Towarzystwa ubezpieczeniowe zaniżają odszkodowania. Skala zjawiska jest ogromna. Z raportów niezależnych rzeczoznawców oraz danych Rzecznika Finansowego za 2025 rok wynika, że nawet 90 procent kosztorysów ubezpieczeniowych jest zbyt niskich.
Mariusz Szulc, rzeczoznawca i prezes Stowarzyszenia Międzynarodowych Rzeczoznawców Techniki Samochodowej MOTOESPERT w Kielcach mówi, że zaniżanie wartości odszkodowań z OC za szkody komunikacyjne to powszechne zjawisko i dotyczy niemal wszystkich podmiotów na rynku.
– Polega to głównie na uwzględnianiu w kosztorysach zamienników o wątpliwej jakości, które nie dają gwarancji przywrócenia pojazdu do stanu sprzed szkody. Dodatkowo, przy częściach oryginalnych ubezpieczyciele narzucają arbitralne rabaty od 5 do 30 proc., a stawki za roboczogodzinę tną do poziomów nieakceptowalnych przez rynek – np. 60 zł netto, gdy rynkowe minimum to 120 zł netto – wylicza.
Mariusz Szulc ostrzega też przed tzw. samolikwidacją szkody na podstawie zdjęć przesyłanych przez aplikację.
– Nie zalecałbym takiego działania. Poszkodowany, nie mając wiedzy specjalistycznej, nie ukaże właściwie uszkodzeń, a pracownik ubezpieczyciela nie będzie w stanie rzetelnie ocenić ich zakresu na ekranie monitora. Zawsze dążmy do tego, aby oględziny wykonał na miejscu specjalista, mobilny ekspert ubezpieczyciela. To jedyna droga do ustalenia właściwego zakresu uszkodzeń – podkreśla.
Mecenas Szymon Bednarczyk, który na co dzień reprezentuje kierowców w sporach z towarzystwami ubezpieczeniowymi potwierdza skalę problemu. Zwraca również uwagę, że większość poszkodowanych rezygnuje z walki o swoje pieniądze, na czym zyskują towarzystwa ubezpieczeniowe.
– Zakłady ubezpieczeń na tym bazują. W przypadku dziesięciu decyzji zaniżających odszkodowanie, do sądu pójdą tylko trzy osoby. Siedem osób naprawi pojazd za to, co otrzymało, często używając części złej jakości – mówi.
Jak dodaje, firmy ubezpieczeniowe stosują szereg trików w kosztorysach – od propozycji montażu nieoryginalnych części, po ignorowanie niezbędnych procesów technologicznych.
– Zaniżają wartości części, kierując się cenami najtańszych zamienników. Jeśli ktoś ma pojazd 5-10-letni, w którym dany element jest oryginalny, ma prawo do części oryginalnych. Kolejną rzeczą są kwestie lakiernicze. Drzwi zostaną naprawione, ale kolorystycznie zawsze będzie widoczne, że były malowane, bo nie uwzględnili w naprawie wyrównania koloru po danej stronie. Uszkodzone felgi uważają za towar sprzedawany na sztuki, ignorując konieczność wymiany ich w komplecie lub chociaż parami na jednej osi, co bezpośrednio uderza w bezpieczeństwo jazdy i estetykę pojazdu – zaznacza.
Szymon Bednarczyk wskazuje, że skala absurdów najlepiej widoczna jest w sprawach dotyczących aut luksusowych, gdzie ubezpieczyciele próbują stosować stawki jak przy naprawie tanich samochodów
– Jeden z moich klientów, posiadacz Lamborghini Gallardo zwrócił się do mnie o pomoc, gdy ubezpieczyciel próbował zastosować całą paletę zaniżeń. Z kosztorysu wynikało, że auto ma być naprawione w zwykłym serwisie, gdzie roboczogodzina wynosiła 50 zł, podczas gdy przy tak skomplikowanym pojeździe realna stawka to 150 euro. Elementy kevlarowe i z włókna węglowego ubezpieczyciel chciał zastąpić zwykłym chińskim plastikiem – wspomina.
Mecenas podkreśla, że właściwie przygotowana dokumentacja sprawia, że kierowcy wygrywają sprawy o prawidłowe odszkodowanie.
– Nie spotkałem się jeszcze z sytuacją, w której poszkodowany by przegrał. Nawet jeśli biegły sądowy wyliczy szkodę odrobinę inaczej niż prywatny rzeczoznawca, są to różnice rzędu kilku procent. Najważniejsze jest, że te pieniądze ostatecznie trafiają do kieszeni poszkodowanego. Co więcej, w przypadku wygranej ubezpieczyciel jest zobowiązany do zwrotu kosztów procesu, które sąd zasądza od niego na rzecz strony skarżącej – zaznacza
Prawnik dodaje, że pierwszym krokiem do odzyskania pieniędzy jest weryfikacja kosztorysu u rzeczoznawcy techniki motoryzacyjnej i sporządzenie prywatnej opinii. Będzie ona podstawą do reklamacji lub skierowania powództwa do sądu.
Czas na dochodzenie roszczeń za zaniżone odszkodowanie z OC sprawcy wynosi trzy lata.













