„Nie dla kurników” – mówią mieszkańcy Sworzyc w gminie Końskie oraz sąsiednich miejscowości z pogranicza województw świętokrzyskiego i łódzkiego, gdzie planowana jest budowa kurzej fermy. Hodowla drobiu budzi ogromne emocje, ponieważ tego typu działalność wiąże się z dotkliwymi uciążliwościami dla otoczenia. Podczas ubiegłotygodniowego spotkania inwestora z władzami gminy mieszkańcy mocno wyrazili swój sprzeciw. W środę (8 kwietnia) w programie „Interwencja” lokalna społeczność po raz kolejny potwierdziła: „nie chcemy takiego sąsiedztwa w swojej okolicy”.
Zdaniem mieszkańców Sworzyc przedsięwzięcie może diametralnie zmienić charakter spokojnej, rolniczo-turystycznej okolicy. – Nasza wieś zaczyna się rozwijać. Kilka rodzin kupiło działki, budują domy. A teraz pojawia się inwestycja, która może to wszystko zahamować – mówią zaniepokojeni ludzie.
Największym problemem jest widmo fetoru, który dobywałby się z fermy. – Ja mieszkam w prostej linii około 500 metrów od tego miejsca, gdzie mają być budowane. Gdy zawieje wiatr, trudno będzie wytrzymać – mówi jedna z mieszkanek miejscowości.
Według uczestników „Interwencji” fermy zmieniłyby też unikalny charakter regionu. – Niedaleko jest rzeka Węglanka, która wpada do Drzewiczki, dalej do Pilicy i Wisły. Mamy piękne lasy i zalew w województwie łódzkim. To nasze największe bogactwo. Chcemy zrobić wszystko, żeby tego nie stracić – mówią mieszkańcy Sworzyc.
Włodzimierz Kupis, radny z sąsiedniego Białaczowa w województwie łódzkim, podkreśla, że ferma zniszczy turystyczny potencjał okolicy. – Powstaje piękny ośrodek wczasowy ze zbiornikiem wodnym i ścieżkami spacerowymi. W planach jest dom weselny na 350 osób i hotel. Fetor wypłoszy turystów. Kto przyjedzie nad wodę czy na grilla, gdy w powietrzu będzie czuć odór z kurników – pytał radny.
Mieszkańcy krytycznie oceniają również sposób prowadzenia dialogu przez inwestora. Wspominają, że podczas ubiegłotygodniowego spotkania potraktowano ich bardzo lekceważąco. – Ręce w kieszeniach, nogi wyciągnięte pod stołem. Nazwano nas „biedotą”. To nie buduje żadnej współpracy – mówią oburzeni.

Niepokój budzi także skala inwestycji. Inwestor planuje budowę 3 kurników, ale zakupił 30 ha terenu. – Dziś trzy, a jutro dziesięć – tego się boimy – mówią. Skoro ludzie się przyklejają w Warszawie, bo robaki nie mogą chodzić, to i my się też tutaj przykleimy do drogi, jak będzie taka potrzeba – zadeklarowali.
Inwestor, Renata Głowa z firmy Renmar, zapewniała, że ferma o wielkości 75 tysięcy sztuk to produkcja niewielka, a 30-hektarowy teren ma służyć jako pas ochronny dla okolicy. – Chcemy to zrobić zgodnie z prawem. Nie będzie żadnych ścieków do rzeki, ferma będzie spełniać parametry, które polegają na utrzymaniu dobrej bioasekuracji – deklarowała. Najbliższe zabudowania w Poraju są oddalone o około 350 metrów, a do następnych domów w Sworzycach jest 650 metrów, co stanowi bezpieczny bufor – mówiła inwestorka. Dementowała też pogłoski o zatrudnianiu pracowników z odległych krajów. – Chcielibyśmy zatrudnić mieszkańców waszej wioski – powiedziała. – Mamy w planie zatrudnić kilka do kilkunastu osób. Będziemy potrzebować elektryków, osób do segregacji, do sortowania i zbierania jaj. Będziemy zapewniać stałą pracę – zachęcała Głowa.
W sprawę zaangażowały się władze gminy. Piotr Słoka, przewodniczący Rady Miejskiej w Końskich, zadeklarował pełne wsparcie dla mieszkańców, podkreślając, że gmina nie kieruje się zyskiem z podatków, lecz dobrem obywateli. – Potrafiliśmy zablokować podobne inwestycje w Wąsoszy i w Gracuchu. Jeśli mieszkańcy są przeciwni, będziemy ich wspierać – zapewnił. Burmistrz musi być neutralny procesowo, by decyzja nie została zaskarżona, ale Rada Miejska ma narzędzia. Możemy przystąpić do sporządzenia planu zagospodarowania przestrzennego i zapisać w nim takie przepisy, które uniemożliwią powstanie fermy – wyjaśniał przewodniczący Słoka.
Swoje poparcie dla mieszkańców wyraził też radny Mariusz Łebek. – Mieszkańcy zebrali już ponad 400 podpisów pod petycją przeciwko kurnikom i zapowiadają, że nie spoczną, póki inwestycja nie zostanie ostatecznie zablokowana – powiedział. – Jako radny nie jestem przeciwnikiem jakiejkolwiek inwestycji w naszej gminie, ale nie poprę takich, które kolidują z interesami mieszkańców. A ta generować będzie fetor powodowany przez uwalniany do atmosfery amoniak i azot. Ważną kwestią jest też sprawa wody – dodał radny. Kury będą w ciągu doby wypijać minimum 22 m3 wody. I jeśli będzie czerpana ze studni głębinowych, to obniży się poziom wód gruntowych, co przyczyni się do wystąpienia suszy i zmniejszenia plonów upraw rolników.
– Polska jest długa i szeroka. Szukajcie miejsca tam, gdzie są już zagłębia kurze. Nam dajcie spokój i pozwólcie żyć w miejscu, które kochamy – mówili zdesperowani mieszkańcy.




















