
W parafii Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski w podkieleckim Sukowie, co roku w Poniedziałek Wielkanocny o godzinie 6.00 rano grupa mężczyzn wyrusza z figurą Zmartwychwstałego Jezusa Chrystusa i z krzyżem na około 10-kilometrową procesję. Tę tradycję opisuje dr Agnieszka Dziarmaga w książce zatytułowanej „Fenomen procesji Emaus w Sukowie – trwały obyczaj kulturowy i religijny Kielecczyzny”.
Mężczyźni przechodzą przez kilka wiosek, modlą się przy krzyżach i kapliczkach, których jest 17, a na koniec udają się do kościoła. W świątyni około godz. 9.00 rozpoczyna się msza święta, której przewodniczy biskup Marian Florczyk.
Kiedy i dlaczego pod Kielcami narodziła się taka tradycja? Agnieszka Dziarmaga przyznaje, że nie udało jej się tego ustalić, choć był to jeden z jej celów.
– Niestety zaginęła kronika parafialna, tam być może byłyby takie informacje. Tej kroniki nie ma ani w archiwum diecezjalnym, ani w archiwum parafialnym. Natomiast relacje uczestników są różne, ale z wielu z nich wynika, że ta tradycja sięga czasów przedwojennych. Sądziłam, że wynika to z dorobku duchowego tej parafii, ale jest to parafia stosunkowo młoda. W tym roku liczy bodaj 108 lat, a więc nie jest jakoś okrzepła w swoich strukturach, nawykach. Biskup Marian Florczyk, który jest mentalnie i duchowo związany z tym środowiskiem, rozmawiając w wieloma osobami, także ustalił, że tę tradycję Emaus należałoby lokować w czasach przedwojennych – podkreśla.

Tradycja sięga czasów przedwojennych
Agnieszka Dziarmaga zaznacza, że w relacjach wtórnych, od osób z którymi rozmawiała, także przewijały się takie informacje.
– Jeden z moich głównych informatorów, jeden z liderów tej procesji, pan Antoni, który jak naliczył, odbywał ją 47 razy, posiada informacje od nieżyjącego teścia Franciszka Mojeckiego, którego darzył ogromnym zaufaniem i który był takim autorytetem lokalnym, powiedział, że ta procesja szła już w latach trzydziestych ubiegłego wieku. Niektóre osoby mówią również o procesjach wojennych, które szły dwukrotnie: w 1940 i 1941 roku w okrojonym składzie, pomniejszoną trasą, ponieważ były to czasy okupacyjne, nie wolno się było w takich celach gromadzić. Niemniej ta procesja szła. W wielu relacjach kobiet również powtarzają się nawiązania do wspomnień rodzinnych o czasach przedwojennych – mówi.
Charakter tych przedwojennych wędrówek mógł być jednak inny i nawiązywać do obyczajów agrarnych, dotyczących obchodów świąt Wielkiej Nocy.
– Ksiądz Władysław Siarkowski, który jest ważnym źródłem informacji o kulturze ludowej regionu, mówi o procesjach związanych z zapewnieniem dobrego urodzaju, które odbywały się w Wielki Piątek. Tutaj też niektórzy z rozmówców wspominali właśnie te wielkopiątkowe procesje z zatykaniem krzyżyków w polach, w celach zabezpieczenia upraw przed klęskami żywiołowymi. Ksiądz Siarkowski pisze, że jeśli w jakichś wsiach nie wykonano tego obrzędu w Wielki Piątek o świcie, to działo się to w Poniedziałek Wielkanocny. Być może taka geneza też dotyczy Emaus, ale wtedy tej procesji na pewno tak nie nazywano. Niektórzy z moich rozmówców też wskazywali na element przywiązywania oziminy do ręki figury Zmartwychwstałego, która zawsze jest niesiona w procesji, ale już ta procesja Emaus, która szła w czasach powojennych, nie miała elementu święcenia pól. Jest natomiast modlitwa mężczyzn w różnych intencjach z tym właśnie obchodem procesjonalnym całej parafii – stwierdza.

Wyprawa tylko dla mężczyzn
Niektóre źródła wskazują, że wpływ na tradycję procesji Emaus w Sukowie miały odbywające się tu misje jezuickie. Agnieszka Dziarmaga prostuje te informacje.
– To sformułowanie jest powtarzane w relacjach moich rozmówców, ale badając historię parafii w archiwum diecezjalnym, zauważyłam, że w latach czterdziestych XX wieku, o których mówimy, bo wielu rozmówców lokuje początki pamiętane przez nich w latach zaraz tuż powojennych, 1946-1947 rok, wtedy odbywały się misje franciszkańskie, a nie jezuickie. Natomiast jezuickie były trochę później. Być może w pamięci ludzkiej te misje się nałożyły. Można przypuszczać, że wówczas w parafii trafił się jakiś wyjątkowo charyzmatyczny misjonarz, który przywołał wydarzenie ewangeliczne, jakim było wędrowanie uczniów z Jezusem do Emaus, którzy go nie rozpoznali. Znamy to doskonale z Ewangelii – mówi.
Procesje Emaus odbywają się w wielu parafiach na terenie Polski, ale wciąż są rzadkim zwyczajem. Agnieszka Dziarmaga zwraca uwagę, że o wyjątkowości tradycji w Sukowie można mówić w kilku kategoriach.
– Na pewno jej trwałość od co najmniej początku lat czterdziestych XX wieku, albo lat przedwojennych. Udział mężczyzn i wierność temu faktowi, chociaż były próby wkroczenia kobiet. Biskup Marian Florczyk zresztą zdradził mi, że sam próbował ten element kobiecy włączyć, tłumacząc mężczyznom, że przecież kobiety były przy zmartwychwstaniu, ale mężczyźni mają swój kanon, dla nich to jest wydarzenie ikoniczne, dbają o to, by to była męska procesja i by tak też pozostało – zaznacza.

Z ojca na syna
Badaczka zauważa jeszcze jeden ważny fakt. Udział w procesji Emaus jest nie tylko tradycją w parafii, ale również w rodzinach.
– To też mi się wydało dosyć ciekawe z punktu widzenia nauk społecznych. Jedna z pań powiedziała, że właśnie to, że jej mąż chodzi, było dobrym przykładem dla syna, który do niego dołączył. Ktoś inny mi powiedział: „gdyby mój ojciec chodził, to ja bym poszedł wcześniej, a tak to dowiedziałem się od kogoś, od znajomych i dopiero poszedłem, ale mój syn już bierze ze mnie wzór”. To jest takie dość niezwykłe w dzisiejszych czasach to wielopokoleniowe przeżywanie tego wydarzenia. Przeżywanie wiary w takiej jedności i wspólnocie jest dla tych mężczyzn bardzo ważne – ocenia.
Agnieszka Dziarmaga przeanalizowała także profil społeczny uczestników. Przekrój wiekowy, jak i zawodowy jest duży. Łączy ich przywiązanie do wiary i lokalnej wspólnoty.
– Mają wyższe wykształcenie. Młodzi chłopcy, licealiści, którzy idą w tej procesji, uczą się w renomowanych kieleckich liceach, a mimo wszystko ta identyfikacja z lokalną społecznością i to poczucie tożsamości sukowskiej jest u nich bardzo silne. No i coś zadziwiającego dzisiaj, nie wstydzą się swojej wiary, bo to jest forma dawania świadectwa o tym, kim jestem, jakie wartości wyznaję. Ta procesja ma charakter wybitnie modlitewny. Panowie się modlą, sami układają intencje tej modlitwy przy poszczególnych krzyżach i kapliczkach – opisuje.

Lokalnie ważne wydarzenie
Bo – jak podkreśla Agnieszka Dziarmaga – procesja Emaus ma charakter oddolny.
– Panowie organizują się sami i ten przemarsz procesyjny odbywa się bez udziału księży. Ksiądz wyprowadza, błogosławi, daje krzyż i figurę Pana Jezusa, natomiast idą już sami i organizują od kapliczki do kapliczki. Dopiero na ostatnim odcinku dołącza biskup Marian Florczyk. Czasami towarzyszą mu inni kapłani i ksiądz proboszcz. Niemniej jest to inicjatywa absolutnie oddolna – stwierdza.
Książka „Fenomen procesji Emaus w Sukowie – trwały obyczaj kulturowy i religijny Kielecczyzny” ukazała się nakładem Muzeum Wsi Kieleckiej.
Agnieszka Dziarmaga wyjaśnia, że to publikacja naukowa, więc może nie zainteresuje każdego, natomiast przykład procesji Emaus w Sukowie może stanowić zachętę do pielęgnowania swoich, lokalnych tradycji.
– Lokalność wydaje mi się czymś cennym i ważnym. Nie sądzę, że mogłabym zaprosić czy zachęcić do udziału w procesji w Sukowie, bo ona ma wartość wybitnie lokalną, ale może warto w swoich rodzinach, w swoich środowiskach pielęgnować małe gesty, małe wydarzenia, małe nawyki, które mają taki unikatowy i dla nas bardzo ważny akcent. Zacytuję tutaj zdanie Zygmunta Glogera, które przytaczam bodaj w zakończeniu mojej publikacji: „Obce rzeczy wiedzieć dobrze jest – swoje, obowiązek”. I dlatego chyba też zajęłam się tym wydarzeniem – tłumaczy.



















