Tradycyjna wielkanocna niedziela na sandomierskiej wsi to przede wszystkim rezurekcja, a po niej uroczyste śniadanie, które przeciągało się na cały dzień. Na stole dominował żurek, była też cała miska jajek oskubanych ze skorupek.
Poza tym, na białym obrusie leżały bochny chleba i wielkanocne baby – opowiada Teresa Latańska, przewodnicząca Koła Gospodyń Wiejskich Kukułki z Rzeczycy Mokrej w gminie Dwikozy.
– Były też wędzone wędliny ze świniobicia i pieczone mięsa. To był najczęściej drób, podawany przy śniadaniu. U nas jedzono też twarogi z dużą ilością zieleniny, bo mieliśmy tego całe mnóstwo w ogródkach – mówi Teresa Latańska.
Wielkanocna niedziela mijała w gronie najbliższej rodziny, krewni odwiedzali się i chętnie zasiadali do wspólnego posiłku.
– To nieważne, że ktoś był już po sytym śniadaniu, ale znowu jedzono żurek, dzielono się jajkiem, składano sobie życzenia. To był całodzienny rytuał – wspomina pani Teresa.
W ramach spaceru ludzie udawali się na pole, żeby zobaczyć jak wschodzą uprawy.
– Na Wielkanoc przeważnie rosła już kapusta i kalafiory, więc ludzie szli w pole obejrzeć, szli też do sadu porozmawiać, wymienić doświadczenia i z powrotem wracano do stołu na biesiadowanie – opowiada Teresa Latańska.
Natomiast drugi dzień świąt, czyli lany poniedziałek, tradycyjnie wiązał się z obfitym polewaniem każdego wodą.














