Na Torze Kielce w Miedzianej Górze rozegrane zostały kwalifikacje trzeciej rundy Driftingowych Mistrzostw Polski 2025. Do rywalizacji stanęło 65 zawodników i zawodniczek z Czech, Danii, Estonii, Islandii, Izraela, Niemiec, Norwegii, Polski, Salwadoru, Słowacji, Szwecji, Ukrainy i Węgier.
Świetnie zaprezentował się Czech Daniel Pelikan (BMW E46), który już w pierwszym przejeździe uzyskał 92 punkty – najwyższą notę dnia w klasie Semi Pro. Bardzo dobre przejazdy zanotował także Wojciech Fabisiak (Nissan 200SX). Dwukrotnie otrzymał identyczną notę 89 punktów, co dało mu drugą pozycję przed niedzielnymi finałami.
— Dwa równe przejazdy i drugie miejsce w kwalifikacjach bardzo mnie satysfakcjonują. Auto, jak zawsze, jest świetnie ustawione przez chłopaków, konfiguracja i wszystko jest piękne. Czuję się bardzo dobrze na Torze Kielce, bo jest szybko, a ja lubię prędkość i mogę się tu wykazać. Czasami nawet mam wrażenie, że jest dla mnie za wolno. W finałach chciałbym zmierzyć się z Danielem Pelikanem, ale też fajnie byłoby spotkać się z Patrykiem Detmerem – powiedział Wojciech Fabisiak.
Patryk Detmer (BMW E36), aktualny lider Driftingowych Mistrzostw Polski w klasie Semi Pro, do finałów awansował na trzecim miejscu. Dwukrotny zwycięzca poprzednich rund boryka się w Kielcach z problemami technicznymi, ale mimo to utrzymuje się w ścisłej czołówce.
W klasie PRO rywalizacja od samego początku stała na bardzo wysokim poziomie. Już w pierwszym przejeździe Jakub Przygoński (Toyota GR86) oraz Mads Andreasen z Danii (BMW E92 M3) uzyskali po 96 punktów, ustanawiając poprzeczkę niezwykle wysoko i zdobywając kilkupunktową przewagę nad pozostałymi zawodnikami.
Ale to była dopiero zapowiedź emocji, jakie czekały kibiców w drugim przejeździe. Najpierw do czołowej czwórki wskoczył Victor Andersson ze Szwecji (Toyota GT86), który również wykręcił 96 punktów. Chwilę później przypomniał o sobie aktualny lider klasyfikacji generalnej – Łukasz Tasiemski (Nissan 200SX). Polak w drugim przejeździe zdobył 97,5 punktu, co dało mu zwycięstwo w kwalifikacjach – niespodziewane nawet dla samego zawodnika.
— Chodzę cały czas i pytam się, co ja zrobiłem, bo weekend kompletnie mi się nie układał. Nie mogliśmy się wstrzelić w ustawienia auta. Jeździłem fatalnie, nie czułem się tak źle od dawien dawna. Dzisiaj w treningach to samo, jeszcze poprosiłem Grześka Konopackiego, żeby mi wydłużył obroty silnika, bo dalej jest za krótko. Po pierwszym przejeździe miałem 92,5 punktu. Cieszyłem się, że w ogóle udało się zdobyć 90 punktów. A w tym drugim jakoś tak zacisnąłem zęby i mówię: jadę 100% i najwyżej wypadnę na pierwszym zakręcie, bo mam problem z zerwaniem przyczepności. Na szczęście się udało. No i pojechałem swoje – komentował Łukasz Tasiemski.
W niedzielnych finałach kierowcy zmierzą się w bezpośrednich pojedynkach w parach. Jeden zawodnik prowadzi, a drugi stara się odwzorować każdy jego manewr – następnie role się odwracają. To najbardziej widowiskowa część zawodów, gdzie każdy błąd może zdecydować o wyniku rywalizacji. Początek o godzinie 12.00.