10 lutego 1940 roku rozpoczęła się pierwsza deportacja Polaków na Syberię. Wydarzenia te upamiętniono we wtorek (10 lutego) podczas uroczystości na Skwerze Pamięci Ofiar Katynia w Kielcach, przy pomniku Matki Polki Sybiraczki.
Dr Robert Piwko, naczelnik kieleckiej delegatury Instytutu Pamięci Narodowej wyjaśnia, że deportacje były konsekwencją m.in. ataku Związku Radzieckiego na II Rzeczpospolitą, a także bezprawnego wchłonięcia przez państwo sowieckie terenów wschodnich województw.
– Cztery deportacje objęły łącznie co najmniej 320 tys. Polaków. Zostali wydarci z domów rodzinnych, z miejsc swojego zamieszkania i rozlokowani na wielkich terenach Związku Radzieckiego. Rozpoczęły się w lutym 1940 roku, były kontynuowane w kwietniu i w czerwcu 1940 roku i ostatnia, masowa miała miejsce w czerwcu 1941 roku – wymienia.
Za przeprowadzanie deportacji odpowiadali funkcjonariusze NKWD. Jak zaznacza dr Robert Piwko, działali w sposób systemowy i zorganizowany.
– We wskazane miejsce przybywały tzw. trójki operacyjne funkcjonariuszy NKWD, wkraczali do domu, ogłaszały decyzję o wysiedleniu, dokonywały rewizji pomieszczeń. Wtedy też polecano rodzinie spakować się do wyjazdu. To wszystko odbywało się w pewnym chaosie i zaskoczeniu – opisuje.
Naczelnik dodaje, że już sam transport na Syberię można nazwać formą represji. Bo jak inaczej określić podróż w wagonie bydlęcym, bez najpotrzebniejszych rzeczy, kiedy na zewnątrz panuje ujemna temperatura.
– Głód, brak dostępu do ciepłej wody, w niehigienicznych warunkach, olbrzymi ścisk, wreszcie szok związany z dotarciem do miejsca docelowego – zaznacza.
Dr Robert Piwko zauważa, że dzisiejsze województwo świętokrzyskie jest ważne na mapie obchodów kolejnych rocznic deportacji, ponieważ tu silnie działa Związek Sybiraków.
– To potomkowie tych osób, które zostały zabrane z II Rzeczpospolitej, ale później chciały wrócić do kraju. Wiadomo, że nie mogły wrócić do swoich domów, bo granice Polski po 1945 roku zostały zmienione, ale szukając nowych miejsc do osiedlenia, często wybierały województwo świętokrzyskie – podkreśla.
Tak stało się w przypadku Kazimierza Szczycha, którego wspomnienia odczytała Julia Cieślik – uczennica Zespołu Szkół Ekonomicznych im. Mikołaja Kopernika w Kielcach. Jego rodzina pochodziła z przedwojennego województwa lwowskiego, ale kiedy w 1956 roku wyjechał z Syberii, osiadł w naszym regionie.
Bożena Kraj ze Stowarzyszenia „Kielecka Rodzina Katyńska” zwraca uwagę, że Syberię należy postrzegać w wielu wymiarach.
– Przede wszystkim myślę tutaj o naszej starszej koleżance pan Zofii Rogowskiej z Buska-Zdroju. Jej ojciec był nauczycielem, który zginął jako ofiara zbrodni katyńskiej. Ona w tym czasie była pod sercem matki, kiedy ta została zabrana na Sybir. Pani Zofia urodziła się tam, ale na szczęcie powróciła do kraju dzięki wsparciu rodziny – opisuje.
Bożena Kraj zauważa jednak, że Syberia była obecna w historii Polski nie tylko tej XX-wiecznej.
– W moim prywatnym wymiarze to jest jeszcze historia wielu członków rodziny, którzy byli związani z powstaniem styczniowym. Wśród nich był August Zagrodzki, który spoczywa na Starym Cmentarzu, mój krewny, który dokonał życia w Kielcach. Po bitwie pod Małogoszczem został aresztowany i 10 lat spędził w Tobolsku. Mamy też w rodzinie osoby, które działały po 1905 roku. Byli to działacze PPS-u – bracia Bandrowscy, bratankowie mojej prababci. Obaj zostali skazani na Sybir. Jeden z nich nie powrócił, nie ma po nim żadnego śladu. Również kuzyni z rodziny Dziewięckich, którzy byli w PPS-ie, byli skazani na Sybir, ale szczęśliwie wrócili – opowiada.
Podczas uroczystości przy pomniku Matki Polki Sybiraczki miało miejsce wręczenie Złotych Odznak Honorowych za Zasługi dla Związku Sybiraków.























