W ubiegłym roku blisko 200 razy na pomoc pacjentom ruszali strażacy-ratownicy, zamiast tych z Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego. Działo się tak najczęściej dlatego, że wszystkie zespoły ratownicze w okolicy były zajęte przy innych zdarzeniach.
Strażacy najczęściej interweniowali do pacjentów z nagłym zatrzymaniem krążenia – to 25% wyjazdów, ale także do zasłabnięć i urazów kończyn. Dodatkowo prawie 400 razy strażacy pomagali pogotowiu w przetransportowaniu pacjenta do ambulansu, kilkanaście razy pomogli również wydostać ambulans, gdy zakopał się na trudnym terenie.
Choć pacjenci, do których przyjechała straż pożarna mimo, że wzywali pogotowie, mogą być zdziwieni, to takie działanie wynika z ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym. Zgodnie z nią w sytuacji, gdy w pobliżu osoby, która wymaga pomocy, nie ma wolnego ambulansu, dyspozytor może na miejsce skierować straż. Jest to możliwe także dzięki temu, że ponad stu funkcjonariuszy Państwowej Straży Pożarnej w Zachodniopomorskiem ma uprawnienia ratownika.
Kilkudziesięciu z nich zajmuje się pacjentami zakażonymi koronawirusem w szpitalu tymczasowym w Szczecinie.












