Kolejny przypadek ptasiej grypy na Mazowszu. Wirusa potwierdzono u martwego myszołowa w powiecie sochaczewskim. To już dziesiąty przypadek w naszym regionie od początku roku.
Z tego powodu nadal zamknięta jest Hala Wolnych Lotów w warszawskim ZOO, gdzie w lutym także zdiagnozowano ptasią grypę u jednej z kaczek. Jak mówi dyrektor ogrodu Andrzej Kruszewicz, na razie nie ma tam nowych przypadków, ale pojawiają się dzikie kaczki i mewy. Przez to hala nadal musi pozostać zamknięta a podopieczni ZOO odizolowani.
– Jest teraz okres migracji. Myślę, że to jeszcze ze trzy tygodnie takiego szaleństwa będzie – mówi Kruszewicz.
W większości przypadków ptasią grypę potwierdzono u dzikich zwierząt, i choć nie ma ich dużo, to według mazowieckiego lekarza weterynarii, potwierdzają one aktywność wirusa w środowisku. A to może prowadzić do takich sytuacji, jak w grudniu zeszłego roku, gdy grypa wystąpiła w gospodarstwie w powiecie siedleckim. Zlikwidowano wtedy ponad 10 tys. indyków.
– Szczególnie więc uważać powinni hodowcy drobiu – mówi doktor Paweł Jakubczak.
– Bioasekuracja to jest warunek numer jeden. To są standardowe maty, wszelako używane środki dezynfekujące – dodaje.
Zwraca też uwagę na pracowników, aby ci byli przeszkoleni tak, by nieświadomie nie przynieśli wirusa na teren swoich ferm.












