
Od początku roku w woj. świętokrzyskim potwierdzono 49 ognisk ASF u dzików. Służby weterynaryjne koncentrują działania w powiatach: koneckim i skarżyskim. Intensywny monitoring ma zapobiec rozprzestrzenianiu się wirusa i chronić duże ośrodki hodowli świń w sąsiednim województwie łódzkim.

Podstawową metodą walki z ASF jest obecnie usuwanie padłych dzików z lasów. Martwe zwierzęta są głównym źródłem zakażenia dla kolejnych osobników.
– Dziki mogą zjadać szczątki innych zwierząt. Im szybciej i skuteczniej usuniemy zwłoki, tym wolniej rozwija się zakażenie – wyjaśnił Gwardjan.
Przeszukiwania lasów odbywają się regularnie. Służby kontrolują wytypowane miejsca, w których stale bytują dziki. Do poszukiwań wykorzystuje się przeszkolone psy. Jest to znacznie skuteczniejsza metoda niż patrole organizowane przez ludzi. Obecnie w regionie działa kilka wyspecjalizowanych ekip z psami.
Wirus ASF u dzików nie zagraża obecnie pracy dużych zakładów mięsnych w regionie. Większym wyzwaniem pozostają małe gospodarstwa hodowlane. Tam trudniej jest utrzymać wysokie standardy higieniczne i bioasekurację.
Gwardjan zaznaczył, że przeniesienie wirusa do stada świń oznaczałoby poważne konsekwencje dla rolników. W takim przypadku cały obszar zostaje wyłączony ze wspólnego rynku mięsa. Zwierzęta z ogniska są zabijane, a przemieszczanie świń z sąsiedztwa zostaje ograniczone.
Ekspert zwrócił też uwagę, że naukowcy wciąż pracują nad skuteczną szczepionką przeciwko ASF. Prace trwają między innymi w Puławach, gdzie testowano polski preparat. Dotychczasowe próby kliniczne na świecie nie przyniosły jednak gotowego rozwiązania. Problem ten dotyczy obecnie Europy, Azji i Ameryki Południowej.
Sytuacja w regionie jest stale monitorowana przez powiatowych lekarzy weterynarii.
Afrykański pomór świń (ASF) to wirus, który atakuje tylko świnie i dziki. Choroba objawia się silnymi krwawieniami podskórnymi i niemal zawsze kończy się śmiercią zwierzęcia. ASF nie jest groźny dla ludzi.













