W ich pracy potrzebna jest empatia, cierpliwość i zimna krew. Są na pierwszej linii frontu, gdy potrzebujemy nagłej pomocy. W środę (11 lutego), w Europejskim Dniu Numeru Alarmowego 112 wyróżniono pracowników Centrum Powiadamiana Ratunkowego w województwie świętokrzyskim.
W minionym roku dyspozytorzy w województwie świętokrzyskim odebrali ponad pół miliona połączeń. Wojewoda świętokrzyski Józef Bryk podkreśla, że 11 lutego to święto ludzi, na których można liczyć w każdej sytuacji.
– Są po drugiej stronie słuchawki i ciepłym głosem przemawiają do nas, roztrzęsionych i zagrożonych. Pomagają w każdej sytuacji: drogowej, rodzinnej, kataklizmu, katastrofy. Dzisiaj chcemy podziękować za ich prace, empatię, profesjonalizm i opanowanie – zaznacza.

W Centrum Powiadamiana Ratunkowego w województwie świętokrzyskim pracuje 46 dyspozytorów. Jak mówi jedna z wyróżnionych – Justyna Misiak, starszy operator numeru alarmowego, to praca wymagająca kontaktu z drugim człowiekiem, wyczucia, ale i cierpliwości.
– My dziennie odbieramy ok. 120 telefonów. Ciężkie przypadki to przede wszystkim sytuacje nagłe, gdy trzeba szybko podejmować decyzje. Chodzi tu m.in. o wypadki, osoby zakleszczone w samochodach, które się palą. Musimy od zgłaszającego jak najszybciej dowiedzieć się o lokalizacji zdarzenia. Trudne są telefony od osób chcących odebrać sobie życie czy dotyczące wypadków dzieci – zaznacza.
Codziennie do operatorów numerów alarmowych trafiają tysiące niezamierzonych połączeń kierowanych na numer alarmowy 112. Justyna Misiak mówi, że to nierzadko efekt zabaw dzieci z telefonem, ale też błędnego rozumienia przeznaczenia numeru.
– Są ludzie którzy nie rozumieją, że blokują linię. Chcą się wyżalić na sąsiada, brata, siostrę. Dzwonią z prywatnymi sprawami. Namawiamy, by w takich sprawach udać się na komendę, do dzielnicowego, nie zaś wykręcać numer 112 – podkreśla.
Pod numer alarmowy należy dzwonić w sytuacjach nagłych, wymagających interwencji służb. Nie dzwonimy, gdy sytuacja nie stanowi zagrożenia.


























