W 13. kolejce Ligi Mistrzów piłkarze ręczni Industrii Kielce wygrali ze Sportingiem Lizbona 39:33 (20:16).
Kielczanie próbowali narzucić swój styl gry, ale na początku mecz był bardzo wyrównany. Po sześciu minutach było 5:5, a bramkarze obydwu ekip nie pomagali. Przełomowym momentem pierwszej połowy było potrójne osłabienie gości w 14 min. Karę otrzymał wówczas również mocno protestujący drugi trener Carlos Carneiro, a Industria odskoczyła na 10:7. Później ta przewaga była jeszcze wyższa – w 24 min. 17:10. Gościom udało się ją nieco zniwelować i na przerwę schodzili mając na koncie minus 4.
Druga połowa rozpoczęła się świetnie dla gospodarzy: dwie bramki zdobył Dylan Nahi, a jedną Szymon Sićko. Sporting atakował i nie pozwalał na powiększanie przewagi. W 39 min. boisko opuścił Daniel Dujszebajew, narzekając na ból w pachwinie. Kielczanie cały czas utrzymywali najczęściej przewagę pięciu-sześciu goli i nie pozwolili gościom na zbliżenie się na mniejszy dystans niż cztery bramki. Wygrywając różnicą sześciu trafień odrobili straty z Lizbony, gdzie we wrześniu przegrali 37:41.
Za tydzień (12 marca) w ostatniej kolejce fazy grupowej Industria zmierzy się w Trondheim z norweskim Kolstad Handball i wówczas dowiemy się który zespół z grupy B będzie rywalem Kielczan w 1/8 finału.
– To był fantastyczny mecz od pierwszej do ostatniej minuty. Oczywiście, było kilka słabszych momentów, ale najważniejsze jest zwycięstwo. Celem była wygrana różnicą ponad czterech bramek i to się udało. Chcemy też wygrać za tydzień z Kolstad i dać sobie szansę na awans na trzecie miejsce. Bracia Costa są niesamowici – potrafią wszystko i oddają po kilkanaście celnych rzutów. Nasza obrona była lepsza i kontrolowała ich przez cały mecz – podsumował rozgrywający Industrii Aleks Vlah.
– Chcieliśmy dwóch punktów, by wyprzedzić Sporting. To się udało, a w czwartek (5 marca) trzymamy kciuki za HBC Nantes. Popełniliśmy błędy, graliśmy dobrze w ataku, nie pozwoliliśmy przeciwnikom zdobyć ponad 35 goli – w tym meczu było wszystko. Graliśmy w różnych ustawieniach i chcę pochwalić moich zawodników, bo od lutego gramy bardzo dobrze. Ale stąpamy twardo po ziemi – powiedział trener Talant Dujszebajew.
– To był trudny mecz przeciwko jednej z najlepszych drużyn w Europie i do tego w świetnej atmosferze. To nie był nasz najlepszy występ, mieliśmy dużo problemów w defensywie, notowaliśmy straty, nie wykorzystaliśmy wielu dogodnych sytuacji rzutowych i zarobiliśmy za dużo dwuminutowych kar w pierwszej połowie. Dopuściliśmy do różnicy pięciu-sześciu goli i trudno przy takiej różnicy wrócić nam było do meczu. W drugiej połowie gospodarze dobrze zarządzali tą różnicą i zasłużenie wygrali. My musimy walczyć do końca o najlepsze miejsce w grupie i przygotowywać się do meczu w następnej kolejce z Dinamem Bukareszt – powiedział trener Sportingu Ricardo Costa.
– Kielczanie byli od nas lepsi. W drugiej połowie mieliśmy kilka okazji do zdobycia bramek i gdybyśmy je wykorzystali, to być może mecz wyglądałby inaczej. Gospodarze byli bardziej agresywni, skuteczni, a my straciliśmy zbyt dużo goli z dziewiątego metra. Ciężko się gra na wyjeździe przy tak dużej stracie bramkowej. Jestem rozczarowany, ale mamy przed sobą ważne mecze i musimy o tym spotkaniu zapomnieć. Mamy już awans do następnej rundy i uważam, że najważniejszym będzie przystąpić do fazy play-off Ligi Mistrzów bez kontuzji – podsumował rozgrywający gości Martim Costa.
Industria Kielce – Sporting Lizbona 39:33 (20:16)
Industria Kielce: Ferlin, Morawski – Nahi 5, Jarosiewicz 5, Latosiński, Sićko 9, D. Dujszebajew 2, Vlah 4, Olejniczak 1, Maqueda 4, Moryto 3,, Kounkoud 1, Karaliok 2, Monar 3, Rogulski.
Sporting Lizbona: Kristensen, Aly – Silva 3, Berlin, Alvarez 3, Kiko Costa 6, Gurri 5, Garcia, Salvador 4, Torkelsson 2, Gassama, Branquinho, Monteiro, Moga, Martim Costa 10, Holguin.








































