Nie ma bardziej wrażliwego wskaźnika niewydolności systemu opieki zdrowotnej niż braki leków. Narażeni na nie jesteśmy szczególnie w sytuacjach kryzysów i napięć nie tylko geopolitycznych – wskazał we wtorek w Warszawie główny inspektor farmaceutyczny Łukasz Pietrzak.
Pietrzak mówił o tym podczas otwarcia konferencji pt. „Innovation Day: bezpieczeństwo lekowe Polski i Europy. Nauka, medycyna, rozwój”.
Jak zauważył, niewydolność systemu ochrony zdrowia w kontekście polityki lekowej obnażyły w ostatnich latach np. epidemia czy powódź. Przypomniał, że zniszczenie jednej fabryki opakowań leku podczas powodzi zablokowało na jakiś czas produkcję.
Dodał, że obecnie to Chiny mają w swoich rękach 80 proc. produkcji substancji czynnych (API). W ciągu zaledwie 30 lat – na co wskazał GIF – ten kraj stał się światowym lekowym potentatem, dostarczając je do 200 krajów na świecie. Udział innowacji w chińskiej branży farmaceutycznej wzrósł do 28 proc. w 2023 roku z 3 proc. w 2015 roku.
– Nasz diament w koronie, czyli leki innowacyjne, w których Europa oraz Stany Zjednoczone dominowały, już przestaje być czymś, czym możemy wpływać na globalny sektor – zauważył Pietrzak.
Jego zdaniem polska strategia lekowa to wielopłaszczyznowa kwestia obejmująca produkcję, logistykę, dystrybucję, bezpieczeństwo leków, również w kontekście przestępczości farmaceutycznej, która stała się ogromnym wręcz światowym wyzwaniem zdrowotnym.
– Leki niewiadomego pochodzenia są ogromnym niebezpieczeństwem dla naszego systemu, zwłaszcza dla osób, które w dalszym ciągu nie wiedzą, gdzie można legalnie kupować leki – podkreślił. Zauważył, że trudno też mówić o bezpieczeństwie lekowym w obliczu cyberataków. – Cyberataki to niezwykle miękkie podbrzusze naszego systemu – przyznał.
Wskazał, że niezwykle ważne jest przygotowanie produkcji leków generycznych. Zaznaczył, że im większy popyt na polskie produkty, tym większe bezpieczeństwo kupujemy. Kolejna kwestia to krajowa lista leków krytycznych, która obejmuje 400 substancji czynnych. Jego zdaniem jest ona „utopią”, bo nie jesteśmy w stanie tylu leków wyprodukować.
– Wiele analiz pokazuje, że krajowi producenci są w stanie wytworzyć mniej więcej około 1-2 proc. produktów, które są na tej liście. Więc po co ta lista? – zauważył. Jego zdaniem jednym z elementów strategii powinna być ustalenie „short listy”.
Za kolejne wyzwanie uznał utylizowanie leków, a – jak podał – to nawet 3 tys. ton rocznie. Według Pietrzaka nasz kraj powinien posiadać rezerwy leków, ale powinny być to „dynamiczne magazyny”, które pozwolą na ich rotowanie, a nie będą wymuszać utylizację. Obecnie ten zapas wystarcza na 4 miesiące, jeśli chodzi o apteki i hurtownie, ale – zdaniem eksperta – nawet drobne zakłócenie może spowodować szybkie wyczerpanie. Należy również przygotować bazy danych uwzględniające np. efekt kliniczny działania leków, wydatki na poszczególnych pacjentów oraz to, czy refundacja przekłada się na ograniczanie hospitalizacji.
Pietrzak zauważył, że nasz system pozwala na nadużycia w przepisywaniu leków, a obrót sfałszowanymi lekami „ma się coraz lepiej” nie tylko w Polsce. To mogą być preparaty, które nie tylko nie zawierają substancji czynnych, ale zabronione substancje, które stanowią zagrożenie dla życia i zdrowia.
– Z powodu sfałszowanych leków przeciwmalarycznych umiera 120 tys. dzieci rocznie w Afryce (…) Za 70 proc. ofiar kryzysu opioidowego w USA odpowiadają sfałszowane produkty z fentanylem i oksykodonem. To 100 tys. zgonów rocznie – wskazał. Przywołał dane Światowej Organizacji Zdrowia, które pokazują, że obrót sfałszowanymi lekami może sięgać nawet 400 mld dolarów rocznie.
Innym problemem – według niego – jest nieumiejętne stosowanie leków przez pacjentów. Jak dodał, pieniądze wyciekają też z systemu, bo pacjenci nie przestrzegają zaleceń lekarskich. Wielu z nich trafia z zaostrzeniem choroby do szpitala, a to dodatkowy koszt, którego można by uniknąć. Dlatego, by nie dopuścić do tego, by pacjenci byli pozbawieni leków w sytuacjach kryzysowych trzeba patrzeć na logistykę farmaceutyczną, bo – jak przypomniał Pietrzak – obecnie 80 proc. rynku hurtowego skupia się w pięciu podmiotach, a to w przypadku konfliktu oznacza ryzyko „wyłączenia ich w ciągu jednego dnia”.
Ekspert dodał, że trzeba już teraz myśleć nad wykorzystaniem kompetencji przedstawicieli zawodów medycznych, zwłaszcza farmaceutów, by stali się istotnym ogniwem we wsparciu medycznym.








