Polska prapremiera komedii „A więc to miłość” współczesnego niemieckiego pisarza Stephana Eckela, jak twierdzi jej tłumacz, de facto była premierą światową, bo do dnia kieleckiej inscenizacji Jacek Kaduczak nie znalazł żadnej informacji, jakoby jakikolwiek teatr w Niemczech czy gdziekolwiek indziej wystawił tę zgrabną komedię o stereotypowym postrzeganiu świata wielkich kreatorów mody. Mieliśmy więc w Kielcach prapremierę światową, co jako ciekawostka wymaga odnotowania, ale tylko tyle, bo w przypadku komedii najważniejsze jest, czy utwór śmieszy, a nie jaki jest jego wystawienniczy status.

Utwór w wykonaniu aktorów w Kielcach owszem śmieszy. Specjalnie nie mówię aktorów kieleckich, bo dwoje z nich znanych jest bardziej z Warszawy i bardziej z serialu telewizyjnego, niż z teatru – Justyna Sieniawska i Kamil Błoch grają w produkcji „Na sygnale” i jak zdążyłem się przekonać, dzięki temu są bardzo rozpoznawalni. Justyna Sieniawska debiutowała jakiś czas temu w Kielcach na scenie dramatycznej, więc tym bardziej w mieście jest znana (i lubiana, trzeba koniecznie dodać) z kolei Kamil Błoch na kieleckiej scenie komediowej pojawił się po raz pierwszy i miejmy nadzieję, że nie ostatni. Obydwoje grają w komedii niemieckiego autora role sympatycznych kochanków i robią to bardzo wdzięcznie, choć nie jest to zwykły romans, bo obarczony różnymi stereotypowymi uprzedzeniami.
Cały pomysł na sztukę, na intrygę i dramaturgiczny konflikt opiera się na stereotypie właśnie, konkretnie takim, jakoby jednym z obowiązkowych atrybutów bycia sławnym kreatorem mody jest przynależność do środowiska osób homoseksualnych. Autor śmiejąc się tutaj z takich przekonań podejmuje jednak kwestię całkiem poważną czyli zbieżne ze stereotypem wartościowanie, które i dziś jest powszechne, jakoby heteroseksualność była normalna a jej zaprzeczenie już nie. W sztuce Stephana Eckela to heteroseksualny projektant mody jest jakimś odstępstwem od reguły czyli czymś nienormalnym. Przesłanie komedii jest więc jednoznaczne, każde wartościowanie ludzi ze względu na preferencje seksualne jest idiotyczne, ludzie przyzwoici to wiedzą, prymitywni nie i pewnie już tak zostanie.

Komedia wymaga wyrazistych postaci i tak jest w przypadku sztuki niemieckiego autora. Każdej z pięciu osób scenicznych Stephan Eckel przypisuje wyraźne cechy, a aktorzy umiejętnie je prezentują na scenie. Jest więc Teresa Bielińska obdarzoną ciętą ripostą i życiową mądrością krawcową, która nie daje się zwieść różnym zagrywkom swoich scenicznych adwersarzy. Jest Mirosław Bieliński podstarzałym homoseksualistą, który rozpaczliwie próbuje przywrócić swoją dawną, jak sądzi, atrakcyjność stosując radykalną morderczą dietę, ale jednocześnie jest miłym i pełnym empatii mentorem dla młodszych postaci dramatu. Jest Małgorzata Oracz bogatą właścicielką prestiżowego paryskiego salonu mody a jednocześnie matką głównego bohatera, bardziej anty matką, traumatyzującą zarówno syna, jak i pracowników salonu, dość powiedzieć, że każde wywołanie na scenie jej imienia wywołuje grzmoty piorunów. Aktorka tak jednak kreuje postać, żeby i w jej roli widz odnalazł jednak jakiś cień ciepła. Justyna Sieniawska jako piękna choć nieporadna służąca z kolei od początku wzbudza sympatię widzów i tak już pozostaje do końca, podobnie w przypadku Kamila Błocha, który jest urzekający zarówno jako homo, jak i heteroseksualny młody mężczyzna.










