Świętojanki w ludowej tradycji trwały do samego rana. Oprócz magicznej mocy ognia i wody, ogromne znaczenie przypisywano tego dnia i nocy również roślin, na czele z bylicą. Dlaczego?
– Jak dawniej bywało? O świcie młodzi, przepasawszy się bylicą, czyli rośliną uważaną przede wszystkim za chwast, trzymając się za dłonie, przeskakiwali przez płomienie. Skok ów kończył obrządek przechodzenia przez wodę i ogień, i w tym jednym dniu w roku stanowił bardzo dawno temu rytuał zawarcia małżeństwa – mówi dr Alicja Trukszyn.
Bylica, ponad 300-500 odmianach to popularne zioło o silnym działaniu, które pomaga w dolegliwościach układu pokarmowego, wspiera leczenie pasożytów, łagodzi bóle miesiączkowe i działa relaksująco. Jest spokrewniona z piołunem, ale choć piołun jest bylicą, nie każda bylica jest piołunem.
Z liści bylicy pospolitej można zaparzyć herbatę, zalewając je wrzątkiem.
Oprócz bylicy magicznych właściwości nabierały tej nocy i inne rośliny: piołun, dziurawiec, nazwany z tego powodu często świętojańskim zielem, mięta, ruta, biedrzeniec, czarny bez, gałązki i liście leszczyny.
– Podobna roślina zwana nasięźrzałem, rosnąca głównie na leśnych polanach, miała szczególne znaczenie dla dziewcząt na wydaniu. Bylica rzekomo posiadała bardzo ważną umiejętność zwalczania czarownic i nie dopuszczała, by jakiekolwiek zło przekroczyło progi domu. Z tego też powodu wieszano je na drzwiach domów, obór czy stajen. Nierzadko ludzie zaszywali ją w odzieży, by zawsze mieć ją przy sobie. Bylica uważana była za najważniejsze spośród wszystkich ziół świętojańskich. By uniknąć czarów i złych uroków wrzucano ją do ogniska. Bylicą opasywały się nie tylko tańczące wokół ognisk panny, ale również dojrzałe kobiety, ponieważ miała chronić je od bólu krzyża, który często dotykał je w czasie najcięższych, szczególnie tych odbywających się w lecie, prac gospodarskich i domowych. Bylica wpływała także na płodność i przyczyniała się do bezproblemowych i lekkich porodów – wyjaśnia etnolog.









