Choć problem kłusownictwa w świętokrzyskich lasach jest coraz mniejszy, niż kilkanaście lat temu, to nadal zdarzają się przypadki nielegalnego pozyskiwania dzikiej zwierzyny.
Jak informuje Cezary Bąk z Nadleśnictwa Kielce, w lesie notorycznie są znajdowane wnyki lub sidła.
– Służą one kłusownikom do schwytania dzikiej zwierzyny. W te pułapki najczęściej wpadają sarny, jelenie, ptaki, zające, a nawet wilki i łosie – mówi.
Leśnik ostrzega, że pułapki pozostawione przez kłusowników są niebezpieczne nie tylko dla zwierząt, ale i dla osób spacerujących po lesie.
– Zdarza się, że spacerowicze natrafiają na wnyki lub sidła. Jednak pod żadnym pozorem nie wolno ich dotykać, ani próbować samodzielnie usuwać. Należy powiadomić służby, które zajmą się ich demontażem. Warto też pamiętać, jak poważne zagrożenie stanowią te pułapki. Choć ludzie zazwyczaj są tego świadomi, to nasi czworonożni pupile niechcący mogą wpaść w taką zasadzkę – informuje.
Cezary Bąk przyznaje, że nadleśnictwo prowadzi działania, które mają ograniczyć ten problem.
– Kłusownicy, którzy zostawiają pułapki w lasach doskonale wiedzą, że dopuszczają się nielegalnego czynu. My staramy się przeciwdziałać kłusownictwu przez obecność w terenie, prowadzenie kampanii edukacyjnych, współpracę z mediami, a także montowanie fotopułapek w miejscach, gdzie pojawia się zagrożenie – wyjaśnia.
Za kłusownictwo grozi kara do pięciu lat pozbawienia wolności.
Autor: Oliwia Woźniak













