Utrzymujące się temperatury poniżej zera sprawiły, że akweny w regionie pokryły się lodem. Taka „ślizgawka” kusi nie tylko dzieci i młodzież. Równie ryzykownie potrafią się zachowywać dorośli, np. wędkarze, którzy wchodzą na lód. Jednak zalewy i rzeki to nie lodowisko – przypominają ratownicy Świętokrzyskiego Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Zamarznięty akwen może być śmiertelną pułapką – podkreśla Karolina Kasprzycka, zastępca prezesa ŚWOPR.
– Lód jest zdradliwy, a jego grubość i wytrzymałość może być myląca. Grubość lodu jest trudna do określenia, ponieważ będzie ona inna przy brzegu, inna na środku akwenu, a jeszcze inna tam, gdzie przepływa koryto rzeki. Jeżeli będąc na spacerze chcemy jednak samodzielnie ocenić grubość lodu należy zrobić to z miejsca bezpiecznego, tak byśmy uniknęli poślizgnięć się i wpadnięcia do wody. Grubość lodu możemy sprawdzić np. za pomocą metalowego pręta z ostrzem na końcu – mówi Karolina Kasprzycka.
Jeżeli już zdecydowaliśmy się wejść na zamarznięty akwen i pod nami załamał się lód należy bezwzględnie zachować wówczas spokój i próbować wydostać się na powierzchnię – dodaje Karolina Kasprzycka.
– Bardzo ważne jest by wyciągnąć się na taflę jak największą część ciała by potem wyczołgać się po lodzie. Jeżeli sami nie jesteśmy w stanie tego zrobić, wówczas wzywamy pomoc. Dobrze byłoby gdybyśmy mieli wówczas przy sobie gwizdek lub sami potrafili zagwizdać. Często może być tak, że zabraknie nam głosu, aby krzyczeć i wołać o pomoc – radzi Karolina Kasprzycka.
Osoba, pod którą załamie się tafla najczęściej nie jest już w stanie sama wydostać się na powierzchnię, a kilka minut spędzonych w lodowatej wodzie prowadzi do wyziębienia organizmu, utraty sił, przytomności, a w konsekwencji do śmierci.
Każdego roku w kraju pod lodem ginie kilkanaście osób.



























