Szacunki mówią, że ponad 70 procent salonów kosmetycznych i fryzjerskich zawiesiło swoją działalność – tak wynika z danych systemu dla tzw. branży beauty. Do tej pory Główny Inspektorat Sanitarny nie wydał jednoznacznej decyzji, która zakazywałaby ich funkcjonowanie. Nie ma też wytycznych, jak ta praca ma wyglądać w czasach pandemii.
– Na chwilę obecną nie ma prawnego ograniczenia działalności tych podmiotów – mówi Małgorzata Gudełajtis z Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Opolu.
– Decyzja o kontynuowaniu świadczenia usług jest podejmowana indywidualnie przez każdy z tych podmiotów i na własną odpowiedzialność. Na tą chwilę nie zostały opracowane żadne wytyczne w zakresie, jak taka działalność miałaby wyglądać – dodaje.
Pracownicy branży fryzjersko-kosmetycznej mają wykonywać usługi z zachowaniem odległości 1,5 do 2 metrów. Dla nich jest to nie możliwe, bo muszą mieć bliski kontakt z klientem.
– Absolutnie jest to absurdalne zalecenie w naszym przypadku. Nie jest to wykonalne przy żadnej usłudze kosmetycznej czy fryzjerskiej. Pani po przyjściu do salonu jest proszona o umycie i dezynfekcję rąk. My pracujemy w rękawiczkach, przyłbicach stomatologicznych i maseczkach – mówi Anna Świerniak-Grzesik, właścicielka salonu kosmetycznego w Opolu.
Właściciele zakładów fryzjerskich i kosmetycznych chcą wpisania ich do sektora szczególnie dotkniętego epidemią. Pozwoliłoby im to między innymi na obniżenie składek ZUS i otrzymanie pomocy finansowej ze strony państwa.












