Bartosz Siwczyk pochodzi z Chorzowa, studiuje na ostatnim roku Szkoły Aktorskiej Teatru Śląskiego w Katowicach i właśnie rozpoczął pracę w Teatrze Lalki i Aktora „Kubuś” im. Stefana Karskiego. Na kieleckiej scenie zadebiutuje już w niedzielę, 1 marca.
Dyrektor „Kubusia” Piotr Bogusław Jędrzejczak podkreślił, że to kolejna młoda osoba, która dołączyła do zespołu.
– Zadzwoniłem do Ewy Leśniak z Teatru Śląskiego im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach z informacją, że szukam aktora. Powiedziała, że jest bardzo fajny chłopak, zdolny, dobrze śpiewa, a przy tym poczciwe dziecko, dobre, sympatyczne, nie sprawia kłopotów. Obejrzałem jego dwa egzaminy, teraz będzie przygotowywał przedstawienie dyplomowe. Stwierdziłem, że Ewa miała rację i tak Bartek się pojawił – wspominał.

Sam Bartosz Siwczyk przyznał, że propozycja z Kielc go zaskoczyła.
– Nie ukrywam, że się tego nie spodziewałem. Nawet nie skończyłem szkoły teatralnej. Wydawało mi się, że praca w teatrze jest jeszcze przede mną, czeka gdzieś w bliżej nieokreślonej przyszłości, a tu nagle okazało się, że ta przyszłość jest dużo bliższa, niż myślałem. Także przede wszystkim zaskoczenie, ale też duża wdzięczność za zaufanie, którym zostałem obdarzony ze strony teatru, pana dyrektora – powiedział.
Zaufanie tym większe, że Bartosz zadebiutuje na kieleckiej scenie od razu rolą głównego bohatera w spektaklu „Szelmostwa Lisa Witalisa”. Zastąpi w tej roli Patryka Sztęborowskiego. Młody aktor żartował, że od razu został rzucony na głęboką wodę.
– Sądzę, że to dobrze, że jak trzeba stawić czoła takiemu zadaniu na początku, to potem już jest z górki. Myślę, że mam jakąś taką skłonność do chwytania się nowych wyzwań, więc bardzo się cieszę, że tak to się potoczyło. Nie mówię, że to będzie łatwe, ale to na pewno pomoże oswoić się z tym teatrem, z tą sceną, z zespołem – tłumaczył.
Musi się także oswoić z lalkami, bo jak przyznał, trochę obawia się pracy z nimi.
– Laki są bardzo specyficzną formą teatralną i wydaje mi się, że ten teatr formy jest dosyć trudny, bo mało oczywisty. Trzeba mieć bardzo dużą wyobraźnię, żeby te emocje, które mam w sobie, które jakoś potrafię wyrazić mimiką, gestem i głosem, teraz przelać na lalkę, na przedmiot. Także nie ukrywam, że obawy są, ale też mam za sobą jakieś doświadczenie z lalkami – wyjaśnił.

Na szczęście Bartosz Siwczyk może liczyć na wsparcie zespołu. Nie ukrywał, że przed przyjazdem do Kielc miał pewne obawy.
– Nie wiedziałem, czego się spodziewać, bo to moja pierwsza możliwość pracy etatowej w teatrze, na stałe. Bałem się, czy ktoś nie będzie na mnie patrzył z góry. Okazało się, że zarówno zespół aktorski, jak i pozostali pracownicy teatru przyjęli mnie z otwartością, pomocą, miło, ciepło – zaznaczył.
Bartosz Siwczyk kończy szkołę aktorską, ale zdradził, że będąc dzieckiem, miał różne pomysły na życie, a praca na scenie była tylko jedną z wielu opcji.
– Od najmłodszych lat wiedziałem, że chcę w jakiś sposób tworzyć. Wszystkie te moje dziecięce marzenia, mniej lub bardziej ulotne, obracały się wokół szeroko rozumianego tworzenia czegoś dla drugiego człowieka, więc chciałem być twórcą gier komputerowych, marzyłem o byciu aktorem, reżyserem, o pisaniu książek, wierszy. Pomysły były różne, ale w większości w jakiś sposób wiązały się ze sztuką. Wielu z tych rzeczy popróbowałem, poeksperymentowałem i z tym aktorstwem jakoś tak wyszło. Okazało się, mówiąc kolokwialnie, że to mi najbardziej siedzi – żartował.
Jak się sprawdzi na kieleckiej scenie? Okazja, by poznać Bartosza Siwczyka, będzie już w najbliższą niedzielę (1 marca) w spektaklu „Szelmostwa lisa Witalisa”. Przedstawienie rozpocznie się o godz. 11.


















