Zniszczone, przewracające się latarnie, ciemne ulice i rosnący strach przed wychodzeniem po zmroku. Mieszkańcy kieleckiego osiedla Podkarczówka skarżą się na stare oświetlenie. Rozwiązanie nie jest proste bo lampy należą do miasta, ale grunty do spółdzielni mieszkaniowej.
Sytuacja na osiedlu stała się na tyle poważna, że mieszkańcy głośno mówią o braku poczucia bezpieczeństwa. Przekonują, że rejon Podkarczówki pogrąża się w mroku, a zniszczone słupy latarni stwarzają realne zagrożenie.
– Wychodzę wieczorem z psem, a teraz ściemnia się dość wcześnie i dosłownie nic nie widać. Jedna z lamp jest wywrócona, jak idziemy tędy w stronę sklepu. Człowiek czuje się po prostu niepewnie, a problem jest ignorowany – mówi jedna z mieszkanek osiedla.

Rozwiązanie nie jest proste bo lampy należą do miasta, ale grunty do spółdzielni mieszkaniowej RMS Armatury. Marcin Januchta rzecznik Miejskiego Zarządu Dróg przekonuje, że miasto jest zobowiązane jedynie do drobnych, doraźnych napraw infrastruktury.
– Oświetlenie na osiedlu Podkarczówka wraz z siecią podziemną jest w zarządzie MZD, w ramach którego podejmujemy niezbędne działania związane z utrzymaniem i remontami doraźnymi. Jeżeli dostajemy sygnał, że źródło światła nie domaga to wymieniamy żarówki. Jeżeli latarnia nie świeci bądź wystają kable, dokonujemy niezbędnych prac zabezpieczających – mówi.
Podkreśla jednak, że miasto nie może przeprowadzić gruntownej modernizacji sieci i słupów na nowoczesne oświetlenie LED.
– Cała sieć, zarówno naziemna, jak i podziemna, znajduje się na terenie należącym do spółdzielni lub będącym w jej użytkowaniu wieczystym. Nie możemy tam przeprowadzać prac modernizacyjnych czy inwestycyjnych – dodaje Marcin Januchta.

Władze spółdzielni również nie chcą podjąć się remontu. Przemysław Chmiel, prezes RMS Armatury zarzuca miastu, że nie wywiązało się z obowiązku należytej konserwacji obecnego oświetlenia.
–Lampy zostały zamontowane około 40 lat temu, a w 2011 Kielce zobowiązały się do ich utrzymania i konserwacji. Przez te 15 lat lampy powinny być utrzymywane w należytym stanie technicznym, a z tego co widzimy tak nie jest. Gdybym wymienił lampę samodzielnie, to popełniam przestępstwo, bo wymontowuję infrastrukturę, która do mnie nie należy – mówi Przemysław Chmiel.
Prezes spółdzielni deklaruje gotowość do przejęcia instalacji – stawia jednak jasny warunek.
– My się nie odżegnujemy od przyjęcia tych lamp, tylko niech one najpierw będą w takim stanie technicznym, który będzie na tyle dobry, żeby mogły dalej funkcjonować.
Choć obie strony deklarują gotowość do rozmów, dopóki nie zapadną wiążące decyzje osiedle w dalszym ciągu będzie tonąć w półmroku.











