Większość pensjonariuszy domów pomocy społecznej dla dzieci i młodzieży to osoby dorosłe, wynika z raportu przygotowanego przez Najwyższą Izbę Kontroli. Kolejnym problemem jest fakt, że w jednym pokoju mieszkają dorośli pensjonariusze oraz dzieci z niepełnosprawnością intelektualną – bo tylko tacy niepełnoletni mogą zostać skierowani do DPS. NIK zwraca uwagę, że w takich placówkach trudniej jest zapewnić najmłodszym bezpieczeństwo.
Grzegorz Walendzik, pełniący obowiązki dyrektora kieleckiej delegatury NIK informuje, że kontrola objęła lata 2022-2025. W czterech województwach, w tym też, w świętokrzyskim sprawdzano powiatowe centra pomocy rodzinie oraz starostwa. Skontrolowano też 9 domów pomocy społecznej. Cztery placówki przyjmowały zarówno dorosłych, jak i dzieci, kolejne 5 przyjmowało tylko dzieci i młodzież. Problem w tym, że kiedy podopieczni osiągali pełnoletniość zostawali w DPS, bo nie było ich gdzie przenieść.
– W domach pomocy społecznej dla dzieci i młodzieży odsetek mieszkańców powyżej 25 roku życia wynosił średnio 66 procent. Czyli dwie trzecie miejsc zajmowały osoby dorosłe. Dzieci dzielą z nimi pokoje – wskazuje Grzegorz Walendzik.
Problemami, które wykazała kontrola był też m.in. brak dostępu małoletnich do wymaganej terapii. NIK wskazał też, że dzieci, które trafiły do domu pomocy społecznej „znikają” z systemu powiatowych centrów pomocy rodzinie i ich szansa przejścia pod opiekę na przykład rodziny zastępczej drastycznie się zmniejsza.
Grzegorz Walendzik podkreśla jednak, że nie wszystko, co działo się w domach pomocy społecznej było złe. Placówki w miarę możliwości starały się zapewnić dzieciom jak najlepsze warunki pobytu.
– Większość dbała o szeroki dostęp do diagnostyki medycznej dla tych dzieci. 3 domy pomocy społecznej pozytywnie wyróżniał tak zwany „rodzinkowy” system opieki. Chodzi o funkcjonowanie w małych grupach przypominających rodzinę – tłumaczy szef kieleckiej delegatury NIK.
Na miejsce w DPS czeka obecnie około tysiąca dzieci w całej Polsce.










