– Nazwaliśmy się Centrum z uwagi na to, gdzie będziemy się umiejscawiać na scenie politycznej – powiedział na antenie Radia Kielce poseł Rafał Kasprzyk.
W środę (18 lutego) świętokrzyski parlamentarzysta wraz z grupą posłów, zdecydował o opuszczeniu klubu Polska 2050. Odchodzący utworzyli własny klub i nazwali go Centrum. Znaleźli się w nim także między innymi Paulina Hennig-Kloska, Aleksandra Leo i Ryszard Petru. Zapytany, co przesądziło o takim rozwiązaniu, Rafał Kasprzyk podkreśla, że było wiele takich kwestii.
– U mnie zdecydowało to, że nie byłem w stanie funkcjonować z panią Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz w zarządzie. Ta organizacja przez ostatni rok dryfowała już trochę, niestety po wyborach nie zreflektowała się pani przewodnicząca. Nie jesteśmy w stanie funkcjonować tak, żeby uwzględniać nasze postulaty, m.in. nasze głosy regionu. A ostatnie wydarzenia z rady krajowej, gdzie na zwołanym nocą posiedzeniu uchwalono przewagą jednego głosu tzw. uchwałę kagańcową, czyli zablokowano możliwość decydowania o swoim losie posłom i senatorom. Uważałem, że to skandaliczne i niedemokratyczne. To przelało czarę goryczy. Nie tylko we mnie, ale w całej tej grupie – wyjaśnia.
Nowy klub będzie liczył 15 posłów i 3 senatorów.
– Głównie to są osoby, które w II turze głosowały na Paulinę Hening-Kloskę, ale także inne, które zrozumiały, że podmiotowość w sposobie rządzenia partią przez panią Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz to tylko frazes, a nie rzeczywistość – podkreśla.
Krytykom swojej decyzji o odejściu z Polski 2050 poseł Rafał Kasprzyk przypomina, że to on wraz z grupą kilku zapaleńców, organizował 6 lat temu w regionie pierwszą kampanię wyborczą Szymonowi Hołowni. Nie ukrywa także rozgoryczenia tym, jak został potraktowany.
– To ja z tą grupą osób stworzyliśmy zręby stowarzyszenia, strategię, zakładaliśmy partię, mamy członków, dynamiczny zespół. To ja z grupą tych osób przez 6 lat milczałem, pracowaliśmy dla regionu, dla Polski 2050, ale kiedy okazało się, że mamy swoje zdanie, kiedy wystartowałem w wyborach na przewodniczącego, okazało się, że niektórzy ludzie powiedzieli mi wprost, że mnie nie poznają. Również lider, Szymon Hołownia. Ale jeśli się z kimś nie rozmawia, to po 6 latach może się okazać, że się nie zna osób, z którymi się współpracowało, którzy dla nich cicho pracowali – ocenia.
Poseł podkreśla, że decyzję o odejściu podjął dla dobra swojego i dla dobra regionu. Zapewnia, że nadal będzie prowadził wszystkie te sprawy, którymi się dotąd zajmował. Zapewnia, że w regionie spotkał się ze zrozumieniem ze strony współpracowników.
Jednocześnie, dopytywany o rolę Szymona Hołowni w kryzysie i podziale Polski 2050, gość Radia Kielce zwraca uwagę na zasługi byłego szefa.
– Proszę nie umniejszać wagi dobrych rzeczy, które zrobił Hołownia dla Polski. Przede wszystkim, dzięki jego instynktowi obywatelskiemu, kiedy w 2020 roku pociągnął za sobą wielką rzeszę osób, to w 2023 roku możliwe było odsunięcie PiS-u od władzy. Drugi sukces, to jako marszałek. Uważam, że działał bardzo dobrze, już od pierwszych chwil, kiedy zlikwidował barierki wokół sejmu (…). Mam dla niego dużo szacunku, bo Szymon Hołownia dużo dobrego zrobił. Rzeczywiście, po kampanii prezydenckiej i tych wydarzeniach związanych z zaprzysiężeniem prezydenta Nawrockiego odsunął się na jakiś czas. Uważam, że popełnił błąd, nie słuchając ludzi, którzy życzyli mu dobrze – ocenia poseł.
Polska 20250 w wyniku podziału, straciła połowę klubu poselskiego. Rafał Kasprzyk zapewnia, że posłowie zrzeszeni w nowym klubie Centrum będą popierać koalicję rządową.













