Nauczę cię, jak w prosty sposób stać się szczęśliwym człowiekiem – tak mniej więcej zaczynają się wszystkie coachingowe podręczniki. Później mamy cały ciąg oczywistych oczywistości, które utwierdzają nas w przekonaniu, że książka rzeczywiście ma szansę nam pomóc, tyle że do konkretnej odpowiedzi cały czas daleko. A będzie teraz o takiej książce, podręcznik „Prosta metoda jak skutecznie rzucić palenie” angielskiego autora Allena Carra przełożył na język sceny i wystawił w Teatrze imienia Stefana Żeromskiego w Kielcach Radosław Rychcik tworząc spektakl „Łatwy sposób na rzucenie palenia”.
Absolutnie nie deprecjonuję książek i metody „Easyway” Allena Carra, wierzę, że pomogła ona wielu ludziom pozbyć się nałogu i wielu jeszcze pomoże. Wiem co mówię, bo sam jestem niepalącym od kilku lat nikotynikiem i wszystkie sytuacje opisane w książce oraz przedstawione w spektaklu są mi doskonale znane. Może najbardziej prawdziwe sformułowanie powtarzane przez aktorów to takie, które mówi, że nałóg nikotynowy jest jak pułapka, a pułapki konstruowane są w ten sposób, żeby z nich nie wyjść. Znam to doskonale, kiedyś nie paliłem sześć lat, byłem pewien, że pokonałem już nałóg, jakiś splot fatalnych okoliczności sprawił, że zostałem narażony, wręcz zmuszony jako bierny palacz do codziennego wdychania dymu i wreszcie sam ponownie sięgnąłem po papierosa, co ostatecznie skończyło się powrotem do nałogu, dlatego dziś więcej we mnie pokory i teza o pułapce jest mi bardzo bliska. Ale wiem też, że naprawdę cudowne są poranki, kiedy do życia budzi mnie tylko kawa, a nie jak u Jima Jarmuscha kawa i papierosy, a wcześniej tak właśnie było, nie wyobrażałem sobie jednego bez drugiego.

Przenosząc na scenę treść wysokonakładowego poradnika z charakterystycznym stylem zwracania się do odbiorcy Radosław Rychcik podjął się moim zdaniem karkołomnego zadania, bo czym innym przecież jest słuchać instruktora „rzucania palenia” na kursie metody „Easyway”, a czym innym wkładać cały wywód pisany w stylu prawdy objawionej w usta nawet nie jednej a wielu postaci scenicznych. Ta całkowicie nienaturalna sytuacja przekazu tekstu nałożona została na jak najbardziej naturalną oczekiwania pasażerów na dworcu kolejowym na spóźniający się pociąg. Tak na marginesie scenografia do spektaklu przygotowana przez Łukasza Błażejewskiego odtwarzająca poczekalnię kieleckiego dworca kolejowego przed remontem z charakterystycznymi ławkami i marmurowymi stolikami, zakratowanymi kasami biletowymi i tablicą odjazdów z ruchomymi tabliczkami żywcem z lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku w każdym dojrzałym mieszkańcu miasta musi budzić sentyment.
Głównym tematem i poradnika, i spektaklu jest strach przed zerwaniem z nałogiem, który przekłada się na zachowania bohaterów, ich fizyczne, powtarzalne i kompulsywne ruchy, bo nie interakcję. Sześć osób oczekujących na odjazd pociągu nie prowadzi między sobą dialogu, tak jak raczej nie rozmawiają ze sobą obce osoby na dworcach całego świata. Każda z nich niezależnie od siebie cytuje fragmenty książki Allena Carra, czasami powtarzając te same frazy. Momentami robią to wspólnie jednocześnie wokalizując i powtarzając cytat, co przypomina muzyczny styl gospel i swoistą mantrę, która w rzeczywistym życiu bywa, że ma moc tłumienia bólu, także tego psychicznego. Przypomnijmy, i jest mowa o tym w przedstawieniu, w przypadku odchodzenia od nałogu nikotynowego palacz nie odczuwa żadnego fizycznego bólu. Widzimy więc w spektaklu sześć różnych, na swój sposób charakterystycznych postaci, kreowanych na osoby w miarę młode, aktywne zawodowo, przedsiębiorcze, ale zmagające się z nałogiem. Sytuacja ciągle opóźniającego się pociągu (co jakiś czas na tablicy przyjazdów zmienia się czas opóźnienia i są to graniczne interwały dzielące spektakl niejako na sceny) może symbolizować właśnie kolejne próby zerwania z nałogiem zarówno powtarzane, jaki i odsuwane w czasie. Każdy palacz wie o czym teraz mówię. A swoją drogą otwarte pozostaje pytanie, czy osoby, które nigdy nie paliły, kielecki spektakl jest w stanie zniechęcić do nałogu? Moim zdaniem tak, bo jest coś diabolicznego w tej symbolicznej scenerii dworca, gdy na tablicy pojawia się kolejna liczba minut opóźnienia.
























