Sąd Rejonowy w Kielcach zdecydował w czwartek (15 stycznia) o częściowym uchyleniu decyzji Prokuratury Regionalnej w Gdańsku, która w styczniu 2025 roku umorzyła śledztwo dotyczące odpowiedzialności urzędników w sprawie ośmioletniego Kamilka z Częstochowy. Chłopiec zmarł w maju 2023 roku po wielu miesiącach znęcania się nad nim.
Monika Horna-Cieślak, Rzecznik Praw Dziecka informuje, że sprawa ma wrócić do Prokuratury Regionalnej w Gdańsku.
– Proceduralnie postępowanie wróci do Gdańska. Sąd podjął decyzję o tym, że uchyla postanowienie o umorzeniu postępowania karnego wobec określonych instytucji, osób, pod których opieką znajdował się Kamilek i jego rodzeństwo. To postanowienie dotyczy uchylenia w zakresie działalności sędziów, prokuratorów, kuratorów sądowych, asystentów rodzinnych oraz policjantów. Natomiast w zakresie lekarzy i nauczycieli sąd uznał, że decyzja prokuratury była właściwa – mówi.
Orzeczenie sądu w Kielcach jest prawomocne. Rzecznik Praw Dziecka wraz siostrą Kamilka uważają, że sąd podjął jedyną słuszną decyzję. Mają jednak pewne wątpliwości w zakresie zakończenia śledztwa w sprawie nauczycieli.
– W kwestii lekarzy chcielibyśmy podziękować im za to, że o niego walczyli. Odnośnie nauczycieli planujemy złożyć skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, ponieważ w tym przypadku sprawa została prawomocnie zakończona. Będziemy wnioskowali też, aby śledztwo nie wracało do Prokuratury Regionalnej w Gdańsku. Stosowne wnioski złożymy w odpowiednim terminie – zapewnia Monika Horna-Cieślak.
Magdalena Mazurek siostra zmarłego Kamilka przyznaje, że czuje ulgę oraz nadzieję. Jednak nie chce szerzej komentować dzisiejszego orzeczenia sądu. Jednocześnie uważa, że nauczyciele ze szkoły, w której uczył się jej brat mogli podjąć bardziej zdecydowane działania w celu udzielenia mu pomocy.
– Mam żal. Może i robili swoje, ale powinni się bardziej przyłożyć do tego żeby poprosić o wszczęcie np. procedury przydzielenia niebieskiej karty – stwierdza.
Z kolei Piotr Kucharczyk, z Fundacji „To ja dziecko” jest zdania, że sąd w Kielcach rzetelnie podszedł do sprawy uwzględniając wszystkie wątki podniesione w zażaleniach odnośnie umorzenia śledztwa.
– Dzisiejsza decyzja sądu przywróciła mi nadzieję na prawidłową ochronę dzieci w Polsce. Do tej pory miały miejsce momenty, kiedy mieliśmy duże wątpliwości czy ten system rzeczywiście działa prawidłowo. Myślę też, że późniejsza decyzja, która zapadnie po zakończonym śledztwie i orzeczeniach sądowych, da jasny sygnał, że wykonywanie swoich obowiązków przez osoby, od których zależy zdrowie i życie dzieci jest niezwykle istotne. Z kolei procedury prawa powinny być przestrzegane – podkreśla.
Ponadto Monika Horna-Cieślak, Rzecznik Praw Dziecka przypomina, że to nie system, a ludzie są odpowiedzialni za sposób pomagania dzieciom. Ocenia przy tym, że sprawa Kamilka bez wątpienia wpłynęła na wzrost wrażliwości na to jak są one traktowane.
– Natomiast w kwestii prawa to cały czas, wspólnie z fundacją im. Kamilka Mrozka z Częstochowy apelujemy o powstanie systemu teleinformatycznego. Tak aby określone służby mogły posiadać określone informacje na temat rodzin. Obecnie gdy sprawa trafia do Rzecznika Praw Dziecka poszczególne sprawy wymagają czasu w celu ustalenia statusu dziecka. Tracimy czas zamiast od razu wiedzieć czy w danej rodzinie była zakładana niebieska karta, czy jest nadzór kuratora sądowego, czy były jakieś sytuacje wskazujące na potrzebę udzielenia dziecku pomocy – zauważa.
Przypomnijmy, że ośmioletni Kamilek zmarł 8 maja 2023 r. w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka po 35 dniach walki o życie. Dziecko trafiło do szpitala 3 kwietnia 2023 r., po zgłoszeniu złożonym przez jego biologicznego ojca. Ze śledztwa wynika, że ojczym chłopca, Dawid B., przez kilka lat znęcał się nad nim. Przed śmiercią miał oblać go wrzątkiem i położyć na rozgrzanym piecu węglowym, powodując rozległe oparzenia głowy, klatki piersiowej i kończyn.
W styczniu 2025 r. Prokuratura Regionalna w Gdańsku umorzyła postępowanie dotyczące podejrzenia niedopełnienia obowiązków przez urzędników i pracowników instytucji pomocowych, którzy mieli nadzorować rodzinę Kamilka. Prokuratorzy uznali wtedy, że nie doszło do złamania prawa.



















