W Kocinie odbędą się w niedzielę (18 października) obchody 82. rocznicy katastrofy alianckiego samolotu Liberator zestrzelonego przez Niemców w 1944 r. Wykonywał on misję z pomocą dla okupowanej Polski. Uroczystości rozpoczną się o godzinie 12.
W październiku 1944 roku alianckie samoloty startujące z włoskiego Brindisi przewoziły zaopatrzenie dla okupowanej Polski i walczącego podziemia. Jeden z Liberatorów, lecący z ładunkiem w kierunku Końskich, został trafiony przez niemiecki samolot w rejonie Tarnowa. Uszkodzona maszyna rozbiła się na polach w okolicach Krzczonowa i Kociny, na terenie dzisiejszej gminy Opatowiec.
Z ośmioosobowej załogi zginęło siedmiu lotników. Ocalał sierżant Peter, strzelec pokładowy, który zdołał wyskoczyć ze spadochronem, przypomina burmistrz Sławomir Kowalczyk.
– Przez te pięć tygodni rannego żołnierza ukrywali i otaczali opieką mieszkańcy Kociny, lokalny oddział Armii Krajowej oraz członkowie konspiracji i partyzanci. Człowiek ten rzeczywiście ocalał, a następnie został przetransportowany przez Kraków i Odessę do Wielkiej Brytanii, gdzie zaświadczył o tym, co tutaj się wydarzyło – dodaje burmistrz.
Ranny sierżant znalazł schronienie u rodziny Jańców. Było to niezwykle niebezpieczne, ponieważ w okolicy trwały działania wojenne, a za ukrywanie alianckiego żołnierza groziły poważne konsekwencje. Mimo zagrożenia mieszkańcy Kociny nie wydali rannego Niemcom.
Burmistrz Opatowca zaznacza, że pielęgnowanie pamięci o tych wydarzeniach jest zobowiązaniem wobec świadków historii i kolejnych pokoleń. Dziś o tych tragicznych wydarzeniach przypomina pomnik, który stanął w Kocinie w 2018 roku.
– Upamiętniamy piękne wydarzenie już od kilku lat. Jesteśmy to winni tamtym ludziom, a jednocześnie jesteśmy to winni przyszłym pokoleniom, bo to jest nasza pamięć – podkreśla Sławomir Kowalczyk.
Historia katastrofy kryje również niezwykłe odkrycia. Kilka lat temu przeprowadzono na polach Krzczonowa prace poszukiwawcze szczątków rozbitego Liberatora. Podczas prac odnaleziono wszystkie cztery silniki samolotu. Zostały wydobyte z głębokości około 4-5 metrów, w niewielkiej odległości od siebie.
Jak opowiada burmistrz, miejsce katastrofy udało się precyzyjnie ustalić dzięki jednemu ze świadków, który jako dziecko widział rozbicie maszyny i po latach wskazał teren, na którym doszło do tragedii.
Położenie silników może wskazywać, że samolot pikował w kierunku ziemi, być może w próbie opanowania pożaru. Liberator był potężną maszyną o rozpiętości skrzydeł przekraczającej 30 metrów i długości bliskiej 20 metrów.
Znaczna część odnalezionych przedmiotów została przekazana do Muzeum Armii Krajowej w Krakowie. Wśród nich znalazły się elementy wyposażenia samolotu, silniki oraz kombinezon ocalałego sierżanta Petera, noszący ślady przestrzelin.
Pozostałości maszyny przez lata odnajdywano również na okolicznych polach i w sąsiednich miejscowościach. Część drobnych przedmiotów zachowali mieszkańcy, dla których stały się one pamiątką po dramatycznych wydarzeniach z 1944 roku.










