Stanowczo sprzeciwiamy się budowaniu nieprawdziwej narracji i pokazywaniu nas jako „dyrektorską klikę” oraz nierzetelnych i nieuczciwych managerów – piszą szefowie kieleckich instytucji kultury w liście otwartym, który w poniedziałek, 16 marca dotarł m.in. do redakcji Radia Kielce.
Jak czytamy, „powstał on w związku z pojawiającymi się w ostatnim czasie w przestrzeni publicznej informacjami, dotyczącymi funkcjonowania miejskich instytucji kultury w Kielcach”.
W rozmowie z Radiem Kielce, Jarosław Bukowski, dyrektor Domu Środowisk Twórczych wyjaśnia, że pismo przedstawia stanowisko dyrektorów wszystkich jednostek. Jest odpowiedzią na nieprawdziwe informacje na temat tego, co dzieje się w kieleckich instytucjach kultury.
– Początkowo staraliśmy się ich nie komentować, ale okazuje się, że się nie da, że zataczają coraz szersze kręgi. To np. informacje, że jesteśmy niekontrolowani, a przecież jesteśmy kontrolowani przez wiele instytucji do tego uprawnionych i wszystko jest w porządku. Jeśli byłyby jakieś nieprawidłowości, to na pewno pojawiłyby się jakieś zarzuty – zaznacza.
Dodaje, że wyciąganie pewnych danych i przedstawianie ich jako afer, jest krzywdzące.
– To uderza nie tylko w nas, dyrektorów, ale też naszych pracowników, którzy czują się niekomfortowo. Pracujemy dla dobra miasta, realizujemy misję, którą miasto nam powierzyło zgodnie z ustawą i staramy się to robić jak najlepiej. Dbamy o pieniądze, które zostały nam powierzone, a nawet staramy się je zarabiać, chociaż nie jest to naszym obowiązkiem – tłumaczy.
To kolejna odsłona konfliktu na linii kieleckie instytucje kultury, a część kieleckich radnych. Zaczęło się od sprawdzenia liczby sprzedanych biletów w poszczególnych jednostkach. Obecnie radni przeprowadzają kontrole dokumentów w wybranych instytucjach.
Jak piszą dyrektorzy w liście otwartym, nie obawiają się wizyt radnych.
„Pozostajemy otwarci na wszelkie działania mieszczące się w granicach prawa, mające na celu rzetelne zapoznanie się z prowadzoną przez nas działalnością (…) Z rosnącym niepokojem obserwujemy pojawiające się w przestrzeni publicznej wypowiedzi oraz publikacje, zawierające nieprawdziwe lub niepoparte faktami informacje, nadinterpretacje pozyskanych informacji pod wcześniej założoną tezę, dowolne i zwykle krzywdzące porównywanie instytucji kultury w określonych zakresach, np. ilości sprzedanych biletów – bez brania pod uwagę ich zadań statutowych. Uważamy, że tego rodzaju przekazy wprowadzają opinię publiczną w błąd i nie służą rzetelnej debacie o kulturze w naszym mieście”.
W mailu do redakcji było załączone także pismo z 24 lutego, skierowane do Macieja Jakubczyka, przewodniczącego kieleckiej Rady Miasta. W dokumencie tym szefowie jednostek kultury prosili „o wyjaśnienie podstaw publicznie formułowanych zarzutów, dotyczących słów o >bardzo dużym, nieadekwatnym do przychodów zatrudnieniem< w instytucjach kultury oraz >dziesiątków milionów rocznie poza kontrolą, gospodarowanych w coraz bardziej kontrowersyjny sposób<”.
Jak czytamy w liście otwartym, w odpowiedzi na to pismo, przewodniczący Maciej Jakubczyk zorganizował spotkanie.
„Podczas spotkania przedstawiliśmy szczegółowe wyjaśnienia dotyczące funkcjonowania instytucji kultury, ich specyfiki prawnej oraz zasad gospodarki finansowej. Pragniemy podkreślić, że przebieg spotkania został przez uczestników odebrany jako bardzo emocjonalny, napięty, a reakcja Pana Macieja Jakubczyka była, w naszej ocenie, gwałtowna, agresywna, opryskliwa, a sposób prowadzenia rozmowy miał charakter konfrontacyjny i zastraszający” – czytamy.
Autorzy listu otwartego deklarują otwartość na rozmowę i rzetelne informowanie opinii publicznej o działalności miejskich jednostek kultury. Zaznaczają przy tym, że sprzeciwiają się szerzeniu dezinformacji oraz manipulowaniu faktami w odniesieniu do pracy ich zespołów i realizowanej przez nich misji publicznej.
Dotychczasowa wymiana wiadomości i informacja o specyfice działalności jednostek kultury chyba nie przyniosła efektów. Maciej Jakubczyk w rozmowie z Radiem Kielce podkreśla wprawdzie, że kultura jest bardzo ważna, ale nie ukrywa, że chodzi o pieniądze.
– Chodzi o to, by sprawdzić stan faktycznym stan wydatków, stan funkcjonowania danych jednostek, a miasto Kielce potrzebuje oszczędności. Dla przykładu, jak powiedziała pani skarbnik, budżet miasta Kielce przygotowuje sześć osób, a 70 osób pracuje w kadrach, administracji i księgowości naszych jednostek kultury, które własnego przychodu mają 12 mln zł. To jest zdecydowanie nieproporcjonalne do 2,5 mld zł. Więc chyba każdy inteligentny człowiek widzi, że można te jednostki zreorganizować w sposób rozsądny, z korzyścią dla tych jednostek również – tłumaczy.
W Kielcach na dotacje podmiotowe dla instytucji kultury trafia ok. 32 mln zł. Budżet miasta wynosi około 2,5 mld zł.





















