwe. Mój syn w czasie ferii pyta, kiedy wróci do szkoły. Tutaj każde dziecko jest zauważone, zaopiekowane, wszyscy się znają. To perełka na skalę kraju – argumentowali. Rodzice mówią, że panuje tu specyficzna, rodzinna atmosfera, której nie sposób znaleźć w dużych szkołach. – To jest unikat. Zamknąć coś to nie jest problem, ekonomia jest twarda, ale są dotacje i dofinansowania, które można wdrożyć. To kwestia chęci zachowania placówki, która daje bezpieczeństwo dzieciom trudnym, które nie umieją odnaleźć się w tłumie – dodał jeden z rodziców.

W szkole uczy się obecnie niespełna 60 uczniów, a klasy liczą od kilku do kilkunastu osób. Jak podkreślają rodzice, takie warunki są szczególnie ważne dla dzieci z trudnościami adaptacyjnymi i specjalnymi potrzebami edukacyjnymi. – W dużych szkołach dzieci chowają się w tłumie. Tutaj problemy są wyłapywane od razu i rozwiązywane na bieżąco – zaznaczał ojciec jednej z absolwentek.
Sami uczniowie nie kryją przywiązania do szkoły. – W mojej klasie jest osiem osób. Jak jest ciszej, to łatwiej jest się skupić. Wszyscy się lubimy – mówiły dzieci. – Przeniesienie się do klasy z 20–30 osobami byłoby bardzo stresujące. W dużej szkole jest straszny tłum – dodali uczniowie.
Rodzice deklarują, że będą o szkołę walczyć do końca. – Tutaj uczęszcza dwoje moich dzieci i chcę żeby ona pozostała w takim stanie jak jest do tej pory, bo to nie jest tylko budynek, ale ważne miejsce dla moich dzieci – mówił jeden z ojców.
Dyrektor szkoły w Siesławicach Beata Durnaś przyznała, że szkoła tworzy bardzo zżytą społeczność. – Pracuje nam się wspaniale z takimi dziećmi i rodzicami – powiedziała. – Ale zdajemy sobie sprawę, że demografia rządzi się swoimi prawami. Widmo likwidacji szkoły zawisło nad nią już kilkanaście lat temu. To jest już trzecie podejście do jej likwidacji, poprzednio ratowali ją radni i kurator – dodała.

Zastępca burmistrza Buska-Zdroju Piotr Kaczocha powiedział, że zamknięcie placówki jest koniecznością wynikającą z warunków demograficznych. – Mamy coraz mniej dzieci, ich liczba maleje od lat. Praca w klasach małoosobowych ma plusy, ale i minusy – powiedział. – Minusem jest przede wszystkim to, że te dzieci mają troszeczkę gorsze warunki jeżeli chodzi o zdobywanie wiedzy. Są też kwestie uspołeczniania, a branie udziału w niektórych zajęciach sportowych jest niemożliwe. Trudno sobie wyobrazić, że w klasie pięcioosobowej będą grać w piłkę – mówił wiceburmistrz Buska-Zdroju. – Mając na względzie dobro tych dzieci proponujemy, żeby trafiły do szkoły, gdzie będą mogły naprawdę w pełni rozwinąć swoje skrzydła – zaznaczył.
Świętokrzyski kurator oświaty, Piotr Łojek powiedział, że decyzję podejmie po zapoznaniu się ze wszystkimi argumentami. – Dzisiaj nie odpowiem, czy to będzie opinia pozytywna czy negatywna. Nie jestem ani zbawcą, ani katem tej szkoły – dodał. – Analizuję dokumenty pod kątem przepisów prawa i warunków, jakie zostaną zapewnione dzieciom. Żyjemy w świecie globalnym i uważam, że młodzież powinna się wychowywać w grupie rówieśniczej. Dużo się mówi o tym, że nie ma kontaktów międzyludzkich, że dzieci się ze sobą nie komunikują, a trudno jest mówić o jakiejś komunikacji i współpracy w grupie, jeżeli w oddziale jest kilku uczniów – stwierdził kurator.
Jeśli szkoła zostanie zlikwidowana, uczniowie mają zostać przeniesieni do placówki w Zbludowicach, a gmina zapewni im transport i wyżywienie. Władze deklarują również, że wszyscy pracownicy szkoły otrzymają propozycje pracy w innych placówkach.
Ostateczna decyzja w sprawie przyszłości Szkoły Podstawowej w Siesławicach zapadnie po wydaniu opinii przez Świętokrzyskiego Kuratora Oświaty, najpóźniej 4 lutego.



















