44 tys. przebytych kilometrów, ekstremalne temperatury, walka z chorobami tropikalnymi i własnymi słabościami, a także konflikty z prawem – to tylko część przygód jaka przytrafiła się uczestnikom wyprawy „Scyzoryki wzdłuż Afryki”. Wyprawa stała się pretekstem do napisania książki, która znalazła się w finałowej trójce rywalizującej o nagrodę im. Macieja Kuczyńskiego za najlepszy podróżniczy debiut książkowy 2025 roku.
Kielczanin Jacek Słowak przyznaje, że do decyzji o podjęciu próby przejechania Afryki dojrzewał długo. Miało to związek z międzynarodową akcją „Pętla Afrykańska”, ale też z faktem, że mimo ogromnego doświadczenia, ten kontynent wciąż pozostawał dla niego tzw. białą plamą.
– Afryka była dla mnie kontynentem, który był faktycznie przeze mnie najmniej odwiedzany. Byłem już praktycznie w całej Azji, w całej Ameryce Południowej, Północnej, Europie. Oczywiście w Afryce byłem kilka razy, ale to był kontynent, który najmniej zwiedziłem i dowiedziałem się, że jest taka akcja, że różne ekipy ze świata chcą zatoczyć tak zwaną pętlę afrykańską, czyli obejść czy objechać Afrykę dookoła. Po kilku miesiącach namyślania się postanowiłem podjąć to wyzwanie – mówi.
Ekspedycja rozpoczęła się w grudniu 2017 roku i trwała piętnaście miesięcy. Trasa wiodła wzdłuż wybrzeży kontynentu, a jej skala okazała się wyzwaniem, któremu nie wszyscy potrafili sprostać.
– Podróż trwała dość długo, w ponad rok pokonaliśmy 44 tys. km – to więcej niż długość równika. Tak naprawdę do końca naszej wyprawy dotrwałem tylko ja i Szymek Flak. W całym tym wyścigu brało udział 12 państw i około 30 ekip. Jedni chorowali, drudzy się poddawali, trzeci musieli zrezygnować, bo zostali okradzeni, kolejni się bali i tak uczestników z każdym kilometrem zostawało coraz mniej. U mnie w momentach słabości odzywał się duch sportowca i nie dawałem za wygraną. Tym sposobem jakoś nam się udawało pokonywać kolejne dziesiątki kilometrów – mówi.
Sukces sportowy i podróżniczy miał jednak swoją cenę. Oprócz ekstremalnych temperatur, uczestnicy musieli mierzyć się z barierami biurokratycznymi oraz realnym zagrożeniem zdrowia.
– Na kontynencie afrykańskim łapówkarstwo jest wszechobecne, co rodziło między innymi problemy na przejściach granicznych. Ekstremalne temperatury też nie ułatwiały nam podroży i przede wszystkim problem z chorobami tropikalnymi, które również dotknęły naszą ekipę – wspomina Jacek Słowak.
To właśnie te najtrudniejsze doświadczenia sprawiły, że przez długi czas po powrocie do Kielc pomysł spisania wspomnień w ogóle nie istniał. Podróżnik przyznaje, że powrót do rzeczywistości po tak intensywnej eksploatacji organizmu i psychiki był długotrwałym procesem.
– Po powrocie nie byłem gotowy mówić publicznie o tym wszystkim, co się nam przytrafiło, dlatego dojrzewanie do przelania tego na papier było procesem wieloletnim. Było tyle traumy, tyle bólu, tyle chorób i tyle rzeczy, o których nie mogłem mówić, bo spowodowały we mnie duże zmiany psychiczne. Jednak to właśnie takie doświadczenia pozwalają odbyć największe podróże – te w głąb siebie. Poczytajcie Państwo w książce, to zrozumiecie – dodaje.
Jak mówi Jacek Słowak pierwsze próby spisania wspomnień nie spełniały jego oczekiwań i wciąż zaczynał od nowa, a emocje, które towarzyszyły podczas powracania wspomnień nie pomagały. Przełom nastąpił, gdy do pracy nad materiałem włączył się Krzysztof Skoczek – przyjaciel podróżnika, który sam brał udział w części afrykańskiej wyprawy. Wtedy jeszcze nikt nie przypuszczał, że ta historia trafi do ścisłego finału najważniejszego festiwalu podróżniczego w kraju.
– Zaczynałem pisać, ale to wciąż nie było to. No i w okolicach roku 2024, Krzysiek powiedział: „dawaj, ja to skończę”. No i tak siedliśmy i Krzychu to napisał. I napisał to na tyle dobrze, że dzisiaj jesteśmy na Kolosach – dodaje.
Jacek Słowak przyznaje, że informacja o znalezieniu się w finałowej trójce najlepszych książek podróżniczych w Polsce była dużym zaskoczeniem. Zaznacza, że poziom rywalizacji na festiwalu w Gdyni jest wysoki, a o nominacjach decydują najwybitniejsze postaci polskiej eksploracji.
– Kiedy otrzymałem pismo z informacją o nominacji, po prostu w to nie uwierzyłem. Żartowałem nawet, że chyba muszę się nauczyć czytać ze zrozumieniem, bo treść do mnie nie docierała. Pokazałem tę wiadomość mojej partnerce, pytając: „Aniu, o co tutaj właściwie chodzi?”. Dopiero ona mi uświadomiła: „Słuchaj, wybrali waszą książkę do trójki najlepszych tytułów prezentowanych na Kolosach!”. Wtedy dotarło do mnie, że to dzieje się naprawdę. Miałem świadomość, że Kolosy to ogromne audytorium – tam są wszyscy: wybitni himalaiści, żeglarze, zdobywcy najwyższych szczytów świata. I nagle my, wraz ze swoją historią, stajemy obok nich – podkreśla.
Wyniki tegorocznych Kolosów poznamy podczas niedzielnej gali finałowej. Dla kieleckich podróżników to jednak nie koniec wyzwań – Jacek Słowak przygotowuje się już do kolejnych wypraw. W harmonogramie na 2026 rok znalazły się już kolejne kierunki: Himalaje, Czad, Alaska oraz wielomiesięczna wyprawa po Oceanii.








![POGOŃ SZCZECIN - KORONA KIELCE [ZAPIS RELACJI] - Radio Kielce Jaką Koronę zobaczymy w Szczecinie? Trudno powiedzieć](https://radiokielce.pl/wp-content/uploads/2026/02/5J5A0882-350x250.jpg)





