Mieszkańcy świętokrzyskich gmin borykają się z problemem braku wody. Skutkiem dramatycznej suszy w regionie i zwiększonego zużycia wody z sieci jest obniżone ciśnienie wody w kranach, a chwilami nawet jej braki.
Problem dotyczy między innymi części obszaru gminy Daleszyce.
Jak informuje Dariusz Meresiński, burmistrz miasta i gminy Daleszyce, bezpośrednim powodem obecnych problemów technicznych jest gwałtowny wzrost zapotrzebowania na wodę.
– Trudności rozpoczęły się w piątek w godzinach wieczornych, kiedy nastąpił bardzo duży pobór wody. Był on o około 300 procent większy, niż możliwość jej wydobycia. W ciągu zaledwie dwóch godzin pobrana została woda w ilości ponad 60 metrów sześciennych. Apelowaliśmy do mieszkańców, aby zdroworozsądkowo podchodzili do tej kwestii, ponieważ nie jesteśmy w stanie zapewnić wody w nieograniczony sposób – zaznacza Dariusz Meresiński.
Burmistrz, zwraca uwagę, że odpowiedzialne zużycie wody przez mieszkańców i stosowanie się do komunikatów o niepodlewaniu przydomowych ogródków, jest kluczem do jak najszybszego rozwiązania problemu.
– Jeśli woda będzie wykorzystywana wyłącznie do celów podstawowych, wszystko szybko wróci do normy. Niestety, wciąż mamy do czynienia z nadmiernym podlewaniem ogródków czy napełnianiem basenów. Stąd ciężko przewidzieć kiedy problem ustanie – zauważa.
Sytuacja dotyczy między innymi sołectwa Mójcza w gminie Daleszyce oraz części Kielc przy ulicy Chabrowej. Mieszkańcy tych obszarów podkreślają, że brak wody w kranach mocno dezorganizuje życie całych rodzin.
– Braki wody są dosyć odczuwalne, ponieważ zakłócają normalne funkcjonowanie domu, zarówno w ciągu dnia pracy, jak i w trakcie weekendu. Utrudnione jest gotowanie posiłków czy na przykład korzystanie z toalet. Zrobiliśmy zapasy, ale nikt nie wie kiedy problem ustąpi – mówi pan Sebastian.
Z kolei pani Anna przyznaje, że z brakiem wody radzi sobie przy pomocy bliskich mieszkających w innych lokalizacjach.
– Jest to bardzo niekomfortowa sytuacja. Od kilku dni jeżdżę do mamy lub do babci, by skorzystać z wody i się po prostu wykąpać – mówi.
Część mieszkańców korzysta też z tradycyjnych sposobów pozyskiwania wody.
– Musieliśmy zmienić nawyki i wrócić do korzystania z wody ze studni, od sąsiada. Jest to trudne, ale przynajmniej mamy wodę do zagotowania czy do mycia naczyń – mówi jeden z mieszkańców Mójczy.
Grzegorz Biskupski, sołtys Mójczy, przyznaje, że problem kryje się w braku dyscypliny części użytkowników sieci.
– Apelujemy do mieszkańców o zrezygnowanie z użycia wody na cele inne niż podstawowe. Jednak w praktyce różnie to wygląda, niektórzy podchodzą do tego ze zrozumieniem i współpracują, inni ignorują komunikaty – zauważa.
Apele do mieszkańców o oszczędzanie wody i zakaz podlewania z gminnej sieci wodociągowej ogródków przydomowych oraz napełniania basenów wydały również gminy: Górno, Bodzentyn, Nowa Słupia, Pawłów i Bieliny. Za ich nieprzestrzeganie niewykluczone są kary.










