W 19. kolejce piłkarskiej PKO BP Ekstraklasy Korona wygrała w Warszawie z Legią 2:1 (1:0). Obydwie bramki dla kieleckiego zespołu – w 23. i 90. minucie – zdobył Mariusz Stępiński, dla którego były to premierowe trafienia w żółto – czerwonych barwach. Honorowego gola dla Wojskowych strzelił z rzutu karnego w 76. minucie Bartosz Kapustka.
W 44. minucie pojedynku „jedenastki” dla Legii nie zamienił na gola zawodnik gospodarzy – Mileta Rajović. Jego strzał oraz dobitkę obronił bramkarz Żółto-Czerwonych, Xavier Dziekoński.
– Nie mogę odmówić zespołowi zaangażowania i determinacji. Piłkarze starali się dać z siebie tyle, ile mogli. W trudnych warunkach gonili wynik. Do chęci dochodzą aspekty związane z kontrolą emocji, pewnością siebie i większą jakością w pewnych sytuacjach. Okres jesienny nie był łatwy. Pracujemy nad tym, żeby poprawić „mental”. Ten mecz nam się nie ułożył. Straciliśmy bramkę i nie wykorzystaliśmy rzutu karnego. Mieliśmy pod górkę i dostaliśmy mocny cios pod koniec. To dla nas sprawdzian charakteru. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek walczył o utrzymanie z drużyną w jakiejkolwiek lidze. Podchodzę do tego z odpowiedzialnością. Nie mamy jeszcze automatyzmów i nawyków. Każdy następny mecz będzie pod dużym ciśnieniem i musimy być gotowi – powiedział trener Legii Marek Papszun.
– Przede wszystkim jesteśmy bardzo zadowoleni. Trzy punkty w Warszawie, bez względu na sytuację, w jakiej znajduje się Legia, smakują zawsze bardzo dobrze. Tym bardziej, że my przyjechaliśmy tutaj nie na zasadzie okopania się i modlenia się o punkt, tylko chcieliśmy zagrać o pełną pulę. Myślę, że to było widać. Graliśmy do końca, mimo nieprzychylnych warunków, bo straciliśmy bramkę wyrównującą z takiego głupiego karnego, który sami sprokurowaliśmy, ale graliśmy do końca, wytrzymaliśmy ten napór Legii i zakończyliśmy to golem Mariusza. Mamy trzy punkty, ale to dopiero początek rundy, więc podchodzimy do tego spokojnie, z chłodną głową. My jeszcze nic nie wygraliśmy dzisiaj, batalia się dopiero zaczęła – podsumował trener Korony Jacek Zieliński.
– Powiedzmy, że dzisiaj chyba była ekstremalna temperatura, ale już brałem udział w takim meczu. Opowiadałem o tym kilka dni temu na jednej z konferencji, że kiedy prowadziłem Termalikę, graliśmy w Gdańsku przy podobnej temperaturze, natomiast dzisiaj te warunki rzeczywiście były bardzo ciężkie, chociaż ja już w drugiej połowie, nie odczuwałem żadnego chłodu, bo emocje poniosły. Boisko było specyficzne, bo ono było dobre, mimo że było kładzione praktycznie na ostatnią chwilę, ale ta trawa była specyficzna. Piłka nie raz płatała figle, ale koniec wieńczy dzieło, mamy trzy punkty – zakończył szkoleniowiec kieleckiego zespołu.
– To mój pierwszy obroniony rzut karny w Ekstraklasie. Na pewno w fajnym miejscu to się udało zrobić. Jesteśmy bardzo szczęśliwi ze zwycięstwa. Legia w pierwszej połowie miała kilka dobrych okazji, ale też udawało mi się je bronić. W drugiej części cofnęliśmy się i gospodarze mieli znacznie ciężej wbiec między naszą linię obrony. Legia dłużej operowała piłką, a my mieliśmy problem z posiadaniem. Udało nam się jednak zadać ostateczny cios. Gra przy takiej temperaturze to była masakra. Boisko też nie było najlepsze. Muszę przyznać, że byliśmy trochę w szoku. Na zdjęciach wyglądało dużo lepiej, a w rzeczywistości zastaliśmy siano. Może to jednak lepiej dla nas, że graliśmy na takim boisku. Nie mieliśmy na to wpływu, taką murawę przygotowała Legia i trzeba było na niej grać. My i oni mieliśmy takie same warunki – podsumował bramkarz Xavier Dziekoński.
– Po to pracowaliśmy na obozie przygotowawczym, by osiągać takie wyniki. Wykonaliśmy dziś bardzo dobrą pracę. Zdobycie trzech punktów jest najważniejsze. Wszyscy wiedzą skąd pochodzę i wiedzą, co znaczą dla mnie bramki zdobyte na stadionie Legii. Jest to coś specjalnego. Smakują one bardzo dobrze. Najważniejsze przy tym jednak, że udało nam się wygrać. To nie jest tak, że warunki pogodowe nie przeszkadzały. Myślę, że przeszkadzały każdemu. Przy tak niskiej temperaturze był jakiś tam dyskomfort. W trakcie gry nie było tak źle, choć nie pomagała murawa, bo nie była najlepiej przygotowana. Jeśli jednak „góra” mówi, że trzeba grać, to trzeba. To też mądrość drużyny – która lepiej potrafi się dostosować, ta wygrywa. Cieszę się, że dziś to byliśmy my – stwierdził Mariusz Stępiński.
Dla Korony było to drugie w historii zwycięstwo na stadionie przy Łazienkowskiej 3. Poprzednie kielczanie odnieśli w sierpniu 2015 roku. Drużyna prowadzano wówczas przez Marcina Brosza również wygrała 2:1, a gole strzelili Przemysław Trytko i Michał Przybyła.
Legia Warszawa – Korona Kielce 1:2 (0:1)
Bramki: 0:1 Mariusz Stępiński (24-głową), 1:1 Bartosz Kapustka (76-karny), 1:2 Mariusz Stępiński (90).
Sędzia: Patryk Gryckiewicz (Toruń). Widzów: 14 585.
Legia Warszawa: Kacper Tobiasz – Kamil Piątkowski, Artur Jędrzejczyk (83. Patryk Kun), Radovan Pankov – Petar Stojanović (56. Rafał Augustyniak), Wahan Biczachczjan (83. Jakub Żewłakow), Juergen Elitim, Bartosz Kapustka (90+2. Antonio Colak), Kacper Urbański (66. Ermal Krasniqi), Arkadiusz Reca – Mileta Rajovic.
Korona Kielce: Xavier Dziekoński – Bartłomiej Smolarczyk, Konstantinos Sotiriou, Pau Resta – Hubert Zwoźny, Martin Remacle (64. Simon Gustafson), Tamar Svetlin, Konrad Matuszewski – Wiktor Długosz (90+2. Nono), Mariusz Stępiński (90+2. Władimir Nikołow), Antonin Cortes (64. Dawid Błanik).



























