– To sytuacja ekstremalna – tak problemy kadrowe w Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Białymstoku opisuje jej szef Bogdan Kalicki.
W piątek (27.08) zakończył się kolejny konkurs dla ratowników medycznych i dyrekcji placówki nie udało się wypełnić luki po tym, jak miesiąc temu wypowiedzenia złożyło ponad 120 osób domagających się podwyżek.
Dyrektor pogotowia Bogdan Kalicki zapowiada konkurs uzupełniający i kompletuje załogi karetek z innych pracowników placówki.
W ostatnich dniach przenieśliśmy dziewięciu ratowników medycznych zatrudnionych na etatach, ale w innych naszych działalnościach, czyli były to transporty międzyszpitalne, sanitarne, zespoły „covidowe”, czy wymazowe. (…) Jest to sytuacja ekstremalna, wiadomo, że jesteśmy daleko poza optimum i musimy działać w tym, co posiadamy. (…) Na ten moment nie potrafię powiedzieć kiedy będzie konkurs uzupełniający, dlatego że w tej chwili już musimy się zająć zabezpieczeniem zespołów tym personelem, który posiadamy – mówi Bogdan Kalicki.
Ratownicy, którzy miesiąc temu złożyli wypowiedzenia, będą pracować do końca sierpnia.
Od pierwszego września w białostockim pogotowiu będą poważne braki kadrowe – mówi ratownik Paweł Zaworski. I dodaje, że większość z 30 osób, które złożyły oferty w zakończonym w piątek konkursie – to dotychczasowi pracownicy pogotowia.
Przyszła jedna nowa osoba, pozostałe osoby, które startowały w tym konkursie i zostały wybrane to są osoby, które już pracowały w WSPR, dlatego de facto – nic się nie zmienia. (…) Przykładowo – w Sokółce z dwóch karetek zostanie jedna, w Krynkach w ogóle nie będzie karetki, a w Suchowoli karetka będzie tylko na dzień. (…) Jeżeli gwałtownie przyspieszy pandemia, ratownictwo będzie wyglądać tak, że będziecie państwo czekali po 5,6 godzin na karetki – i to jest optymistyczny scenariusz. Ale tu nie trzeba żadnej pandemii – czasami są takie dni, kiedy nie wysiada się z karetki. A w momencie kiedy jest zabrana połowa obsady… nie wyobrażam sobie tego na dłuższą metę – mówi Paweł Zaworski.
Jak dodaje Paweł Zaworski, około dwudziestu procent osób, które domagały się podwyżek i złożyły wypowiedzenia już znalazły nowych pracodawców. Z kolei dyrektor pogotowia Bogdan Kalicki zapewnia, że nie dojdzie do sytuacji, w której do potrzebującego pomocy pacjenta nie wyjedzie karetka.












