Skrzydłowy Industrii Kielce Piotr Jarosiewicz to prawdziwy pogromca rzutów karnych. Stojąc 7 metrów przed bramkarzem rywali myli się bardzo rzadko. Potwierdzeniem tej tezy jest jego występ w Lidze Mistrzów przeciwko One Veszprem w Hali Legionów.
19 lutego popularny „Jaro” podnosił się z ławki tylko po to, żeby wykonywać rzutu karne, bo ze względu na złamany nos nie mógł grać w pełnym kontakcie. Skrzydłowy wykorzystał wszystkie sześć „siódemek”, a ostatnią 16 sekund przed końcową syreną, praktycznie zapewniając Industrii niezwykle ważne zwycięstwo. To wówczas pojawiła się opinia, że Piotr Jarosiewicz nie ma układu nerwowego. On temu zaprzecza.
– Rozmawiałem ostatnio ze swoją mamą, gratulowała mi i mówiła, że dużo ludzi mówi, że nie mam układu nerwowego. Kto mnie nie zna, ten też pewnie powie, że nie mam układu nerwowego, ale gdy moja mama dzwoni i pyta: denerwowałeś się? A ja natychmiast mówię: tak, bardzo się denerwowałem. Wiadomo, jest to stres, jest to wzięcie na siebie, na swoje barki dużej odpowiedzialności. Na szczęście po pierwszym trafionym karnym trochę ten stres schodzi i robię to, co do mnie należy – podkreśla Piotr Jarosiewicz.
Istnieje opinia, że najtrudniej wykonać, po dwóch udanych próbach, trzeci rzut karny z rzędu.
– Owszem, jest taka opinia, ale robię wszystko, żeby tą opinię zgasić, bo chcę być perfekcyjny. Wiem, że się nie da, ale chcę być perfekcyjny i tego trzeciego też zawsze trafiać – powiedział z uśmiechem popularny „Jaro”.
Piotr Jarosiewicz zajmuje 5. miejsce wśród najskuteczniejszych wykonawców rzutów karnych w Lidze Mistrzów. Dotychczas w 11 meczach oddał 40 rzutów z 7 m i zdobył 30 bramek, co daje 75 proc. skuteczności. Kolejna okazja do poprawy tego dorobku już w najbliższy czwartek (12 marca). Wówczas Industria zmierzy się na wyjeździe z norweskim Kolstad Håndball.














