Tamagotchi – ta mała, elektroniczna zabawka u schyłku XX wieku była przedmiotem pożądanym przez wiele dzieci. Dziś szuka jej Muzeum Zabawek i Zabawy. Ma trafić na nową wystawę.
Barbara Kasprzyk-Dulewicz, kierownik Działu Pracy Naukowej i Wystaw przypomina, że ten niewielkich rozmiarów przedmiot potrafił absorbować uwagę dzieci.
– Było to takie jajeczko, w którym żył sobie pikselowy stworek i trzeba się nim było opiekować: bawić, karmić go, dbać o niego – oczywiście to wszystko w odpowiednim momencie, zgodnie z żądaniami zgłaszanymi przez tego stworka. Jeśli to dbanie nam nie wychodziło lub zapomnieliśmy go nakarmić, stworek kończył swoje życie – opisuje.
Okazuje się, że oryginalne tamagotchi z lat 90. XX wieku są unikatowe.
– Dzisiaj na rynku możemy znaleźć współczesne tamagotchi, ale mamy nadzieję, że ktoś może w swojej szufladzie, na strychu lub w piwnicy ma ten oryginalny produkt. Gdyby ktoś zdecydował się go podarować, byłoby świetnie, ale oczywiście może to być tylko wypożyczenie – tłumaczy.

Barbara Kasprzyk-Dulewicz tłumaczy, że ten przedmiot wraz z innymi trafi na wystawę „Przełom. Dzieciństwo i dorastanie w latach 90.”
– Lata 90. to jest temat, który wraca zarówno w kontekście historycznym, jak i społecznym, i jest niezwykle pojemny. Pojawiają się wystawy przekrojowe, które w jakiś sposób opowiadają o tamtym momencie, a my chcieliśmy pokazać taką unikatową, wybraną perspektywę dziecka i młodzieży w tym okresie. Dlatego wybieramy te przedmioty, które nawiązują do takich dwóch spojrzeń – tłumaczy.
Nie można zapomnieć, że ostatnia dekada XX wieku to był czas przełomu, zmian społecznych, politycznych i gospodarczych. Przemysław Krystian, rzecznik Muzeum Zabawek i Zabawy zwraca uwagę, że wówczas nasz kraj otworzył się na wpływy Zachodu.
– To, co wcześniej było tylko w Pewexach, co było wyłącznie obiektem westchnień, było już na wyciągnięcie ręki. Nie analizujmy tego, czy to było drogie czy tanie, bo to już zupełnie inna perspektywa, ale naszą rzeczywistość zaczęły zalewać produkty, które dla Europy Zachodniej, dla rynku amerykańskiego były pewną codziennością. To wtedy pojawiły się różnego rodzaju kolorowe figurki, kolorowe czasopisma, a także kolorowe ubrania. To także będzie widać na naszej wystawie. Ta perspektywa zmiany i otwarcia na wpływ kultury zachodniej jest tutaj kluczowa. Dla wielu dzieci, które wtedy dorastały okazało się, że to, co widzą w filmach, reklamach w prasie kolorowej może być w sklepie, że to może być kolorowy świat, który zastępuje szarą rzeczywistość PRL-u – zaznacza.

Ale na wystawie szarości nie zabraknie. Barbara Kasprzyk-Dulewicz mówi, że ten kolor jest w pewien sposób symboliczny i stał się tłem dla przedmiotów, które ożywiały blokową rzeczywistość.
– Warto jednak podkreślić, że z jednej strony będą zabawki, obiekty, ale będzie też poważniejsza warstwa narracyjna. W QR kodach, które będzie można skanować, będzie można przeczytać, z jakimi problemami borykali się Kielczanie czy mieszkańcy sąsiadujących miast czy wsi – zaznacza.
Wernisaż wystawy zaplanowano na 27 marca. Przemysław Krystian dodaje, że ekspozycja jest odpowiedzią na wyniki przeprowadzonej ankiety.
– Pytając naszych gości o to, czego brakuje na naszej wystawie, niejednokrotnie dostawaliśmy informację, że zabawek z lat 90. XX wieku, że nasza narracja kończy się na latach 80., a kolejne pokolenia nie mogą znaleźć zabawek ze swojego dzieciństwa. I ta wystawa jest właśnie odpowiedzią na tę potrzebę. Dlatego zachęcamy, by zobaczyć ekspozycję w Muzeum Zabawek i Zabawy, poświęconą latom 90. i do tego, żeby sobie samemu przypomnieć, jak wyglądał nasz czas w tamtym okresie – zachęca.
















