Zlikwidowane w Małopolsce gniazdo inwazyjnego szerszenia żółtonogiego było dość duże, mieściło ok. 1 tys. robotnic oraz kilkadziesiąt samic i samców – powiedział prof. Paweł Migdał z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Dodał, że młode samice zdążyły je opuścić, aby po przezimowaniu założyć nowe gniazda w przyszłym sezonie. Oznacza to, że wiosną kolejne osobniki szerszenia będą się żywiły m.in. pszczołami miodnymi i innymi zapylaczami. Istnieje niebezpieczeństwo, że inwazyjny gatunek pojawi się w południowej części świętokrzyskiego.
O sprawie informowało już Radio Kielce.
Naukowiec zwrócił uwagę, że gniazdo znajdowało się na drzewie, co jest charakterystyczne dla tego gatunku szerszenia.
– Myślę, że znajdziemy więcej tych gniazd. One są budowane często na szczytach drzew, przez co są niewidoczne aż do momentu, kiedy jesienią opadną liście – powiedział naukowiec.

Wrocławscy eksperci przeprowadzili już ocenę biologiczną pierwszego w Polsce gniazda szerszenia żółtonogiego. Znajdowały się w nim jaja i larwy, co świadczyło o tym, że zamieszkujące je szerszenie nadal żerowały.
– Robotnice żerowały, karmiły te larwy, więc to gniazdo dalej by się rozwijało. Jak na nasze warunki klimatyczne było to dość duże gniazdo. Zamieszkiwało je około 1 tys. robotnic, które były odpowiedzialne za zaopatrywanie tego gniazda w zasoby pokarmowe, oraz kilkadziesiąt samców i samic – powiedział prof. Migdał.
Dodał, że młode samice zdążyły opuścić gniazdo, aby po przezimowaniu założyć nowe gniazda.
– Młode samice pojawiają się w gniazdach we wrześniu. Im dłuższa i cieplejsza będzie jesień, tym dla nich lepiej, bo to zwiększa ich szanse przetrwania w naszym klimacie – wskazał naukowiec.

Po tym, jak samice opuszczą gniazdo, szukają schronienia na zimę. To może być kryjówka pod ziemią, na poddaszach domów lub w składach różnych materiałów. Owady szukają miejsc, w których mogą zabezpieczyć się przed niskimi temperaturami i nadmierną wilgocią. Tam hibernują, aby podjąć aktywność w kolejnym sezonie wraz ze wzrostem temperatur.
– Samice, które przezimują, zakładają nowe gniazda – każda swoje. Problem z tym gatunkiem polega na tym, że nie potrzebuje on osłoniętych pomieszczeń, aby założyć gniazdo, jak szerszeń europejski, który buduje je na przykład w altanach i innych zamkniętych przestrzeniach. Szerszeń żółtonogi zakłada gniazda na drzewach, co jeszcze bardziej ułatwia mu funkcjonowanie w środowisku – wskazał prof. Migdał.
Pierwsze gniazdo założone przez samicę po przezimowaniu jest małe, tzw. pierwotne (satelitarne). Musi ona wykarmić w nim pierwsze robotnice, które później zbudują właściwe gniazdo.
– Owady w ciągu sezonu rozbudowują gniazdo. Gniazdo szerszenia żółtonogiego jest o wiele bardziej wytrzymałe niż europejskiego, które jest delikatne, bardziej kruche – mówił profesor.

Szerszeń żółtonogi to bardzo inwazyjny gatunek.
– Aby pokazać skalę tej inwazyjności, wystarczy wskazać, że szerszeń europejski wypuszcza z gniazda około 50 młodych samic-królowych, a żółtonogi średnio 150, a w warunkach wysoce sprzyjających, które w naszym kraju aż tak nie występują, około 500, i każda z tych matek, młodych królowych, to przyszłe gniazdo – mówił naukowiec.
Szerszeń potocznie zwany azjatyckim żywi się m.in. pszczołami miodnymi i innymi zapylaczami.
– Oprócz tego, że szerszeń ten zabija pszczoły miodne, jego obecność powoduje też, że w pasiekach ustaje praca pszczół. W przypadku obecności szerszenia europejskiego jest tak, że pszczoły widzą, że jest zagrożenie, ale w pewnym sensie nadal pracują. Natomiast szerszeń żółtonogi jest dla nich zupełnie nowym zagrożeniem – powiedział naukowiec.
Dodał, że kluczowe dla określenia skali zagrożenia, jakie wiąże się z inwazyjnością tego gatunku dla rodzimego ekosystemu, będzie dokładne określenie, skąd w Polsce pojawił się szerszeń żółtonogi. – Jeżeli przyszedł bezpośrednio z populacji sąsiadującej z naszym krajem, np. z Czech czy Słowacji, to znaczy, że pomiędzy znalezionym gniazdem a tamtejszą populacją mogą być kolejne gniazda – podsumował profesor.










