Wyjście do sklepu, dojście do przychodni czy do szkoły to slalom pomiędzy głębokimi dziurami, przeprawa przez błoto lub omijanie ogromnych kałuż. Tak wygląda codzienność mieszkańców kieleckiego Malikowa, którzy od lat bezskutecznie proszą o chodnik od ulicy Malików do Tektonicznej. Kiedy mieszkańcy przestaną brodzić w błocie? O tym rozmawialiśmy w środę, 18 lutego w programie Interwencja.
Problem dotyczy zaledwie 100-metrowego odcinka łączącego ulicę Malików z osiedlem Ślichowice. Codziennie korzysta z niego około tysiąca osób: dzieci idące do szkoły i na basen, seniorzy zmierzający do przychodni oraz mieszkańcy osiedla, dla których jest to najkrótsza droga do przystanku autobusowego linii nr 25.
– Chodzimy tędy dwa razy dziennie albo i więcej, bo jeszcze chodzimy popołudniami na basen – mówi mieszkanka ulicy Malików, która z dwójką małych dzieci szła na zajęcia pozalekcyjne. Najtrudniej jest jesienią, kiedy pada deszcz i jest ciapa. Tu są doły i błoto po kolana. Problem nie kończy się na brudnych butach. – Nieraz był wypadek, że dziecko się wywróciło, trzeba było wracać i się przebierać – dodała. Alternatywą jest droga „na około” przez ulicę Szajnowicza, jednak dla matki z małymi dziećmi oznacza to wydłużenie spaceru z 15 do 30 minut i konieczność pokonywania ruchliwych skrzyżowań.

Mieszkańcy czują się obywatelami drugiej kategorii. – Mamy XXI wiek, miasto wojewódzkie, a droga do szkoły wygląda, jakby było pięć minut po wojnie – mówią. Nie potrzebujemy jezdni, żeby przejechać samochodem na tym krótkim odcinku. Nam potrzebny jest 1,5 metrowy chodnik, żeby dzieci mogły suchą stopą w cywilizowanych warunkach w mieście wojewódzkim dojść do szkoły – dodają.
Radny Dariusz Gacek stwierdził, że sprawa jest skomplikowana formalnie. – Trzy czwarte działki jest prywatne, część należy do miasta. Dodatkowym utrudnieniem jest obecność stacji transformatorowej oraz słupów energetycznych. To wymaga uzgodnień i przekształceń – powiedział i zobowiązał się, że powoła zespół, który wypracuje rozwiązanie.
Zdaniem radnego Marcina Stępniewskiego, który od 2018 roku wspiera mieszkańców w walce o ten łącznik, kluczowa jest wola działania. – Procedury nie muszą trwać ośmiu lat. Jeśli jest wola, można rozpocząć procedurę i w rok czy dwa mieć chodnik. To kwestia decyzji a nie pieniędzy, bo do jego wybudowania wystarczy 100 czy 200 tysięcy złotych – zaznacza. Radny wskazał na tzw. specustawę drogową, która pozwala miastu przejąć grunt pod inwestycję celu publicznego w ciągu roku lub dwóch, niezależnie od zgody właściciela.

Dyrektor Miejskiego Zarządu Dróg w Kielcach, Karol Nowakowski powiedział, że na wszystko potrzebny jest czas. – Zawsze zaczynamy od procedur i procedury są niestety najważniejsze. Największym problemem jest stacja transformatorowa stojąca przy końcu odcinka oraz kwestie własnościowe – wyjaśnił. Jednocześnie poinformował, że urząd miasta zlecił wycenę czterech chodników w ramach programu „Bezpieczny chodnik”. – Jeżeli zostaną środki, to kolejnym będzie ten odcinek. Pieniądze z tegorocznego budżetu mogłyby zostać przeznaczone na pozyskanie projektu na wykonanie chodnika – zapewnił.
W tle pozostaje także szerszy problem komunikacyjny dzielnicy. Trwają prace koncepcyjne nad tzw. Nowym Malikowem – drogą, która miałaby odciążyć obecny ruch i otworzyć nowe tereny inwestycyjne. Dokumentacja projektowa jest przygotowywana, a wkrótce mają ruszyć konsultacje społeczne.





































