
Strzał zakończył jego życie, ale dla rodziny ta sprawa nigdy się nie zakończyła. Wiele lat po wydarzeniach nadal szukają prawdy. Ciągle w uszach dźwięczy pytanie: gdzie jest Stach? W kolejnym odcinku dziennikarskiego śledztwa odkrywamy historię mieszkańca Kurzelowa, który chciał normalnie żyć, ale wir historii na to nie pozwolił. W cyklu magazyn sensacji Radia Kielce zajmiemy się losem chłopaka, któremu nawet po śmierci nie dano spokoju.
Dla mnie ta historia rozpoczęła się jesienią 2025 roku, a finał nastąpił po sześciu miesiącach dziennikarskiego śledztwa. Wydarzenia w sposób szczególny nabrały jednak tempa w grudniu 2025 roku. Kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia, kiedy to pojechałem do Kurzelowa koło Włoszczowy.
Moim przewodnikiem, a jednocześnie inicjatorem wyjaśnienia interesujących nas wydarzeń jest Jarek Kowalski, ze Stowarzyszenia Pamięci NSZ Ziemi Włoszczowskiej. W jednym z domów jesteśmy umówieni na spotkanie.
Nasi rozmówcy nie chcą podawać publicznie imion i nazwisk:
-Po co? My chcemy prawdy, bo niedługo się okaże, że nikt o tym nie pamięta – mówią jednym głosem. -Nie chcemy, aby ktoś pomyślał, że się lansujemy.
Siadamy przy stole oświetlanym światłami migającymi na choince. Gospodyni i Gospodarz podają ciasto, kawę, herbatę.
Razem z nami miejsca zajmują przedstawiciele starszego pokolenia bohaterskiej rodziny. Są z nami Ciocia i Wujek.
-Chcemy porozmawiać o historii Stanisława Kusia – zaczyna rozmowę Jarek.
-Może najpierw kawa i ciasto, bo czekamy jeszcze na jedną osobę – przerywa Gospodarz.
-Możemy o niej mówić „Najmłodsze pokolenie” – dodaje z uśmiechem Gospodyni.

Obraz pierwszy: na skrzyżowaniu ulic i ludzkich losów
Zanim dotarliśmy na opisywane spotkanie, należą się wszystkim wyjaśnienia, gdzie do niego doszło.
Kurzelów to dawne miasto, niegdyś samodzielna gmina, a dziś w ramach administracyjnych gminy Włoszczowa. Nie czas tu na opisywanie imponującej historii miejscowości, choć i jej nie unikniemy. Jest już ciemno, kiedy wjeżdżamy pomiędzy zabudowania. Kierujemy się do rynku, który świadczy o miejskim charakterze miejscowości. Przejeżdżamy opodal pomnika upamiętniającego ofiary II wojny światowej.
-Są tam nazwiska Polaków poległych z rąk Niemców i ich popleczników do stycznia 1945 roku – mówi kierujący samochodem Jarek. – Nie wiem, czemu nikt się nie stara, aby upamiętnić tych, którzy zginęli z rąk sowieckiego okupanta – dodaje.
Samochód wolno jedzie uliczkami miasteczka. Mijając kolejne skrzyżowania, zastanawiam się nad wydarzeniami jakie miały tu miejsce. Auto zatrzymuje się przed domem, gdzie odbędzie się spotkanie.
-Tak to już w Kurzelowie jest, że wszyscy się znają, a rodziny są ze sobą połączone, a to więzami pokrewieństwa, a to wspólną historią – mówi Gospodyni.
-Ja od tej historii chciałbym zacząć! Znalazłem taki zapisek, że Helena Kuś i jej mąż, Stanisław, który był w Kurzelowie krawcem, byli związani z legionami Piłsudskiego. Ponoć to oni jeszcze przed wojną tworzyli tu Związek Strzelecki i wybudowali pierwszą strzelnicę? – zaczyna ponownie rozmowę Jarek.
-My o tym nie wiemy, nie mówiło się w domach, bo dorastaliśmy w czasach kiedy większość dorosłych milczała – odpowiada Ciocia.
-Poczekajmy na Najmłodsze Pokolenie, może wtedy coś się dowiemy – kończy wątek Wujek.
Obraz drugi: konspiracyjna krzyżówka
Patrzę na migocące na choince światła i zastanawiam się, co wiem co konspiracji na terenie Kurzelowa. Placówka ZWZ/AK powstała tu zapewne na przełomie 1939/40 r. Jej twórcą i pierwszym komendantem był Mieczysław Szczucki pseudonim „Hubert” leśniczy w Kurzelowie, który zginął tragicznie.
Prawdopodobnie wiosną 1943 r. w toku prowadzonych rozmów do struktur AK przyłączyło się część osób funkcjonujących dotychczas w strukturach Narodowej Organizacji Wojskowej. Musiała to być duża grupa bowiem funkcję Komendanta Placówki przekazano jednemu z nich. Komendantem został Józef Celebański „Jan”. Niestety już 9 sierpnia został przez Niemców aresztowany. Było to wynikiem zdrady Tadeusza Jażdżyńskiego „Cenek”, co opisaliśmy w jednym z wcześniejszych materiałów. Aresztowanych wtedy zostało kilka osób w Kurzelowie i Dankowie.
-Miejscowe struktury konspiracji narodowej musiały być silne skoro na czele połączonej placówki, ustanowiono człowieka z Narodowej Organizacji Wojskowej – wtrąca Jarek. – Wszystko jednak zmieniło się po aresztowaniach z sierpnia i potem z listopada 1943 roku. W dalszym ciągu istniały obok siebie dwie organizacje: Armia Krajowa i organizacja narodowa – dodaje.
-Ja byłam za mała, aby pamiętać tamte czasy, ale z późniejszych lat to pozostało mi w pamięci szeptanie – mówi Ciocia. -Przychodzili do domu starsi i jak siedzieli przy stole to szeptali. Ja mam przed oczami jak siedzi u nas Wilhelm Oksiński.
-W oddziale partyzanckim miał pseudonim „Kalina”, ale w powojennych latach mówiono na niego po prostu Willy – wtrąca Jarek.
-On siedzi i rozmawia z innymi, ale szeptem, a ja jako dziecko siedzę pod stołem i nic nie słyszę – kończy Ciocia.
Zdaje sobie sprawę, że ci wszyscy ludzie, o których opowiadamy walczą o Niepodległość ojczyzny. Wszyscy chcą tego samego tylko do celu prowadzą ich różne drogi.
Kuś Helena – wspominana już przez nas należy do Narodowej Organizacji Wojskowej, a później do Narodowych Sił Zbrojnych. Podczas okupacji pracuje w stołówce niemieckiej żandarmerii. Aresztowana przez Niemców 18 IX 1944 r. została przewieziona do Włoszczowy i tam zamordowana. W roku 1945 jej zwłoki przewieziono na cmentarz w Kurzelowie.
Euzebiusz Kuś „Szach” – syn Heleny, żołnierz NSZ, który rozpoznał w Kurzelowie jednego z włoszczowskich żandarmów towarzyszących Jażdżyńskiemu (opisana przez nas sprawa „Cenka”). Po wojnie w Anglii.
Janina Kuś pseudonim „Marta” – łączniczka NSZ. Po wojnie prześladowana przez komunistów i ostatecznie osadzona w więzieniu.
Stanisław Kuś pseudonim „Gilza” – żołnierz AK, u którego w 1944 roku znajdował się konspiracyjny magazyn uzbrojenia. W tym przypadku musimy zaznaczyć, że nie jest to główny bohater naszej opowieści, a zbieżność danych jest przypadkowa.

Obraz trzeci: za młody na wojaczkę
-Jest już Najmłodsze Pokolenie, więc możemy przejeść do głównego naszego tematu – mówi Gospodyni, wprowadzając do pokoju ostatniego z oczekiwanych gości.
-Przepraszam za spóźnienie, ale obowiązki – słyszymy miły kobiecy głos.
-Przedstawiliśmy już sytuację w Kurzelowie więc teraz czas na osobę naszego bohatera – rozpoczyna Jarek. -Urodził się, jak mnie pamięć nie myli, w 1928 roku.
-Według dokumentów które przeglądałam był to 1929 rok, dokładnie 24 października – wyjaśnia przedstawicielka Najmłodszego Pokolenia.
– Jest za młody, aby brać udział w ruchu oporu podczas okupacji niemieckiej, ale zapewne zna wszystkich, którzy w niej działali.
Stanisław Kuś żyje jak to ktoś powiedział „obok” wojny, która zabrała mu wielu najbliższych. Aresztowania i egzekucje dziesiątkują rodzinę podczas okupacji niemieckiej. Po 1945 roku ci którzy przeżyli, rozjeżdżają się po kraju, aby ocalić życie.
-Nieliczni pomagają Stanisławowi. Jednym z takich był Willy, który sam ma dużo problemów bowiem jest na celowniku UB – dodaje Wujek.

Obraz czwarty: pod latarnią jest najciemniej
Nie wiemy co legło u podstaw wyboru przez Stanisława Kusia przyszłej drogi życia. Być może jego starsi przyjaciele uznali, że ten bystry chłopak będzie najbardziej bezpieczny w Milicji Obywatelskiej?
Tu musimy wyjaśnić, że przez pierwsze lata po II wojnie światowej w Milicji Obywatelskiej miejsce znalazło wielu ludzi, którzy ukrywali swoją wojenną przeszłość. Oczywiście kierownictwo MO obsadzone było ideologicznie, ale „doły” traktowane były inaczej. Komunistyczna władza nie miała odpowiednich sił, aby wszystko zmienić. Z biegiem lat coraz bardziej prześwietlano jednak funkcjonariuszy.
Podobnie było w wojsku gdzie np. w okresie 1945–1948 była względna współpraca między władzami państwowymi a Kościołem. W całym wojsku odbywały się codzienne modlitwy, a w niedziele i święta religijne żołnierze uczestniczyli w nabożeństwach czy spowiedzi wielkanocnej. Przysięgi żołnierzy poprzedzone były nabożeństwem.
Oczywiście w przypadku MO nad wszystkim czuwał polityczny nadzór, ale mimo to 1 lipca 1949 roku Stanisław wstępuje w szeregi formacji. Jest sprawdzany, ale nie znaleziono nic przeciwko niemu i ostatecznie Komendant Powiatowy MO wydał mu pozytywną rekomendację.
Trafił do powiatu opatowskiego, gdzie pracował na posterunkach w Łagowie, Iwaniskach i Wojciechowicach.
W charakterystyce służbowej z tego okresu przełożeni piszą o nim w samych superlatywach. Otrzymuje nawet awans na stopień starszy strzelec. W lipcu 1950 roku został wywiadowcą Drużyny Operacyjnej w Referacie Śledczym Komendy Powiatowej MO w Opatowie. Trzy miesiące później został wywiadowcą pionu operacyjnego Referatu III tejże komendy.
Przełożeni nadal go doceniają. Na koniec 1950 roku (30 grudnia) otrzymuje awans do stopnia kaprala. Co więcej, od 13 kwietnia 1951 roku zostaje skierowany do szkółki podoficerskiej (WKWS przy KWMO w Kielcach).

Obraz piąty: przeistoczenie
Do przeistoczenia doszło 13 czerwca 1951. Bohater naszego śledztwa przeistoczył się z docenianego funkcjonariusza milicji we „wroga ludu”. Co się stało?
Tego dnia Stanisław Kuś po służbie nie powrócił do jednostki. Zdezerterował! Dlaczego podjął taką decyzję? Nie wiemy. Dokumenty milczą na ten temat, albo przedstawiają wersję wygodną dla władzy…
Z zebranych przez nas informacji wynika, że „ludowa władza” natychmiast po ucieczce zmieniła zdanie o wychwalanym wcześniej młodzieńcu. Przełożeni z Milicji Obywatelskiej pisząc meldunek do Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej zaznaczają, że dezerter: „z pracy wywiązywał się przeciętnie”. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej funkcjonariusze MO chwalili go i skierowali do szkoły podoficerskiej!
Przeglądam akta i nie mogę pojąć całej sytuacji. Wreszcie trafiam na Kartę Podejrzanego, gdzie czytam, że celem dezertera było „usiłowanie zorganizowania bandy rabunkowo-terrorystycznej”. Zastanawiam się: co skłoniło chłopaka do takiej decyzji? Nie znajduje odpowiedzi i wtedy pojawia się myśl….
Może pomysł dezercji nie urodził się w głowie naszego bohatera sam? Może ktoś go do tego „przymusił”? W naszym śledztwie dysponujemy jedynie dokumentami MO, a co zasobem Urzędu Bezpieczeństwa? Może, kiedy Stanisław Kuś dostał się do szkółki podoficerskiej jego sprawdzaniem zajęła się ta przestępcza organizacja? W tym czasie w więzieniu siedziała już np. Janina Kuś pseudonim „Marta”, łączniczka NSZ. Znając kulisy wielu powojennych tragedii jestem w stanie sobie wyobrazić, że Urząd Bezpieczeństwa chce, aby elew milicyjnej szkoły współpracował z nimi przeciwko członkom rodziny.
Czytam dokumenty, w których znajduje zapis: „Posiadane materiały: Listy pisane przez Kusia Stanisław do Rożek Krystyny, z których wynika, że Kuś jest wrogo ustosunkowany do obecnego ustroju i dlatego dokonał dezercji udając się do lasu w celu prowadzenia walki podziemnej”.
Listu w dokumentacji nie ma, ale sam zapis budzi moje zdziwienie. Jest ono tym większe, gdy czytam dalej: „List w/w z dnia 19.6.1951 pisany do Miernik Wojciecha w którym Kuś nawołuje milicjantów by nie wierzyli w komunizm”.
Z materiałów wynika, że sześć dni po ucieczce Stanisław Kus pisze list do któregoś ze znajomych milicjantów….
To się kupy nie trzyma. Jestem coraz bardziej przekonany, że to Urząd Bezpieczeństwa próbował szantażować chłopaka, a gdy się to nie udało sfałszowano dowody, aby odwrócić uwagę.

Obraz szósty: w rodzinnych stronach
Co może zrobić dwudziestodwuletni młodzieniec po dezercji z szeregów MO? Powraca do swoich rodzinnych stron, gdzie ma przyjaciół i gdzie czuje się bezpieczny! Dziś wiemy, że natychmiast wiedziała o tym „władza”. Już wtedy tajny informator o pseudonimie „Lala” – podał bowiem do UB, że poszukiwany jest w Kurzelowie.
Kuś ma karabin (nie wiadomo od kogo go dostał), który jest nieporęczny do skrytego przenoszenia. Przyjaciele obcinają więc lufę i odtąd chodzi z „obrzynem”.
-On chodził sobie normalnie, ludzie go znali jako swojego. Nie prowadził żadnej działalności, nie prowadził napadów. Nic nikomu nie zrobił złego to nikt nie leciał z donosem – mówi Ciocia.
-Pomieszkuje nie tylko w Kurzelowie, ale i w Jeżowicach czy na Dronowych Niwach wszyscy udzielają mu pomocy. Pomaga gospodarzom w pracach, a ci dają mu jedzenie. Ma też trochę kryjówek w lesie. To szałasy w trudno dostępnych miejscach, gdzie nocuje latem – dodaje Wujek.
Ten sielankowy obraz może jednak czytelników zmylić. W tym samym czasie Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa we Włoszczowie jest ponaglany w sprawie ujęcia dezertera. Władza ludowa nie może pozostawić sprawy bezkarnie. W dokumentach poza tajnym informatorem „Lala” pojawiają się kolejni: „Kość”, „Zegarek”, „Bystry”.

Obraz siódmy: szatański pomysł
Jak już wspomnieliśmy funkcjonariusze UB nie mieli dojściach do osób z rodzinnego kręgu poszukiwanego. Środowisko połączone więzami rodzinnymi i wspólną przeszłością nie chciało współpracować z czerwoną władzą, która zdążyła już aresztować wielu przeciwników politycznych, z których część zamordowano.
W związku z coraz większymi naciskami przełożonych włoszczowscy UB-cy wpadli na iście szatański plan. Jeden z mieszkańców Kurzelowa został przez nich nakłoniony, nie wiemy, czy szantażem, czy groźbami, czy po prostu pieniędzmi, aby udając zakochanego wkradł się w łaski jednej z panien z rodziny poszukiwanego. Podstęp z „miłością życia” się nie udał, ale „zakochany” mieszkaniec Kurzelowa znalazł się w orbicie UB. Czy on, czy też inni informatorzy o pseudonimach: „Kość”, „Zegarek” i najbardziej aktywny „Bystry” zaczynają przekazywać coraz więcej informacji.

Obraz ósmy: pierwsza obława i ucieczka z UB
Początkowo informacje przekazywane przez agentów nie są dokładne, ale „władzy” potrzebny jest sukces! Przełożeni coraz bardziej naciskają więc włoszczowski Urząd Bezpieczeństwa organizuje pierwszą obławę, która dociera do Kurzelowa.
W tym czasie na piwnicy w zabudowaniach ojca Henryka Pakosza spali Oksiński Wilhelm, Czesław Konopa i Stanisław Kuś. Ten ostatni ucieka, ale dwaj pozostali, dostają się w ręce UB. Tak we wspomnieniach zatytułowanych „Kronika Kurzelowa” zapisał Henryk Pakoś.
W raportach ścigających znajdujemy jednak zapis, że aresztowano tylko jedną osobę:
‘…Dnia 6.XII.1951r dokonano aresztowania członka bandy i nielegalnej orgabizacji: Oksińskiego Wilchelma ps. „Kalina” s. Juliana i Wiktorii ur. 1924r w Niemczech zam. Kurzelów pow. Włoszczowa. Prucz tego w/w/ był w stałym kontakcie z Kusiem Stanisławem dezenterem MO”.
W oryginalnej pisowni przedstawiliśmy zapis, jaki znaleźliśmy w „Kronice dokonanych napadów przez bandy terrorystyczno-rabunkowe na terenie pow. Włoszczowskiego w latach 1945-55”. Autorem opracowania jest Mieczysław Migacz, a w zasadzie starszy inspektor SB porucznik Mieczysław Migacz. Opracowanie z roku 1986 nie ma nic wspólnego z rzetelną pracą naukową. Przedstawia „bohaterskie” dokonania siepaczy moskiewskiego okupanta. Materiały te potwierdzają jednak konkretne wydarzenia, choć zastrzegamy, że do dat i ideologicznych opisów podchodzimy bardzo ostrożnie.
Powracamy do „Kroniki”, w której czytamy (tekst podajemy w oryginalnym brzmieniu):
„W dniu 11.I.1952r około godz. 2-giej w nocy nad ranem zbiegł z aresztu zatrzymywany za napady rabunkowe z bronią w ręku:
Bartyzel Stanisław s.Jana i Feliksy ur.1925 rok Małchów, Oksiński Wilchelm s.Juliana i Wiktorii ps. „Kalina” ur.1924
Za uciekinierami udała się grupa operacyjna, lecz w czasie pościgu nie natrafiono na ich ślady ucieczki i ich zamelniowanie u rodzin. Śledztwo jest prowadzone intensywnie przez UBP i KPMO”.
-Przypomina mi się, że „Kalina”, czyli dla nas Willy ukrywał się u nas w domu na obórce, on był chyba wtedy ranny, ale czy to było po tej ucieczce to nie wiem – wyjaśnia Wujek.

Obraz dziewiąty: druga obława i sukces oprawców
Opisane wydarzenia sprawiły, że włoszczowscy milicjanci i ubecy byli tematem kpin i żartów. Nie dość, że nie byli w stanie złapać dezertera to dodatkowo z ich aresztu uciekli aresztowani „wrogowie ludowej ojczyzny”. Funkcjonariusze otrzymali od swoich przełożonych kolejne ponaglenia! Władzy potrzebny był sukces!
Wymieniani już tajni agenci dwoili się i troili, aby uchwycić jakikolwiek trop. Wreszcie zameldowali, że poszukiwany Stanisław Kuś przebywa na strychu obory swojego ojca, Jana, mieszkającego w Kurzelowie. 25 lutego 1952 roku milicjanci i funkcjonariusze UB przystąpili do drugiej już obławy. Przytaczamy w oryginalnym brzmieniu fragmenty z raportu na jej temat:
„…W wyniku realizacji Kus rzucił granatem obronnym do pracowników K.P.M.O., który jednak nie eksplodował oraz oddał dwa strzały z posiadanego nielegalnie karabinu, poczym zbiegł.”
Mimo że w czasie tej obławy nie złapano Kusia to jednak włoszczowscy funkcjonariusze mogli się chwalić sukcesem bowiem udało im się pojmać Oksińskiego, Konopę i Rusa. Ludowa władza zorganizowała pokazowe procesy i wszyscy zostali skazani. Ogłoszono sukces i na pewien czas akta naszego bohatera odłożono na półkę.

Obraz dziesiąty: Do trzech obław sztuka
Od ostatnich wydarzeń minął rok. Włoszczowska władza przypomniała sobie, że ma na swoim terenie dezertera. 1 czerwca 1953 roku Komenda Powiatowa MO Włoszczowa założyła sprawę agenturalno-poszukiwawczą o kryptonimie „Lotny”. Jej celem było ujęcie poszukiwanego. Wszyscy uznali, że to priorytetowe zadanie.
Używając wszelkich dostępnych środków budowano sieć informatorów. Nie byli to członkowie rodziny, ale osoby z otoczenia, których zadaniem była obserwacja. Nie podamy nazwisk ani okoliczności bowiem żyją jeszcze rodziny osób, które donosiły do UB i nie chcemy, aby zostały napiętnowane. Najwięcej raportów składa informator ukrywający się pod pseudonimem „Bystry”, to przyjaciel ojca poszukiwanego.
Donosy przekazuje też „Kość” – były żołnierz NSZ. Informator „Zegarek” – w ostatnich miesiącach przekazywał mniej informacji z powodu swojej choroby.
Uzyskane dane pozwoliły milicji przeprowadzić kolejną akcję, która miała miejsce w dniu …. Tu napotykamy pierwszy problem. Funkcjonariusz SB Mieczysław Migacz podaje datę 15 kwietnia 1954 roku, gdy tymczasem obława miała miejsce 14/15 czerwca 1954 roku. Milicjanci i funkcjonariusze UB przystąpili do akcji o godz. 3 nad ranem. To jeden z przykładów jak ostrożnie musimy podchodzić do dokumentów wytworzonych przez SB.
Do realizacji akcji użyto nie tylko włoszczowskich sił, ale ściągnięto także funkcjonariuszy MO z okolicznych posterunków. Łącznie 68 funkcjonariuszy UB i MO. Po przyjeździe wszystkich w okolice Kurzelowa szef UB z Włoszczowy skontaktował się ze swoim agentem, który w dokumentach określany jest jako rezydent. Jest nim prawdopodobnie „Bystry”, który potwierdza, że Kuś znajduje się w wiosce.
Łącznie akcję przeprowadzono na siedem domów, w których jak ustalono mógł znajdować się poszukiwany. Precyzyjnie ustalono obsadę każdej grupy. Funkcjonariusze mieli szczegółowo rozpisane działania.
Gdy przystąpiono do akcji jedna z grup otoczyła znajdujące się obok ówczesnej szkoły zabudowania Jana Kąckiego, gdzie w stodole nocował Kuś. Działania milicjantów zostały jednak dostrzeżone przez ukrywającego się mężczyznę. Wykorzystując dogodną okoliczność Kus zaczął uciekać w kierunku wsi Jeżowice. Na jego drodze wyrosła jakaś postać. Nie namyślając się dezerter strzelił i pobiegł dalej. Pozostali milicjanci nie są w stanie go złapać.
Na ziemi pozostało ciało… śmiertelnie ranny został plutonowy MO z posterunku w Kluczewsku – Edward Fatyga. Milicjanci nie byli w stanie go uratować i po kilku minutach funkcjonariusz zmarł.
Tu musimy wyjaśnić, że przekazywana jest informacja jakoby Fatyga i Kuś znali się z dawnych lat. To mało prawdopodobne. Wychowywali się w odległych miejscowościach. Fatyga wstąpił do milicji w październiku bądź listopadzie 1946 roku, a Kuś trzy lata później. Nie spotkali się też podczas Kursów Przeszkolenia Szeregowych bowiem byli jego elewami w innych latach.
Po obławie przeprowadzono także aresztowania osób, które pomagały poszukiwanemu. Aresztowani zostali: Jan Kącki (zamordowany w więzieniu w Radomiu), Jan Barczyński z Ciemiętnik, Józef Rusek, Stanisław Stępniewicz i Czesław Konopa.

Obraz jedenasty: zasadzka w lesie
Niewątpliwie trzecia obława zakończyła się całkowitą klęską sił reżimowych. Uzyskano jednak pewność, że poszukiwany przebywa w okolicy. Co więcej, w tym samym czasie, w którym prowadzono działania w Kurzelowie do pobliskiego lasu udały się dwie trzyosobowe grupy funkcjonariuszy, które miały ukryć się tam w zasadzce. Poza nimi w tej części akcji brał udział dowódca oraz goniec. Funkcjonariusze na miejsce dotarli 14 czerwca o godzinie 20. Wszystkich nurtuje pytanie: gdzie założyli oni zasadzkę?
Odwołajmy się do dokumentów SB:
„Grupa ta otrzymała materiały operacyjne, w którym miejscu znajduje się w lesie bunkier ukrywającego się Kusia Stanisława”.
Tak więc znajdując się na tropie poszukiwanego funkcjonariusze reżimu komunistycznego dysponowali też informacją o jednym z leśnych miejsc w których Kuś się ukrywał. Gwoli ścisłości był to nie bunkier, a leśny szałas, jakich kilka miał w lesie dezerter. To tylko kolejny przykład „bajkopisarstwa” funkcjonariuszy UB.
16 czerwca około godz. 21 w okolicy szałasu pojawił się poszukiwany. Jak opisali to funkcjonariusze?
„… do okrążonego bunkra przybył bandyta Kuś Stanisław chwile pochrząkał, pokasłał i wolno mijając bardzo blisko funkcjonariusza Maciąga Stefana wszedł środkiem do środka okrążonego bunkra. W między czasie nadepnął na nogę Maciągowi Stefanowi, Kus zaczął strzelać do Maciąga lecz go nie trafił . W tym czasie wywiązała się walka…”
W opisie „bohaterów” z milicji podczas walki rzucony został granat, od którego odłamków zginął poszukiwany mężczyzna.
W raporcie sporządzonym 18 czerwca 1954 rok przez porucznika Skolimowskiego z Komendy Wojewódzkiej MO wydarzenia takie nie znajdują potwierdzenia. Według raportu Kuś najpierw wszedł do szałasu a po chwili odszedł do znajdującego się obok źródełka. W tym czasie został wezwany do poddania. Wywiązała się strzelanina. Kus został ranny. W kolejnych chwilach dwaj funkcjonariusze trafili go w głowę a następnie obrzucili granatami.
Poniżej lokalizacja leśnego szałasu.
Obraz dwunasty: kłamstwa, kłamstwa, kłamstwa
Nauczeni doświadczeniem „prawdziwych” zapisków funkcjonariuszy komunistycznego reżimu zastanawiamy się, czy tak zakończył się żywot Stanisława Kusia?
-Według relacji mieszkańców było trochę inaczej – mówi Jarosław Kowalski.
– Podczas strzelaniny w zasadzce Kuś nie został zabity, zapewne został ranny, ale nie zginął. Uciekał ze wzgórka ukrytego wśród bagien gdzie była jego kryjówka. Zapewne biegli za nim milicjanci i ubecy z zasadzki. Niektórzy mówią, że nad lasem wystrzeliwane były rakiety rozjaśniające teren i wskazujące kierunek ucieczki. Czy to rana nie pozwalała mu biec, czy stało się coś jeszcze… Nie chciał się dostać w ręce oprawców i zastrzelił się. Ciało zostało przewiezione później do Kurzelowa w celu potwierdzenia, że to Kuś. Widziało je wiele osób w tym Henryk Pakoś, który twierdził, że poszukiwany miał strzał pod brodą, od przystawionego karabinu, co świadczy, że nie chcąc dostać się w ręce oprawców zastrzelił się sam – dodaje.
Z materiałów wytworzonych przez komunistyczne władze wynika, że po rozpoznaniu ciało Kusia zostało przewiezione do Włoszczowy, a następnie do Kielc. Rodzina została jednak poinformowana, że zwłoki zostały następnie przekazane do zakładu medycyny sądowej w Krakowie.
-Gdy spotykaliśmy się na cmentarzu w Kurzelowie to często w rodzinie pytano: gdzie jest Stach? – odzywa się cicho Ciocia.

Obraz trzynasty: prawda ukryta na cmentarzu
Funkcjonariusz Urzędu Bezpieczeństwa zapisał w jednym z dokumentów:
„Tak zakończył się los groźnego bandyty Kusia Stanisława, który dokonywał rabunków i zastraszał miejscowych rolników aby nie zapisywali się do nowo organizowanych spółdzielni na terenie osady Kurzelów pow. Włoszczowa”.
-Wszystko to kłamstwo, bo Stasiek nigdy na nikogo nie napadł, ani nikogo nie zastraszał. Cała okolica pomagała mu w jego trudnym losie – mówi Wujek.
Słuchając tych słów zastanawiałem się nad sensem przekazania ciała do Krakowa… Postanowiłem zgłębić ten wątek i o pomoc poprosiłem kieleckich przyjaciół.
Okazało się, że to kolejne kłamstwo funkcjonariuszy. Z całą pewnością zwłoki Stanisława Kusia zostały przewiezione do Kielc, co potwierdza zapis z raportu Milicji Obywatelskiej. 16 czerwca ciało umieszczono w szpitalu więzienia przy ulicy Zamkowej, a dwa dni później (18 czerwca) pogrzebano na cmentarzu przy ulicy Zagnańskiej.

Znamy numer zapisu w księdze parafialnej. Co więcej, znamy dokładną lokalizację miejsca gdzie został, zapewne skrycie, pochowany.
Kwatera numer 3 na kieleckim cmentarzu na Piaskach kryje wiele tajemnic. Zainteresowani tematem wiedzą, że właśnie tam po zakończeniu II wojny światowej komunistyczni oprawcy grzebali swoje ofiary.
Odwiedziliśmy miejsce, gdzie pochowano Stanisława Kusia. Dziś na tym miejscu są nowe groby i aby nikomu nie robić przykrości nie podajemy dokładnej lokalizacji.

Obraz czternasty: fałszywa gra?
Gdy wydawało się, że sprawa jest wyjaśniona odezwała się do mnie Ewa Działowska, kierownik Działu Edukacji Ośrodka Myśli Patriotycznej i Obywatelskiej, który znajduje się w budynkach dawnego więzienia w Kielcach.
-W naszych zasobach mamy dawną księgę więzienną i mamy w niej podobne nazwisko Stanisław Kusa – mówi nam pani Ewa.
-Daty dzienne trochę się nie zgadzają, ale może to celowy zabieg – dodaje.
Według więziennego wpisu mężczyzna został przyjęty do więzienia 19 czerwca, a dwa miesiące później skierowano go do O.P.W. Stalinogród Załęże (w oryginale Załęzie).
Czy te zapiski dotyczą całkowicie innej osoby? Czy może to dalszy ciąg perfidnej gry komunistycznych siepaczy, której celem było ukrycie prawdy? Na takie pytanie nie znalazłem odpowiedzi.

Epilog
Poszukiwanie materiałów, a później spotkanie w Kurzelowie i zgłębianie dokumentów wydało poza tym materiałem jeszcze jeden owoc. Podjęte zostaną działania aby w okolicy miejsca, gdzie zginął Stanisław Kuś postawić informacyjną tablicę. Ma ona przypominać chłopaka, który chciał normalnie żyć, ale wir historii na to nie pozwolił.
Dionizy Krawczyński

























