Shihan Tomasz Kęćko – wiceprezes Polskiej Federacji Karate Sportowego oraz prezes Kieleckiego Klubu Sportowego Karate będzie gościem programu „Dzień dobry, to Ja! Rozmowy inne niż wszystkie w Radiu Kielce”. Premiera w niedzielę (22 lutego) o godzinie 10 na antenie Radia Kielce.
Bohater ostatniego odcinka przyznał, że w sportach walki, które reprezentuje, często jest tak, że jedna osoba pełni wiele funkcji. One się przenikają i uzupełniają. Kiedy jednak kimono wieszasz w szafie, to wtedy masz czas na realizację innych planów, na przykład możesz zostać sędzią międzynarodowym. Taka, najwyższą „A” klasę posiada promotor zdrowego stylu życia i promotor karate, nie tylko w Kielcach i Polsce, ale na świecie – Tomasz Kęćko.
W trakcie rozmowy właściciel mistrzowskiego 5 dan przyznał, że na pierwszym miejscu od zawsze stawia rodzinę. Potem są przyjaciele i znajomi, z którymi współpracuje przy różnych projektach związanych z karate kyokushin. Tomasz Kęćko dodał, że w jego rodzinnym domu, w niewielkiej, oddalonej o 25 kilometrów od Kielc miejscowości Lipa zawsze panował atmosfera zrozumienia i życzliwości. Chociaż, to mama musiała zapanować nad pięcioma mężczyznami: czterema synami i mężem, który pozwalał na wiele. Ale stawiane przez mamę dyscyplinarne granice, często skutecznie były omijane.

Na pytanie, jak zrodziła się pasja do karate – Tomasz Kęćko odpowiedział, że to był proces. Tym sportem zająłem się dopiero w szkole średniej. Rodzice nie namawiali nas, czyli mnie, Krzysztofa, Waldemara i Piotra do uprawiania tej dyscypliny. Oni cieszyli się, że jesteśmy aktywni. Jeździliśmy rowerami, graliśmy w tenisa ziemnego i piłkę nożną. Ale największą radość dawały nam wspólne treningi i ta braterska rywalizacja. Kto szybciej przebiegnie wyznaczony dystans, kto prędzej wejdzie na górę. Sami robiliśmy hardcorowe treningi, których dzisiaj w ogóle nie zaproponowalibyśmy adeptom karate. Wzorowaliśmy się na naszym Mistrzu – Oyamie. Dom ukształtował nas sportowo, ale przede wszystkim charakterologicznie – wspominał gość audycji. I przypomniał swojego pierwszego trenera, Bolesława Kosakowskiego, który nauczył go samodyscypliny i wytrwałości. A po pierwszym treningu nie miał nawet siły zejść po schodach, taki był obolały.
Twardy z pozoru karateka zdradził w rozmowie z Magdaleną Galas-Klusek i Pawłem Solarzem, że często roni łzy w różnych sytuacjach. Nigdy jednak nie płakał w samotności, po porażce, czy z bólu. Zawsze mógł i nadal może liczyć na braci. Nawet wtedy, kiedy wykonując kolejny test Tameshiwarego, czyli jednym ciosem łamiesz siedem calowych desek lub jedenaście sześciocentymetrowych betonowych bloczków i próba się nie udaje.
Shihan stwierdził, że karate sprawia, że ciągle jesteś w drodze, ciągle się uczysz: pokory, przestrzegasz zasad grzeczności, poszanowania starszych i hamowania złej energii.

Tomasz Kęćko dodał, że obroniłby słabszego, ale stara się rozładować emocje poprzez dyskusję. Ta nigdy nie zawiodła, a pokłócone strony zwyczajnie rozeszły się.
Karate to jedno, ale budowanie rodzinnego domu to drugie. I tę sportową filozofię z Dalekiego Wschodu prezes Kieleckiego Klubu Sportowego karate stosuje w życiu swojej sześcioosobowej rodziny. Chwaląc się przy tym, że najmłodszy – dzisiaj 5-letni Tymoteusz – już ma kimono, a trzy córki pomału zakładają mistrzowskie pasy. Żona Karina też jest mistrzynią karate.
Bohater zdradził również swoją drugą pasję. Zbiera meble, gobeliny, zegary i zegarki, przyrządy codziennego użytku, ceramikę z lat PRL. Dlaczego? Po prostu jest piękna.
Natomiast na pytanie, co chciałby przekazać młodym ludziom, Tomasz Kęćko odpowiedział krótko. Aby jakakolwiek aktywność sportowa była codziennym elementem higieny młodych osób tak jak dobrze dobrane posiłki, czy toaleta. Należy dbać o kondycje od najmłodszych lat. Wtedy swoje słabości zamienimy w sukces. I wtedy również w nas samych będą rodzic się te najpiękniejsze rzeczy – zakończył shihan Tomasz Kęćko.

















