Piłkarze ręczni Industrii w rewanżowym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów zremisowali we własnej hali z OTK Bank-Pick Szeged 32:32 (17:19). Węgierska drużyna awansowała do ćwierćfinału tych rozgrywek, w którym zmierzy się z niemieckim SC Magdeburg.
W składzie wicemistrzów Polski po raz pierwszy od ponad sześciu tygodni znalazł się Alex Dujshebaev. Starszy syn trenera Industrii pod koniec lutego doznał urazu mięśnia dwugłowego uda. Jego występ w środowym spotkaniu do końca stał pod znakiem zapytania.
Trener węgierskiej drużyny Michael Apelgren desygnował do gry tę samą szesnastkę zawodników co tydzień temu. Kielczanie, aby awansować do ćwierćfinału, musieli odrobić trzybramkową stratę (23:26) z meczu w Szeged.
Spotkanie rozpoczęło się od popisowej gry gości i prostych błędów polskiej drużyny. W trzeciej minucie bramkarza Industrii Klemena Ferlina pokonał Jeremy Toto i było już 4:0 dla wicemistrzów Węgier. Niemoc gospodarzy przerwał dopiero Jorge Maqueda, a za chwilę Ferlin obronił rzut karny wykonywany przez Mario Sostaricia. Hiszpański rozgrywający zespołu z Kielc ponownie pokonał Rolanda Miklera i drużyna złapała kontakt z rywalem (3:4).
Goście zdołali jednak uspokoić sytuację i w 9. minucie po trafieniu Sostarica wygrywali 7:4. Ale cztery minuty później z ich przewagi niewiele już zostało (8:9 – Dylan Nahi). Wystarczyło jednak kilka błędów Kielczanw ataku i sytuacja wróciła do poprzedniego stanu. Po bramce Sostaricia, który tym razem nie pomylił się z linii siedmiu metrów, Pick prowadził 12:9. Gospodarze mieli duże problemy w ataku, nie wykorzystując doskonałych sytuacji. Nie potrafili też zdobyć bramki grając w przewadze, kiedy na ławkę kar powędrował Gleb Kalarasz.
Na trzy minuty przed przerwą do kieleckiej bramki trafił Lazar Kukić i Industria przegrywała już czterema trafieniami (13:17). Gospodarze jeszcze raz rzucili się do odrabiania strat. Kiedy Miklera pokonał Alex Dujshebaev, zespół z Kielc przegrywał tylko 17:18. Już po czasie rzut wolny wykorzystał jednak Richard Bodo i Pick do przerwy wygrywał dwoma trafieniami, będąc coraz bliżej awansu do ćwierćfinału.
Druga część gry rozpoczęła się od nieudanego rzutu Aleksa Dujshebaeva i kary dwóch minut dla Arcioma Karaleka. Rywale nie potrafili jednak wykorzystać gry w przewadze. Goście w końcu zaczęli mylić się w ataku i gospodarze przy ogłuszającym dopingu fanów zaczęli odrabiać straty. Od stanu 17:20 Kielczanie zdobyli pięć bramek z rzędu. W 38. min rzut karny wykorzystał Piotr Jarosiewicz, dając drużynie prowadzenie 22:20 i do wyrównania w dwumeczu pozostała już tylko jedna bramka. W ataku niemal nie do zatrzymania był Szymon Sićko, dzielnie sekundował mu Daniel Dujshebaev.
Na kwadrans przed końcem po raz ósmy trafił Sićko i Industria wygrywała 25:23. Ferlin obronił rzut Jeremy’ego Toto, Miklera pokonał natomiast Karalek i Kielczanie odrobili wszystkie straty (26:23). Goście jednak i tym razem potrafili przetrwać trudne chwile. Po bramce z karnego Sostaricia gospodarze wygrywali, ale tylko 26:25. Nie załamało to jednak gospodarzy. W 50. min trafił Karalek (28:25), a kilkadziesiąt sekund później Theo Monar (29:25) i w tym momencie to wicemistrzowie Polski byli w ćwierćfinale.
Od 52. min goście musieli sobie radzić bez Gleba Kalarasza, który po raz trzeci powędrował na ławkę kar. Wydawało się, że gospodarze po szalonej pogoni zameldują się w najlepszej ósemce Ligi Mistrzów. W końcowych minutach w ataku popełniali jednak błąd za błędem, a rywale bezlitośnie to wykorzystali. Od wyniku 31:27 Pick zdobył cztery bramki z rzędu. Na minutę przed końcem, po rzucie Imanol Garciandii, był remis (31:31) i fani węgierskiej drużyny rozpoczęli fetowanie sukcesu.
– Wszystko mieliśmy w naszych rękach. Mieliśmy plus cztery i piłkę w naszych rękach. Nie wiem, co powiedzieć. Jestem winny. Nie wziąłem czasu, nie zrobiłem zmian. W końcówce mogliśmy wygrać golem albo dwoma, ale byliśmy już poza Ligą Mistrzów. Nie wytrzymaliśmy mentalnie, psychicznie. Wszyscy widzieliśmy, co stało się w ostatnich minutach. Przegraliśmy. W Segedynie rzuciliśmy tylko 23 bramki. To za mało. Nie ułatwiliśmy sobie życia. Nie mam pretensji za walkę, za zostawione serce. Mogę napisać całą książkę o tym, co mogłem, a czego nie mogłem zrobić. Aleks Vlah nie zagrał z Legionowem, bo miał problem z kolanem. Nie był na tym poziomie, którego oczekiwałem na kilka akcji. Dlatego nie wszedł. Sami przegraliśmy. Widzieliśmy akcje Alexa Dujszebajewa, Szymona Sićki i Michała Olejniczaka. To te małe detale zdecydowały. – podsumował trener Industrii Talant Dujszebajew.
– To był wyjątkowo trudny dwumecz, a Industria Kielce u siebie to kapitalny zespół. W tej hali gra się wyjątkowo ciężko. Przed tym meczem wiedzieliśmy, że gdy doprowadzimy do sytuacji, że wynik będzie na styku na około dziesięć minut przed końcem, to spróbujemy wykorzystać swoją szansę. Jestem bardzo dumny z zespołu, że zachował spokój, bo w drugiej połowie sytuacja dla nas bardzo się skomplikowała. Industria złapała rytm, kibice świetnie pomagali, więc jestem bardzo szczęśliwy. – podsumował szwedzki trener gości Michael Apelgren.
Industrii pozostaje w tym sezonie już tylko walka na krajowym podwórku o Puchar i mistrzostwo Polski.
Industria Kielce – OTK Bank-Pick Szeged 32:32 (17:19).
Industria Kielce: Klemen Ferlin, Adam Morawski – Szymon Sićko 8, Dylan Nahi 6, Daniel Dujshebaev 4, Jorge Maqueda 3, Piotr Jarosiewicz 3, Arciom Karalek 2, Arkadiusz Moryto 2, Alex Dujshebaev 2, Michał Olejniczak 1, Theo Monar 1, Piotr Jędraszczyk, Benoit Kounkoud, Aleks Vlah, Łukasz Rogulski.
OTP Bank-Pick Szeged: Tobias Thulin, Roland Mikler – Lazar Kukić 6, Mario Sostarić 5, Marin Jelinić 5, Janus Smarason 4, Richard Bodo 3, Imanol Garcianda 3, Jeremy Toto 2, Magnus Rod 2, Mate Fazekas, Gleb Kalarasz, Jovica Nikolić, Borut Mackovsek, Benjamin Szilagyi.
Drużyna lepsza w tej rywalizacji o bezpośredni awans do Final Four zmierzy się w dwumeczu z niemieckim SC Magdeburg.

















































