Właściciele schroniska dla bezdomnych zwierząt w Rudniku proszą o pomoc dla swoich podopiecznych. Jak czytamy w komunikacie umieszczonym na stronie placówki ostatnie tygodnie były wyjątkowo trudne – zarówno pod względem emocjonalnym, jak i organizacyjnym.
Artur Spytkowski, właściciel schroniska wskazuje, że w ostatnim czasie uczestniczył w wielu interwencjach, które mocno nim wstrząsnęły.
– Dramaty zwierząt, ich cierpienie, strach i „puste oczy” to codzienność, z którą mierzymy się od lat. Do tego doszła fala hejtu, która spłynęła na wiele schronisk w Polsce, w tym również na placówkę w Rudniku. Pojawiły się bolesne komentarze i oskarżenia, często bez dowodów i refleksji. Nasze schronisko przechodziło liczne kontrole, w tym obywatelskie, które dezorganizowały pracę i potęgowały stres – tłumaczy.

Sytuacja jest coraz trudniejsza. Po zamknięciu części schronisk i zerwaniu umów z gminami wzrosła liczba bezdomnych zwierząt w regionie. Jak wskazuje Artur Spytkowski, niektóre gminy nie przyjmują zgłoszeń o bezdomnych zwierzętach.
– Schronisko nie ma już miejsca, ani możliwości, aby przejmować wszystkie zwierzęta z okolicznych terenów. Mimo to pod opiekę trafia ich coraz więcej. To oznacza, że pilnie potrzebne są środki na naprawę zniszczonych kojców i zakup nowych, aby zapewnić zwierzętom bezpieczne warunki – zaznacza.
Dlatego Schronisko w Rudniku prosi o wsparcie finansowe. Każda wpłata, nawet najmniejsza ma znaczenie. To realna pomoc w utrzymaniu placówki i stworzeniu miejsca dla tych zwierząt, których nikt nie chce.
W schronisku jest ponad 160 psów i kilkadziesiąt kotów. To nie tylko młode zwierzęta, które łatwiej znajdują domy, ale są też starsze, psy wycofane, lękowe, po przejściach – takie, które praktycznie nie mają szans na adopcję. Pobyt w schronisku to dla nich jedyna szansa na bezpieczne życie.




















