W 27. kolejce PKO BO Ekstraklasy Korona Kielce przegrała na wyjeździe z Lechią Gdańsk 2:4 (0:2).
Gole dla Korony zdobywali: z rzutu karnego Dawid Błanik (78. minuta) oraz Pau Resta (82. minuta). Dla rywali trafiali Aleksandar Cirković (19. minuta), z rzutu karnego Tomas Bobcek (29. minuta), Rifet Kapić (39. minuta) oraz Dawid Kurminowski (93. minuta).
Od 27. minuty kielczanie grali w osłabieniu, po tym jak czerwoną kartkę za faul w polu karnym otrzymał Konstantinos Soteriou.
– Przed meczem ktoś zadał mi pytanie: „Jak tam lany poniedziałek?”. Odpowiedziałem, że chciałbym, żeby się dobrze skończył, ale niestety życie to zweryfikowało i przeżyliśmy na swojej skórze lany poniedziałek. Porażka, która no boli jak każda, ale sami sobie niestety sprokurowaliśmy ten los, więc pretensje możemy mieć tylko do siebie. Duże słowa uznania dla chłopaków za drugą połowę, bo w dziesiątkę zagrali naprawdę mądrze, zdecydowanie, agresywniej, intensywniej i był taki moment, że napędziliśmy trochę strachu Lechii. Summa summarum skończyło się jak się skończyło. Gospodarzom gratuluję zwycięstwa, a my przeżyliśmy na własnej skórze lany poniedziałek – ocenił trener Korony Jacek Zieliński.
– Suma błędów, które popełniliśmy w pierwszej połowie w każdej formacji, bo przecież pierwsza bramka zaczęła się od zarzewia naszej sytuacji, strzał Błanika został zblokowany, Svetlin przegrywa piłkę na styku i z tego idzie akcja, która kończy się bramką. Suma prezentów, które rozdaliśmy w pierwszej połowie, przekroczyła nasze dokonania, jeśli chodzi o te sprawy w tej rundzie. Ale my tego nie cofniemy, zdajemy sobie z tego sprawę, że po prostu zawaliliśmy, weszliśmy w ten mecz tak trochę niemrawo. Chociaż z drugiej strony, gdyby Długosz wykorzystał sytuację na początku meczu, to kto wie, ale to już możemy tylko gdybać. Natomiast każdy praktycznie popełniał błędy, był nieswój, jakiś taki spóźniony, nie do końca energetyczny, no trudno powiedzieć, z czego to wynikało – zakończył szkoleniowiec kieleckiego zespołu.
– Bardzo dużo się działo, nie będę się tutaj odnosił teraz do tego, czy był rzut karny, czerwona kartka, to nie jest moja robota, my się musimy skupić tylko i wyłącznie na sobie. Popełniając takie i tyle błędów z drużyną, która strzeliła w tym sezonie najwięcej bramek, to ciężko o cokolwiek. Jeśli chodzi o pozytywy, to musimy ich szukać tylko i wyłącznie w drugiej połowie. W szatni sobie powiedzieliśmy, że tak naprawdę nie mamy nic do stracenia, musimy wierzyć w to, że strzelimy jakąś bramkę i powalczymy o coś więcej. Myślę, że w jakimś stopniu się to udało, ale niestety wracamy do Kielc bez punktów, w smutnych nastrojach i musimy sobie z tym radzić – podsumował kapitan Kielczan Dawid Błanik.
– Ameryki nie odkryję, pierwsza połowa, można powiedzieć, że ten mecz zakończyła. Cieszy to, co się wydarzyło w drugiej połowie, bo wiadomo, że trochę stworzyliśmy sobie tych sytuacji, na pewno skuteczność była trochę gorsza. Ja powiem o sobie, bo mogłem się lepiej zachować w tych sytuacjach i na pewno strzelić, ale niestety się nie udało. Mamy parę dni do meczu z Jagiellonią i trzeba zrobić wszystko, żeby się przygotować, dobrze odpocząć i w piątek zrobić wszystko, żeby wygrać – stwierdził pomocnik Korony Marcin Cebula.
Ekstraklasowy debiut zaliczył w Gdańsku Adam Hańćko. 17 – letni pomocnik wszedł na boisko w 88. minucie spotkania zastępując Marcela Pięczka.

















