Wydłużona diagnostyka i zbyt późne wykrywanie groźnych chorób – przed takimi zagrożeniami przestrzegają zarządzający świętokrzyskimi przychodniami w obliczu planowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia oszczędności.
Michał Bator, dyrektor generalny Centrum Medyczne Zdrowie przestrzegał na antenie Radia Kielce, że takie rozwiązanie będzie oznaczało dla pacjentów wydłużoną diagnostykę.
– I nie mówimy tu o wydłużeniu tygodniowym, czy miesięcznym, ale o wydłużeniu nawet rocznym. Na te świadczenia, które teraz były nielimitowane, placówki, jak choćby moja, miały możliwość przyjmować pacjentów w takiej ilości, jaka była niezbędna, by utrzymać proces diagnostyczny – dodaje.
Michał Bator wyjaśnia, że jego przychodnia już wykorzystała limit z umowy z Narodowym Funduszem Zdrowia na ten rok. Propozycja finansowania nadwykonań na poziomie 40% jest dla placówki zbyt niska i oznacza, że kolejni pacjenci będą musieli automatycznie zostać przeniesieni na przyszły rok. Gość Radia Kielce zaznacza bowiem, że umowy z NFZ-em są mocno zaniżone.
– Prowadzenie pracowni rezonansu magnetycznego jest bardzo kosztochłonne. Tak naprawdę wszystkie te limity, które mieliśmy przyznane, są już wykorzystane, bo wykonywaliśmy w każdym miesiącu więcej badań, niż obowiązywała nas umowa. W związku z tym, że teraz będziemy musieli to zbilansować, to czas oczekiwania zostanie drastycznie wydłużony – wyjaśnia.
Michał Bator zwraca uwagę, że te plany NFZ nie korespondują z jednoczesnym promowaniem w Polsce wczesnej diagnostyki, choćby w przypadku wykrywania chorób nowotworowych.
– Teraz się głośno o tym mówi, że ten rok jest rokiem profilaktyki. Nie ma profilaktyki bez diagnostyki, więc tak naprawdę jesteśmy w zamkniętym kole. Pacjenci odczują to dramatycznie na swoim zdrowiu. Obawiam się, że wysyp chorób nowotworowych możliwych do zdiagnozowania przy takich badaniach jak rezonans czy tomograf, będzie drastycznie wyższy – przestrzega. Michał Bator podkreśla, że jeśli pacjent onkologiczny dostanie się na badanie po kilku miesiącach, to stopień zaawansowania choroby może być na tyle wysoki, że ciężko będzie takiego pacjenta wyleczyć.
Z kolei dr Dariusz Saletra, dyrektor regionu PZU Zdrowie w Kielcach podkreśla, że nienajlepszy jest pomysł, aby to jednostki ochrony zdrowia przejęły na siebie część kosztów badań i zadłużały się.
– Rozłoży się to pewnie trochę na jednostki ochrony zdrowia, a trochę na pacjentów, którzy nie chcąc tak długo czekać na diagnostykę, będą musieli sami płacić za badania w systemie komercyjnym. Pewnie rynek to wyceni i być może koszty tych badań nawet wzrosną. Doprowadzi to do tego, że część pacjentów nie będzie się diagnozować, bo nie będą mieli środków – przestrzega.
Dr Dariusz Saletra ocenia, że NFZ i tak płaci niezbyt wysokie stawki za badania. Są one niższe niż na rynku komercyjnym. Mimo wszystko, placówki mogły liczyć na pieniądze za tzw. nadwykonania.
– To co zrobiliśmy dodatkowo, mieliśmy zapłacone. Może nie były to największe kwoty, ale pozwalały nam zabezpieczyć chociażby zakup nowego sprzętu, przeglądy, sterylizację, bo wynik gastroskopii to nie tylko gastroskop. To cała otoczka narzędzi, które muszą być sprawdzane. Te koszty są duże. Wykonywanie ich za 40%, gdybym się zgodził, że będziemy robić za tę kwotę, byłoby to działanie na szkodę swojej firmy – analizuje.
Dariusz Saletra zapewnia, że lekarze nie kierują pacjentów na badania bezpodstawnie, by wykorzystać system.
– Nie znam nikogo, kto robiłby sobie z przyjemności gastroskopię, czy kolonoskopię. Jest to pewna konieczność. Pacjenci nie chcą mieć tych badań. Idą na nie, kiedy muszą, kiedy lekarz prowadzący zaleca, że trzeba takie badanie wykonać, bo jest zagrożenie lub chcemy coś wykryć, by do zagrożenia nie doszło. To nie jest tak że te badania są robione po to, żeby nabić kasę, zarobić pieniądze. Badania endoskopowe muszą być wykonywane, to dziś jedyny sposób, by przeprowadzić diagnostykę – zaznacza.
Zdaniem Michała Batora, rozwiązaniem problemu nie jest kierowanie pacjentów na hospitalizację w celu wykonania mu badań.
– Jeśli pacjenci będą zmuszeni, żeby się w tym celu do szpitala dostać, to koszty prowadzenia pacjenta diametralnie wzrosną. Mamy trzy doby hospitalizacyjne i wszystkie badania, które w ramach tego będą musiały zostać wykonane. Badanie kosztochłonne, jak gastroskopia, kolonoskopia, czy tomograf, plus wszystkie inne, które są wokół. Takie podejście do tematu jest irracjonalne. Spowoduje obciążenie szpitali. Pojawią się tam znowu pacjenci, którzy de facto tam nie powinni być, tylko powinni być prowadzeni w opiece ambulatoryjnej. To spowoduje kryzys dla pacjentów, którzy naprawdę potrzebują hospitalizacji. To nie jest rozwiązanie, tylko dolewanie oliwy do ognia – mówi Michał Bator.
W poniedziałek (23 marca) radni sejmiku województwa świętokrzyskiego jednomyślnie przyjęli w tej sprawie apel do rządu. Podkreślili, że proponowane przez NFZ działania mogą doprowadzić do zwiększenia kolejek na badania i zabiegi.














