Ulica Stefana Żeromskiego honoruje wybitnego pisarza, który jest w istotny sposób związany z Kielcami.
Stefan Żeromski jest jedną z najważniejszych postaci dla Kielc. Pamięć o nim jest żywa nie tylko dzięki jego twórczości i nazwie ulicy, ale także za sprawą Muzeum Lat Szkolnych Stefana Żeromskiego oraz Teatru im. Stefana Żeromskiego w Kielcach. Istotnym punktem na mapie Kielc jest również Skwer im. Stefana Żeromskiego.
– Stefan Żeromski bez wątpienia jest postacią wybitną i jednym z najważniejszych symboli Kielecczyzny i Kielc. To, że został patronem ulicy jest więc w pełni zasłużone – mówi Krzysztof Myśliński, Świętokrzyski Wojewódzki Konserwator Zabytków.

Ulica znana dzisiaj jako Stefana Żeromskiego początkowo znajdowała się na skraju dzielnicy gubernialnej, zwanej też nowym miastem. Jej odcinek między Seminaryjską i Zagórską wytyczono na początku XX wieku.
– Oczywiście nie było tam wówczas chodników i utwardzonej nawierzchni. W różnych dokumentach i planach polną wówczas drogę określano jako Wschodnią, bo przez długi okres na niej kończyło się miasto. Mniej więcej w tym czasie przy obecnej ulicy Wróblewskiego swoją willę wybudował Ksawery Franciszek Sieklucki, właściciel cegielni. A w okolicach dzisiejszej ulicy Żeromskiego znajdowały się wyrobiska gliny oraz cegielnia – opowiada Krzysztof Myśliński.
Z biegiem czasu ulica zyskała na znaczeniu. W okresie międzywojennym zaczęto przy niej budować dość okazałe kamienice. Głównie po zachodniej stronie ulicy, którą wówczas nazwano Czystą. W okresie międzywojennym nieutwardzona droga została natomiast przedłużona do miejsca, w którym dzisiaj jest ulica Wojska Polskiego.
I właśnie na odcinku między ulicami Prostą i Seminaryjską wybudowano kilka okazałych willi. Jedna z nich należała do Jana Czarnockiego, kielczanina, jednego z najwybitniejszych polskich geologów, badacza Gór Świętokrzyskich. Dziś tego budynku już jednak na próżno szukać, bo został wyburzony, a na jego miejscu powstały bloki mieszkalne.

Z kolei przy skrzyżowaniu ulic Żeromskiego i Prostej znajdował się zbudowany prawdopodobnie w 1920 roku drewniany dom, który pierwotnie służył jako siedziba pierwszego urzędu wojewódzkiego regionu świętokrzyskiego, a później utworzono w nim mieszkania komunalne. Od pożaru, który miał miejsce w 2014 roku, budynek nie był używany. Kilka lat później został sprzedany, a następnie wyburzony.
– Dom został zaprojektowany przez kieleckiego architekta Tadeusza Teletyckiego. W Kielcach powstało kilka takich budynków. Zakwaterowani byli w nich między innymi urzędnicy administracji publicznej. Wówczas w Kielcach brakowało bowiem urzędników, konieczne było ich sprowadzenie, ale nie było dla nich mieszkań. A w tym domu mieszkania były dość duże i wygodne – opowiada Krzysztof Myśliński.
I dodaje, że być może ulica Żeromskiego nie byłoby dalej zabudowywana, w stronę ulicy Wojska Polskiego, gdyby nie konieczność wybudowania wieży ciśnień. Była niezbędna, ponieważ w latach 20. XX wieku w Kielcach zaczęto układać sieć wodociągową.
– Nie było jednak konieczności budowania wieży ciśnień, bo miasto jest położone na licznych wzniesieniach. Wybudowano więc wodociągowy zbiornik retencyjny i dostarczając wodę do śródmieścia wykorzystano różnicę poziomów – mówi Krzysztof Myśliński.
Budowa, a następnie powiększenie tego zbiornika oznaczała jednak konieczność wyburzenia zbudowanej na przełomie XIX i XX wieku carskiej prochowni, która pod względem architektonicznym przypominała niewielki zamek lub basztę w gotyckim stylu. Mieściła się ona w miejscu, w którym dziś jest skrzyżowanie ulic Żeromskiego i Bema.

Ulica Stefana Żeromskiego wiele razy zmieniała nazwy. Początkowo Wschodnia, później Czysta, następnie Bolesława Markowskiego, a po drugiej wojnie światowej Józefa Stalina. I właśnie w tym okresie, na początku lat 50. minionego stulecia, przy ulicy Żeromskiego wybudowano siedzibę Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Kielcach, tak zwany Dom Partii. – To potężny kompleks administracyjno-gospodarczo-rekreacyjny, którego projektantem był Jerzy Żukowski. W 1990 roku budynek został przekazany Wyższej Szkole Pedagogicznej, obecnemu Uniwersytetowi Jana Kochanowskiego – kończy opowieść Krzysztof Myśliński.

























