W 6. kolejce Betclic 3. Ligi piłkarze Naprzodu Jędrzejów zremisowali przed własną publicznością z Wisłoką Dębica 3:3 (2:1).
Gospodarze trzykrotnie prowadzili w tym pojedynku, jednak za każdym razem przeciwnik doprowadzał do wyrównania. Dwie bramki dla Naprzodu zdobył Łukasz Kowalski, a jedną Maciej Żądło, gole dla gości strzelili Marco Wollny, Thomas Pranica i Kacper Maik z rzutu karnego.
Kapitan Żółto-Czarnych Szczepan Krzeszowski był bardzo niepocieszony po meczu.
– Prowadzimy raz, drugi, trzeci i tracimy bardzo łatwe bramki. Mogliśmy przechylić szalę zwycięstwa w doliczonym czasie gry. W jednej sytuacji kolega zamiast zagrywać wzdłuż, powinien sam skończyć akcję, a drugi raz piłka trafiła w poprzeczkę. Niestety, brakuje szczęścia, tej kropki nad i remisujemy trzeci, kolejny pojedynek – ocenił.
Łukasz Kowalski strzelił w tym spotkaniu dwie bramki dla Naprzodu. Niestety, nie dały one zwycięstwa.
– Jesteśmy rozczarowani tym wynikiem. Myślę, że każdy z osobna. Musimy wykorzystywać więcej sytuacji, które kreujemy, a w defensywie zachowywać większą zimną krew i nie dopuszczać do sytuacji dla przeciwnika. W doliczonym czasie powinniśmy zamknąć ten mecz. Za tydzień jedziemy do Lubaczowa i uważam, że jak odpowiednio się przygotujemy to zgarniemy w końcu trzy punkty – powiedział obrońca gospodarzy.

Marcin Pluta, trener Naprzodu, miał po meczu duży niedosyt.
– Niedosyt jest ogromny, zwłaszcza biorąc pod uwagę końcówkę pojedynku, gdzie wykreowaliśmy trzy sytuacje, które powinniśmy zamienić na bramkę. Natomiast oceniając całe spotkanie było ono dla mnie dziwne. Widać było niską intensywność u jednych i u drugich. Miało to ogromne przełożenie na tempo grania. Moje oczekiwania i też plany meczowe były nieco inne. Chcieliśmy ten mecz zdominować z piłką przy nodze, żeby próbować przesuwać przeciwnika i też zarządzać tak siłami. Niestety to się nie udało, zwłaszcza w pierwszej połowie, gdzie Wisłoka też momentami miała dłużej piłkę. Ciężko nam było ją odebrać. Na pewno fazy przejściowe w naszym ataku pozycyjnym były elementem, na który uczulałem zespól. Niestety tak straciliśmy drugą bramkę. Niemniej jednak szacunek dla zespołu, że do końca chciał przechylić szalę na swoją korzyść i ta końcówka była obrazem takim, jakim ja bym sobie to wyobrażał, jeżeli chodzi o operowanie piłką i szukanie swoich szans – podkreślił.
Bartosz Zołotar, trener Wisłoki Dębica, miał do swojego zespołu ogromne pretensje za występ w pierwszej części spotkania.
– Podczas dwóch stałych fragmentów, straciliśmy dwie bramki, gdzie naprawdę wiedzieliśmy, że rywal będzie wrzucał piłki na swojego rosłego obrońcę. Daliśmy się naprawdę ograć w tych sytuacjach jak dzieci i o to mam duży żal do chłopaków. Pozytyw jest taki, że mozolnie próbowaliśmy odrobić te bramki i to nam się udało – powiedział.
W następnej kolejce, piłkarze Naprzodu, w sobotę 6 września zagrają na wyjeździe z Pogonią-Sokołem Lubaczów.