W pola uprawne wchodzą dziki, powodując ogromne straty. Rolnicy czują się bezradni, a odszkodowania za straty są zbyt niskie. Jak rozwiązać ten problem?
W środę (18 marca) w programie Interwencja mówili o tym w Smerdynie, w gminie Staszów mieszkańcy tej i kilku sąsiednich miejscowości.
– Szkody szacują u nas koła łowieckie i zaniżają stawki, bo przecież to oni wypłacają te pieniądze, więc szacują sami sobie. Powinien to robić ktoś z zewnątrz – powiedział jeden z rolników.
Jerzy Chudy łowczy okręgowy z Polskiego Związku Łowieckiego w Tarnobrzegu przyznał, że stawki odszkodowania ściśle wiążą się z budżetem danego koła łowieckiego.
– Oni to wypłacają z własnej kieszeni, więc naturalne jest to, że czasami zaniżają. To są ich członkowskie składki, dlatego tak robią – stwierdził.
Od decyzji koła łowieckiego rolnik może się odwołać do nadleśnictwa właściwego na danym terenie. Tomasz Marcinek zastępca nadleśniczego w Nadleśnictwie Staszów powiedział, że coraz częściej rolnicy korzystają z tej możliwości, ilość odwołań rośnie w lawinowym tempie. Zdarza się, że decyzją nadleśnictwa stawki są podwyższane, ale bywa też, że ulegają pomniejszeniu.
Bogdan Mąka z zarządu Świętokrzyskiej Izby Rolniczej w Kielcach przyznał, że sposób szacowania szkód po dzikich zwierzętach wymaga zmiany, bo teraz myśliwi są sędziami we własnej sprawie.
Jego zdaniem należałoby poszerzyć skład komisji do szacowania straty np. o urząd gminy, czy inną instytucję, żeby było to bardziej rzetelne.
Według rolników trzeba zmniejszyć populację grubej zwierzyny zwierząt, takiej jak dziki czy sarny, bo problem będzie narastał. Stada tych zwierząt widać na co dzień i liczą po kilkanaście osobników.
– My nie chcemy, żeby te zwierzęta zostały zupełnie wybite, ale teraz jest ich zdecydowanie więcej niż kiedyś – mówili.
Łowczy okręgowy Jerzy Chudy odnosząc się do tego poinformował, że z roku na rok zwiększane są plany łowieckie na odstrzał dzikiej zwierzyny, ze względu na rosnącą populację. W przypadku saren jest to wzrost o 20 procent, a dzików – o 40 procent. Dodał, że Polski Związek Łowiecki musi też brać pod uwagę opinie ekologów, którzy sprzeciwiają się tym praktykom.


























