Mieszkańcy Pawłowa od lat walczą o budowę 300-metrowego odcinka chodnika przy drodze wojewódzkiej nr 756. Jego brak zmusza pieszych do poruszania się wąskim poboczem. Kiedy doczekają się możliwości bezpiecznego poruszania się po swojej miejscowości – o tym rozmawialiśmy w środę (9 września) w programie Interwencja.
– To jest ruchliwa droga, jest przy niej market, rondo i dwa przystanki. Codziennie rano kilkadziesiąt osób chodzi tędy po zakupy, dzieci chodzą do szkoły. Boimy się o swoje życie – mówią.
Piesi mają do dyspozycji zaledwie kilkudziesięciocentymetrowe pobocze. W niektórych miejscach jest ono tak wąskie, że mieszkańcy zmuszeni są korzystać z jezdni. Szczególnie trudna sytuacja jest zimą, gdy śnieg jest odgarniany właśnie na pobocze. Wtedy trzeba chodzić jezdnią.
– W gminie mamy wiele pięknych dróg, gdzie są chodniki i ścieżki rowerowe. Trzeba podziękować za to, że one są. Ale czemu te 300 metrów i tych kilkudziesięciu mieszkańców Pawłowa jest zapomnianych przez Boga, przez ludzi, przez województwo, przez wszystkich – pytali rozgoryczeni mieszkańcy.
Od dwóch lat piszemy pisma do urzędów, przypominamy i prosimy i za każdym razem odbijamy się od ściany – mówili.
Z obawy o bezpieczeństwo rodzice nie pozwalają na samodzielne chodzenie swoim dzieciom. Najmłodsi chodzą pod opieką starszych, albo wożeni są samochodami.
– Nie ma chodnika i nie mamy jak iść, bo rodzice myślą, że nam się coś stanie – mówił jeden z młodych mieszkańców Pawłowa.

Piotr Kusiak, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Starachowicach powiedział, że budowa chodnika znacząco poprawiłaby bezpieczeństwo.
– Na tym odcinku drogi w ciągu ostatnich 6 lat doszło do 8 kolizji drogowych. Na szczęście nie było żadnych osób rannych, ani zabitych. W tych zdarzeniach nie brali udziału niechronieni uczestnicy ruchu drogowego, jakimi są piesi – powiedział Kusiak. Budowa chodnika jest tu działaniem profilaktycznym i zapobieżeniem tragedii – dodał.
Mieszkańcy mówią, że o chodnik starają się od kilkunastu lat. Obiecywali go włodarze w poprzednich kadencjach. Obecny wójt Pawłowa, Marek Wojtas przyznał, że jest to prawdopodobnie najbardziej niebezpieczny dla pieszych odcinek na terenie całej gminy.
– Przy pozostałych drogach wojewódzkich na terenie gminy chodniki już powstały, pozostał tylko ten odcinek – powiedział wójt.
– Problem polega jednak na tym, że droga W756 jest drogą wojewódzką, a więc gmina Pawłów nie jest jej administratorem. Samorząd deklaruje jednak udział finansowy – zapewniał Marek Wojtas. – Gmina w przeszłości podejmowała już działania związane z przygotowaniem inwestycji, jest gotowa także współfinansować i te prace projektowe – dodał.
Andrzej Pruś, członek Zarządu Województwa Świętokrzyskiego, przypomniał, że o budowę poprawiającej bezpieczeństwo infrastruktury na tym odcinku drogi zabiegał już 9 lat temu. Tłumaczył, że inwestycja była pierwotnie wpisana do planu rzeczowo-finansowego, ale później nastąpiły zmiany.
– W pierwotnym projekcie Świętokrzyskiego Zarządu Dróg Wojewódzkich na bieżący rok ta inwestycja się znajdowała i nie upolityczniając tego, ale rząd potężnie obciął nam subwencje o prawie 200 milionów złotych w skali województwa, a z pustego nawet Salomon nie naleje – powiedział Pruś.

Tutaj mówimy o modernizacji całego odcinka tych ponad 300 metrów drogi. Konieczna może być poprawa odwodnienia, przebudowa mostu, wykup działek i uzyskanie odpowiednich decyzji administracyjnych. Największym problemem technicznym okazuje się most.
– Chodnik powinien mieć według przepisów 1,80 m. Czyli trzeba poszerzyć ten most o prawie 2 m, żeby w ogóle można było cokolwiek zrobić – tłumaczył przedstawiciel zarządu województwa. – Najpierw potrzebny jest projekt, następnie decyzje dotyczące ewentualnego wykupu działek, pozwolenia i zabezpieczenie pieniędzy w budżecie. Dopiero wtedy możliwe będzie ogłoszenie przetargu i rozpoczęcie prac – dodał Andrzej Pruś.
Mieszkańcy jednak oczekują na konkrety: kiedy rozpocznie się projektowanie, kiedy zostaną zabezpieczone pieniądze, kiedy ruszą procedury i wreszcie kiedy będzie można chodzić bezpiecznym chodnikiem. Dla nich te 300 metrów to nie pozycja w budżecie, ale codzienna droga, którą chcą pokonywać bez strachu.
















