Zamordowano tam kobiety, dzieci i mężczyzn. Wioska przestała istnieć! Dziś niemym świadkiem wydarzeń jest obelisk – kamień, o który w trakcie II wojny światowej żandarm roztrzaskał główkę małego dziecka. Wyryto na nim napis „Pamięć zaklęta w kamieniu”.
W kolejnym odcinku magazynu sensacji Radia Kielce zajmiemy się tragedią, która do historii przeszła jako pacyfikacja Skałki Polskiej rozpoczęła się od nieodpowiedzialnego zachowania bojówki Polskiej Partii Robotniczej. Grupa tytułująca siebie jako oddział Gwardii Ludowej pojawiła się we wsi Antonielów aby zdobyć alkohol.
Wszystko zaczęło się od wódki
26 kwietnia 1943 roku do wsi Antonielów, w gminie Łopuszno (podział przedwojenny) zamieszkałej w dużej części przez niemieckich kolonistów weszli członkowie bojówki Gwardii Ludowej, którzy w miejscowym sklepie „Konsumverrin” zażądali prowiantu i wódki. Właściciel sklepu nie zgodził się na to i doszło do strzelaniny, w wyniku której śmierć poniosło 16 kolonistów.
Bojówkarze odeszli w kierunku Naramowa i Skałki Polskiej, ale nie wchodząc do tych wiosek, połączyli się w kompleksach leśnych wokół Radoszyc. Co ciekawe w historiografii komunistycznej akcja ta opisywana: „W odwet za hitlerowskie pacyfikacje oddział GL im. Ziemi Kieleckiej zaatakował zamieszkałą przez niemieckich kolonistów wieś Antonielów. W walce poległo 18 Niemców, spłonęły 3 zagrody”.
Zwracamy uwagę na kierunek w którym odeszli bojówkarze. Poszli w stronę Naramowa i Skałki Polskiej. To w tamtym kierunku skierował się gniew niemieckich kolonistów.

Zemsta o świcie
Jeszcze w dniu strzelaniny koloniści niemieccy z Antonielowa zapowiedzieli zemstę i natychmiast przeszli do czynów. O swoich planach powiadomili posterunek żandarmerii w Łopusznie. Zebrali się przed świtem następnego dnia (27 kwietnia) w zagrodach Kocha i Lachmana. Tam zapewne dołączyli do nich żandarmi z Łopuszna. Ich celem miał paść Naramów, podczas wojny część wsi Rudniki z sąsiedniej gminy Pijanów (dziś w granicach administracyjnych Gminy Łopuszno).
Niemieckie siły otoczyły wieś posterunkami które miały za zadanie strzelanie do uciekających mieszkańców. Specjalne grupy weszły do wioski, wrzucając do domów granaty. Uciekający z płonących domostw ludzie byli celem dla zewnętrznych posterunków.
Na miejscu zamordowano 21 osób (9 mężczyzn, 4 kobiety i 8 dzieci) dodatkowo 5 osób było rannych, z czego dwoje (kobieta i dziecko) zmarło w szpitalu w Końskich.

Gra pozorów
Po pacyfikacji Naramowa strach padł na drugą wioskę. Skałka Polska to część wsi Ewelinów, która wchodziła w skład Gminy Oleszno. Podział administracyjny nie miał jednak dla Niemców znaczenia.
Mieszkańcy uciekli z gospodarstw i ukryli się w okolicznych lasach. Po kilku dniach, zmęczeni uwierzyli jednak w zapewnienia okupantów i swoich sąsiadów (kolonistów niemieckich), że represje za napad na mieszkańców Antonielowa nie będą już stosowane.
9 maja sołtys Antoni Łapot zwołał nawet zebranie wiejskie, w którym zapewnił zebranych, że władze niemieckie apelują o powrót do pracy, a ukrywanie się może zostać uznane za potwierdzenie współpracy z partyzantami. Po burzliwych rozmowach mieszkańcy wioski powrócili do domostw w poniedziałek, 10 maja. Widząc to sołtys wsi, natychmiast zameldował o powrocie w posterunku policji pomocniczej (Landwacha) w Antonielowie.
Jeszcze tego samego dnia (10 maja) Niemcy przystąpili do działania. Już w południe Hauptman Wilfried Sander, komendant 22 pułku policji SS, zwołał naradę w celu omówienia pacyfikacji Skałki Polskiej. Na miejsce narady wybrano posterunek żandarmerii w Łopusznie. Jeszcze przed wieczorem do Łopuszna dotarli: Wilfried Sander, kapitan Gerulf Mayer – dowódca Komendy Rejonowej Żandarmerii w Kielcach, porucznik Hertl – komendant posterunku z Kielc i dwóch kolejnych oficerów z Kielc. W obecności części oficerów z posterunku w Łopusznie i członków policji pomocniczej z Antonielowa ustalono zadania podczas planowanej pacyfikacji wioski.

Nadzieja przekreślona przez zdrajcę
Niewiele osób zdaje sobie sprawę jak mało brakowało aby uchronić mieszkańców wioski przed zagładą! Oto bowiem jeden z żandarmów z łopuszańskiego posterunku: Adolf Karl Landl, był pod pseudonimem „Felek” żołnierzem Armii Krajowej. Nie brał on co prawda udziału w opisywanej odprawie, ale po jej zakończeniu dowiedział się o planach.
Wiedzieć to jedno, a przekazać wiadomość to co innego. W łopuszańskim posterunku nakazano wszystkim wcześniej położyć się spać i dopiero późnym wieczorem Landl mógł się wymknąć z budynku. Dotarł do Jadwigi Kisłowskiej która była w tym czasie jego łączniczką i poinformował ją o planowanej pacyfikacji. Kobieta udała się do Mieczysława Stęplewskiego pseudonim „Sergiusz”, który był twórcą i komendantem Placówki AK w Łopusznie. Traf jednak chciał, że nie było go w domu. Odważna kobieta, pomimo nocy i obowiązującej godziny policyjnej pojechała jednak rowerem do leśniczego Zawady mieszkającego w Jasieniu. Ten z kolei przekazał ostrzeżenie sołtysowi Skałki Łapotowi, który – o czym wtedy jeszcze nie wiedziano – współpracował z Gestapo. Konfident nie tylko nie ostrzegł mieszkańców Skałki, lecz zdobyte informacje przekazał Adolfowi Golkemu, komendantowi posterunku w Antonielowie.
Zgasła ostatnia szansa na ratunek.

Najazd barbarzyńców
Po północy 11 maja ekspedycja karna wyruszyła z Kielc. Około godziny 3:00 Mayer i jego ludzie dotarli do Łopuszna, skąd zabrali grupę żandarmów z tamtejszego posterunku. Następnie wyruszyli do Antonielowa, gdzie dołączyli do nich uzbrojeni volksdeutsche. Mayer polecił miejscowym Niemcom, aby po „zlikwidowaniu bandytów” udali się furami do Skałki i zabrali z tamtejszych gospodarstw całe mienie.
Wieś otoczy kordon strzelców rozstawionych co 20-30 metrów, a na obu jej krańcach wystawione zostały posterunki uzbrojone w broń maszynową. Wewnątrz operować miały cztery trzyosobowe grupy policjantów i żandarmów, których zadaniem było „zniszczenie wroga w domach i zabudowaniach”. Kiedy siły niemieckie zajęły swoje stanowiska Mayer strzelił kilka razy z pistoletu krzycząc jednocześnie: „To bandyci strzelają”, aby dać „alibi” dla zbrodniczych poczynań swojej ekspedycji. Część relacji podaje jednak, że sygnałem rozpoczynającym był trzykrotny gwizdek.
Sołtys Łapot na rozkaz Mayera zamknął się wraz z rodziną w swoim gospodarstwie. Niedługo później do zagrody sołtysa doprowadzono jeszcze rodzinę jego brata Władysława. Przed domostwem postawiono wartę.
Pierwszą ofiarą pacyfikacji był agronom Antoni Fatalski, który był dowódcą miejscowej drużyny AK. Jego śmierć skłoniła niektórych mieszkańców do poszukiwania schronienia. Niedługo później zastrzelono Stefana Komisarczyka, który usiłował wyminąć niemiecki kordon. Można powiedzieć, że od tej chwili chodzące po wiosce patrole strzelały do wszystkich spotkanych ludzi. Uciekający z wioski byli likwidowani przez zewnętrzne ubezpieczenie. Część mieszkańców ukryła się w zakamarkach domostw, licząc na szczęście.

Mordercze działania „nadludzi”
Po zakończeniu akcji likwidacji do wsi zaczęły zjeżdżać wozy niemieckich kolonistów z Antoniowa i Skałki Niemieckiej. Ładowano na nie wszystko, co mogło być przydatne w gospodarstwach. W tym samym czasie ciała zamordowanych wciągano do wnętrza budynków. Po zakończeniu tych czynności podpalono wioskę. Niektórzy z ukrytych musieli opuścić wtedy swoje skrytki i padali ofiarą niemieckich kul.
Z wioski liczącej w 1943 roku liczyła 18 gospodarstw i około 120 mieszkańców zamordowano 91 osób. W gronie ofiar znalazło się 29 mężczyzn, 23 kobiety, 21 dzieci i młodocianych w wieku 7–18 lat oraz 18 dzieci poniżej 7. roku życia. Oczywiście przeżyli pacyfikację sołtys Antoni Łapot i jego brat Władysław z rodzinami. Poza nimi ocalało jedynie dziewięciu mieszkańców.
Pożar, który miał zatrzeć ślady morderstw strawił wszystkie budynki wioski (spłonęły także zabudowania sołtysa i jego brata). Ocalały jedynie dom i kuźnia należące do rodziny Fatalskich. Należy wspomnieć, że do gaszenia pożaru jechała straż pożarna z Mieczyna, lecz nie dopuściły jej niemieckie posterunki.

Ostatnie ofiary
Rankiem 12 maja żandarmi z Łopuszna i volksdeutsche z Antonielowa urządzili obławę na ludność polską, która przybyła na zgliszcza Skałki. Postrzelono wtedy jedną osobę, a cztery inne zatrzymano. Niemcy puścili wolno dwie kobiety, lecz rozstrzelali ujętego Tadeusza Lesiaka oraz dziesięcioletniego N.N. chłopca. Tym samym liczba ofiar pacyfikacji wzrosła do 93 osób. Zwłoki obu zamordowanych wrzucono do kuźni Fatalskich, którą następnie podpalono.
15 maja na polecenie Niemców sołtysowi pobliskiego Ewelinowa, Antoni Ociepka, zorganizował pochówek ofiar. Złożono ich w zbiorowej mogile, którą wykopano na środku wsi, przy skrzyżowaniu wiejskiej uliczki z drogą łączącą Ewelinów z Antonielowem. Dokładnie w tym miejscu stoi teraz pamiątkowy pomnik.

Sołtys Antoni Łapot zamieszkał w Ewelinowie. Pod koniec lipca 1943 roku został zastrzelony przez żołnierzy AK z oddziału Mieczysława Tarchalskiego „Marcin”. Widok rozmiaru tragedii złamał serce brata zdradzieckiego sołtysa. Władysław Łapot zgłosił się do kieleckiego Gestapo i odwołał wszystke swoje meldunki na mieszkańców Skałki. Został za to zesłany do obozu koncentracyjnego, gdzie zginął.














