
„Orzełek Iggy” to nowa polska animacja, która w piątek (6 lutego) weszła do kin. Nad jej powstaniem pracowało ponad 700 osób, a w tym gronie był kielczanin, Krystian Dulnik. O filmie mówi krótko – może stawać ramię w ramię z produkcjami Walta Disneya.
Krystian Dulnik wyjaśnia, że jest to uniwersalna, bardzo aktualna opowieść.
– O Orzełku Iggy’m, który żyje otoczony przez smartfony, Internet, ekrany. W tym świecie ptaki w zasadzie zapomniały do czego służą skrzydła, a Orzełek Iggy jest trochę buntownikiem, który zadaje niewygodne pytania, próbuje znaleźć swoje miejsce, ma swoje marzenia, do których dąży, nawiązuje fajne przyjaźnie. Tworząc tę historię chcieliśmy pokazać pewnie wartości – nie takie, które są modne, narzucane, ale takie, które powinny być kultywowane. Nie jest to jednak nudne moralizatorstwo, tylko taka opowieść, aby każdy znalazł w niej coś dla siebie. Zarówno dzieci mają fun, bo jest przygoda, magia, tajemnica, ale bawią się też dorośli, bo są różne żarty, które trafiają do starszych odbiorców. Jest też miejsce na pokazanie relacji między dziećmi, a rodzicami. Zwracamy uwagę na to, co jest naprawdę ważne – podkreśla.
Międzynarodowa produkcja
„Orzełek Iggy” to film familijny dla widza w każdym wieku. Za scenariusz i reżyserię odpowiadał Bartosz Kędzierski, a bohaterom głosów użyczyli, m.in. Agnieszka Dygant, Danuta Stenka, Anna Seniuk, czy Piotr Adamczyk.
Krystian Dulnik pełnił funkcję dyrektora artystycznego. Jak tłumaczy, art director odpowiada za całokształt wizualny filmu. Zadanie nie było łatwe, bo ta historia została pokazana przy użyciu różnych technik.
– „Orzełek Iggy” jest stworzony z nowatorskim podejściem do robienia filmów animowanych i takim trochę eksperymentem, ale myślę, że udanym. Moim zadaniem było wymyślanie pewnym rozwiązań, które miały zadziałać. W tym przypadku było to połączenie różnych technik: animacji 2D, 3D, ujęć nagranych kamerą i ujęć zrobionych w przestrzeni 3D, które zostały zbudowane i wyrenderowane. To wszystko miało się spiąć, połączone animacją postaci. Musiałem wymyślić jak to zrobić, żeby ten obraz wyglądał przekonująco, żeby nie było czuć zgrzytów między tymi różnymi rozwiązaniami. Starałem się tak to wszystko prowadzić, tak kierować światłem, kierować zespołem, który potem składał te ujęcia, żeby wszystko wyglądało pięknie, autentycznie, żeby widz uwierzył w to, co widzi – wyjaśnia.
Praca okazała się wyzwaniem, bo film miał trafić do kin, a na dużym ekranie od lat niepodzielnie królują amerykańskie produkcje animowane. Krystian Dulnik zaznacza jednak, że „Orzełek Iggy” śmiało może z nimi konkurować.
– Mogę z dumą powiedzieć, że to jest film, który może stawać ramię w ramię z animacjami Walta Disneya, ponieważ dzisiaj już takich animacji jak „Orzełek Iggy” się nie robi. Mam nadzieję, że to nie jest ostatni film zrealizowany w taki sposób, bo to jest prawdziwa animacja 2D, czyli wszystkie postaci, które tam są, są ręcznie klatka po klatce animowane, nie ma żadnego przesuwania obiektów, które tylko udają animację 2D. Byli zatrudnieni do tego potężni animatorzy, mistrzowie animacji, którzy mogliby na równi stawać z najsławniejszymi animatorami Walta Disneya. Byli również zatrudnieni animatorzy z wytwórni Disneya, którzy nam pomagali w robieniu tego projektu, więc mogę powiedzieć, że jest to międzynarodowa produkcja, która połączyła wielu wspaniałych artystów po szyldem „Orzełka Iggy’ego” – podkreśla.

„Sceny wow”
Na pokazie w Bielsku-Białej producent filmu Paweł Pewny przyznał, że nad produkcją pracowało ponad 700 osób. Krystian Dulnik dodaje, że twórcy byli rozsiani po różnych zakątkach świata.
– Od Stanów Zjednoczonych, gdzie były osoby związane z wytwórnią Disneya, przez Tajlandię, naszą część Europy, Hiszpanię. Do tego wielu znakomitych artystów z Polski, bardzo zdolnych ludzi. Rozrzut był więc ogromny – zauważa.
Kielczanin po raz pierwszy uczestniczył w tworzeniu kinowej animacji, choć ma na swoim koncie wiele realizacji, także międzynarodowych. Pracuje dla studiów postprodukcyjnych na całym świecie. Na koncie ma projekty dla marek, takich jak BMW czy Suzuki, a także czołówki seriali „Tajemnica zawodowa”, czy „Diagnoza”. Tłumaczy, że do ekipy „Orzełka Iggy”ego” trafił dzięki swoim pracom zamieszczonym w branżowym portalu.
– Zadzwonili ludzie z produkcji, że mają dla mnie propozycje, czy nie chciałbym zostać art directorem filmu „Orzełek Iggy”. Zaczęliśmy rozmawiać i w zasadzie to Paweł Pewny ściągnął mnie do tego projektu, on mnie przekonał, dogadaliśmy się. Na początki miałem trochę sceptyczne podejście, ale uwierzyłem, że to naprawdę ma szansę powstać. Przeczytałem scenariusz, okazało się, że to jest naprawdę duża rzecz. Zacząłem się zastanawiać, jak te wszystkie elementy ze sobą połączyć i zacząłem być art directorem w tym projekcie – wspomina.
Nie było to jego jedyne zajęcie.
– Byłem także superwajzorem spinającym cały projekt, superwajzorem compositingu, reżyserem animacji kamer 3D i finalnie reżyserem animacji scen 3D, takich bardziej efekciarskich, które są w filmie. Bartek Kędzierski był surper osobą ciągnącą fabułę, wtłaczającą życie w te wszystkie postaci, natomiast ja zajmowałem się reżyserowaniem tych fajerwerków, ja to nazywam „sceny wow”, żeby pasowały do całości – opowiada.
Film dla widza w każdym wieku
Film miał premierę w polskich kinach w piątek 6 lutego. Krystian Dulik widział go już na wcześniejszych pokazach.
– To jest jednak ogromne przeżycie, kiedy projekt, nad którym pracowało się prawie pięć lat, teraz można zobaczyć na dużym ekranie. Niezwykłe jest także zobaczyć reakcje widzów, którzy oglądają ten film. Na razie widziałem same pozytywne i bardzo mi się podoba to, że dzieci reagują w innych momentach, a dorośli w innych, czyli udało nam się zrobić coś, co trafia do szerokiego spektrum wiekowego – zaznacza.
„Orzeł Iggy” ma także trafić do zagranicznego odbiorcy.












