W 24. kolejce PKO BP Ekstraklasy Korona Kielce pokonała na własnym stadionie Bruk-Bet Termalikę Nieciecza 2:1 (1:0).
Gole dla Korony zdobywali: w 43. minucie Marcel Pięczek i w 53. Konstantinos Soteriou. Dla rywali trafił w 58. minucie Ivan Durdov.
Dla obu drużyn spotkanie miało spore znaczenie. Kielczanie przed tym pojedynkiem mieli tylko pięć punktów przewagi przed strefą spadkową, a ich rywale zamykali tabelę. Trener Korony w porównaniu do przegranego meczu z Motorem w Lublinie (0:2) dokonał trzech zmian. Od pierwszej minuty zagrali Slobodan Rubezić, Martin Remacle i Pau Resta. Aż pięciu roszad dokonał Marcin Brosz – w pierwszej jedenastce znaleźli się Gabriel Isik, Andrzej Trubeha, Igor Strzałek, Ivan Durdov i Sergio Guerrero.
Mecz rozpoczął się od ataków gospodarzy. Już po kilkudziesięciu sekundach Wiktor Długosz zagrał piłkę wzdłuż bramki rywala, ale żaden z piłkarzy Korony znajdujących się w polu karnym gości jej nie sięgnął. W miarę upływu czasu zespół z Niecieczy zaczął grać odważniej, największe zagrożenie stwarzając po stałych fragmentach gry. W 14. min drużyna miejscowi mogli objąć prowadzenie – po dośrodkowaniu Tamara Svetlina piłka trafiła na głowę Mariusza Stępińskiego, ale słowacki bramkarz Bruk-Betu Adrian Chovan uratował zespół przed utratą bramki.
Siedem minut później szansę mieli podopieczni Brosza. W dogodnej sytuacji znalazł się Durdov, ale naciskany przez obrońcę Korony uderzył obok bramki Xaviera Dziekońskiego. Później na boisku niewiele działo się ciekawego. Na trybunach coraz częściej słychać było oznaki zniecierpliwienia fanów zespołu z Kielc. Korona miała przewagę, ale nic z niej nie wynikało. Dopiero w 39. min trybuny ożyły. Efektowny rajd przeprowadził Svetlin, podał do Stępińskiego, ale były reprezentant kraju uderzył obok spojenia słupka z poprzeczką.
Tuż przed przerwą kibice gospodarzy wreszcie mieli powody do radości. Po rzucie rożnym wykonywanym przez aktywnego w tym meczu Długosza, piłka trafiła do Marcela Pięczka, który dał Kielczanom prowadzenie.
W przerwie trener Bruk-Betu dokonał jednej zmiany – za Miłosza Matysika na boisku pojawił się Artem Putiwcew. Goście zaczęli grać odważniej, ale szybko zostali skarceni. Z linii pola karnego uderzył Rubezić, Chovan odbił piłkę przed siebie, dopadł do niej Kostas Sotiriou i podwyższył prowadzenie.
Trener Brosz dokonał kolejnych dwóch roszad, a na boisku pojawili się Krzysztof Kubica i Morgan Fassbender. Niemiecki pomocnik Bruk-Betu chwilę później wygrał pojedynek sam na sam z Dziekońskim i kopnął do siatki Korony. Jego radość była jednak przedwczesna, bo sędzia Karol Arys zasygnalizował pozycję spaloną. To było poważne ostrzeżenie dla gospodarzy, które jednak nie poskutkowało. Pięć minut później Rumun Radu Boboc dośrodkował w pole karne Korony, a niepilnowany Serb Durdov zdobył kontaktowego gola.
Zawodnicy Termaliki dostrzegli swoją szansę i często gościli pod bramką Dziekońskiego. Korona odpowiadała groźnymi kontrami. Na kwadrans przed końcem goście mogli doprowadzić do remisu. Z rzutu wolnego groźnie uderzył Kubica, ale piłka przeszła tuż obok słupka. Jeszcze lepszą sytuację miał Putiwcew, ale jego strzał głową nie trafił w światło bramki Korony.
Goście atakowali do samego końca, często zamykając Koronę na jej połowie. Wynik już się jednak nie zmienił, choć w doliczonym czasie gry – spotkanie zostało przedłużone o osiem minut – do remisu mógł doprowadzić Isik, lecz jego uderzenie zostało zablokowane przez obrońcę gospodarzy.
– Wiedzieliśmy jak ciężki jest teren przy Ściegiennego, dlatego w pierwszej połowie nastawiliśmy się na szybkie odbiory i dostarczanie piłki naszym ofensywnym zawodnikom. Chcieliśmy stwarzać sobie sytuacje. Myślę, że w wielu fragmentach udawało nam się to realizować, natomiast za mało ich stworzyliśmy. Natomiast ta połowa kosztowała nas dużo energii, stąd zmiany w składzie i chcieliśmy zdecydowanie mocniej zaatakować zespół Korony. I tak naprawdę szkoda pierwszej i drugiej bramki. Mogliśmy się w tych sytuacjach zachować zdecydowanie lepiej. Później nadrabiamy, gonimy, stwarzamy sytuację, natomiast zaczyna nam brakować najzwyczajniej na świecie czasu. Walczyliśmy do końca o ten jeden punkt, natomiast nie udało się. Tego szkoda, bo zdobywając punkt po takim meczu, z tak dobrym zespołem jakim jest Korona, to byłaby dla nas ogromna wartość dodana – ocenił trener popularnych Słoni Marcin Brosz.
Korona Kielce wygrała przed własną publicznością po raz pierwszy od ponad pięciu miesięcy, a dokładnie od 27 września, kiedy pokonała Lechię Gdańsk.
– Bardzo potrzebowaliśmy tego zwycięstwa, bo ta klątwa ciążyła na nas od dłuższego czasu, więc tym bardziej się cieszę, że mimo bardzo trudnych warunków, mimo meczu, który toczył się w różnych fazach, to zwycięstwo mamy. To w dniu dzisiejszym było najważniejsze, wrażenia artystyczne zeszły na dalszy plan. Ja na gorąco nie będę oceniał zawodników, nie będę oceniał tego jak graliśmy. Wszyscy jesteśmy ludźmi ambitnymi i zdajemy sobie sprawę z tego, że wiele rzeczy nie domagało. Czasami tak się zdarza. Natomiast w tym wszystkim ważne jest to, że mimo tych różnych ułomności mamy trzy punkty – podsumował trener Żółto – Czerwonych Jacek Zieliński.
– Długo czekaliśmy na to zwycięstwo i bralibyśmy je w ciemno nawet w najgorszym stylu. Po to, żeby w końcu zapunktować, złapać tę pewność siebie. Cieszymy się, że dzisiaj to nastąpiło. Myślę, że to jest trochę kwestia psychologiczna. Strzelamy na 2:0, rywal zaczyna „siadać” i wydawało się z boiska, że teraz nasza jakość piłkarska pozwoli nam pójść w dobrą stronę. Tymczasem straciliśmy dosyć szybko bramkę i tak działa psychologia, że oni się napędzili, a my troszeczkę się cofnęliśmy. Cieszę się, że to zwycięstwo dowieźliśmy – powiedział Marcel Pięczek.
– Ciężko mi jest w ogóle cokolwiek powiedzieć po tym meczu. Od samego początku byliśmy naprawdę dobrze zorganizowani. Druga połowa to już była naprawdę dużo dominacja z naszej strony, utrzymywanie się przy piłce, stwarzanie sytuacji. Tracimy jednak przypadkowe bramki ze stałych fragmentów, które trenujemy. To było myślę kluczowe w tym meczu – stwierdził kapitan zespołu z Niecieczy Andrzej Trubeha.
Korona Kielce – Bruk-Bet Termalica Nieciecza 2:1 (1:0)
Bramki: 1:0 Marcel Pięczek (43), 2:0 Kostas Sotiriou (52), 2:1 Ivan Durdov (58).
Żółta kartka – Korona Kielce: Mariusz Stępiński.
Sędzia: Karol Arys (Szczecin). Widzów: 9 855.
Korona Kielce: Xavier Dziekoński – Slobodan Rubezić, Kostas Sotiriou, Pau Resta – Wiktor Długosz (83. Hubert Zwoźny), Martin Remacle (83. Nono), Simon Gustafson (68. Stjepan Davidović), Marcel Pięczek – Tamar Svetlin, Mariusz Stępiński, Antonin Cortes (64. Dawid Błanik).
Bruk-Bet Termalica Nieciecza: Adrian Chovan – Miłosz Matysik (46. Artem Putiwcew), Gabriel Isik, Arkadiusz Kasperkiewicz – Radu Boboc (77. Kamil Zapolnik), Maciej Ambrosiewicz, Andrzej Trubeha (64. Jesus Jimenez), Damian Hilbrycht – Igor Strzałek (53. Krzysztof Kubica), Ivan Durdov, Sergio Guerrero (53. Morgan Fassbender)

















































