Prezydent Karol Nawrocki powołał członków Rady Nowej Konstytucji, która będzie pracowała nad zmianami tego dokumentu. Tym samym wywiązuje się z obietnicy wyborczej, którą złożył.
Natomiast nie ulega wątpliwości, że już od jakiegoś czasu coraz bardziej widoczne jest, że ta konstytucja z 1997 roku wymaga jednak zmian – powiedziała na antenie Radia Kielce dr Aleksandra Kusztal, politolog z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego.
– Można powiedzieć, że nie jest to akt stary, bo zaledwie trzydziestoletni, na tle konstytucji europejskich, światowych to nie jest długi okres obowiązywania. Jednak w Polsce od momentu jej wprowadzenia zaszły bardzo duże zmiany – ten duch współpracy, który towarzyszył powstawaniu konstytucji z 1997 roku, który był obecny po transformacji ustrojowej, jednak się zmienił. To jest konstytucja, która zakłada przede wszystkim współpracę, właściwie wszystkich organów państwa i to taką w duchu pokojowym, w duchu dużej odpowiedzialności, troski przede wszystkim o państwo. I tu muszę wystawić gorzką cenzurę polskim politykom. Oni do tych założeń takiej pokojowej, optymalnej współpracy dla dobra państwa nie do końca dorośli i jest to widoczne – zaznaczyła.
Prezydent zwrócił uwagę m.in. na kwestie bezpieczeństwa, ale też kontroli władzy wskazując, że Polska potrzebuje zdecydowanego przywództwa nad siłami zbrojnymi, a nie ciągłego rozdrobnienia na te dwa ośrodki władzy. Dr Aleksandra Kusztal zapytana o to, czy w tym zakresie faktycznie są niejasne kompetencje premiera i prezydenta odpowiedziała, że nie widzi takiego konfliktu.
– Jeżeli miałabym mówić o takim, to on raczej dotyczyłby polityki zagranicznej, bo na gruncie naszej konstytucji kompetencje w zakresie kreowania polityki zagranicznej można przypisać rządowi, ministrowi spraw zagranicznych, prezydentowi, Sejmowej Komisji do Spraw Zagranicznych, senatowi, więc naprawdę tutaj tych podmiotów jest bardzo dużo. Natomiast jeżeli chodzi o zwierzchnictwo nad siłami zbrojnymi i kwestie bezpieczeństwa, ja takiego problemu nie widzę – skwitowała.
Politolog z UJK powiedziała, że pomysł z ogłoszeniem rozpoczęcia pracy nad nową konstytucją jest też elementem narracji politycznej i z pewnością wywoła jakieś napięcia. Przede wszystkim oceniana jest szansa na możliwość przeprowadzenia tych zmian.
– Regulacje zawarte w obecnej konstytucji, które dotyczą wymogów jej zmiany, są dość wysokie. Przede wszystkim musimy zadać sobie pytanie, czy to będzie zmiana istniejącej konstytucji, czy nowy dokument. Bo to też są dwie różne sprawy, również jeżeli chodzi o zakres prac nad tym nowym aktem. Natomiast z inicjatywą zmiany konstytucji może wystąpić prezydent, Senat lub jedna piąta posłów. Mamy następnie taki 30-dniowy co najmniej okres refleksji i ustawa o zmianie konstytucji musi być przyjęta w Sejmie większością dwóch trzecich głosów w obecności co najmniej połowy liczby posłów. Więc jeżeli założymy, że będziemy mieli komplet, czyli 460 posłów, to potrzebne jest 307 głosów – wyjaśniła.
Natomiast przy forum na poziomie 230 posłów, to do zmiany dokumentu wystarczy większość 154 głosów. Dr Aleksandra Kusztal dodała, że jest to bardzo mało prawdopodobne, bo na ogół siły polityczne w tak ważnym głosowaniu wszystkie chcą być obecne w Sejmie. Jednak w przypadku, gdy część partii politycznych nie stawiłaby się na to głosowanie, to przeprowadzenie tych zmian wcale nie będzie bardzo trudne. Konieczna jest również zgoda Senatu bezwzględną większością 51 głosów senatorskich.
Do tych kwestii dochodzi jeszcze przeprowadzenie referendum, które jest fakultatywne – to znaczy może się odbyć i z taką inicjatywą również może wystąpić prezydent, Senat lub jedna piąta posłów, jeżeli zmiany w konstytucji dotyczyłyby rozdziału pierwszego i drugiego, czyli fundamentalnych zasad ustrojowych, praw i obowiązków obywateli oraz właśnie przepisów o zmianie konstytucji.
– Przy czym powiedzmy sobie szczerze, że jeżeli chodzi o wyniki referendum, to wcale też nie jest powiedziane, że takie społeczne zainteresowanie zmianą konstytucji jest tak duże, jak ewentualne zainteresowanie tym polityków. Bo przypomnijmy, że w referendum konstytucyjnym w 1997 roku mieliśmy frekwencję na poziomie 42% i nowa konstytucja została przyjęta zaledwie 52% poparciem, przy 45% sprzeciwie, więc obywatele nie są fanami takich dużych, głębokich zmian – zauważyła.
Sam skład rady budzi też wiele kontrowersji i sprzeciwu. Pojawiają się głosy, że są to emerytowani współpracownicy Jarosława Kaczyńskiego.
– Jeżeli mówimy o takich postaciach jak Marek Jurek, Ryszard Legutko, Zdzisław Krasnodębski,czy marszałek Józef Zych, to nie ulega wątpliwości, że to jest grupa osób światopoglądowo i politycznie bardzo mocno sprofilowanych, konserwatywnie, prawicowo. Obecność w radzie takich osób jak Jacek Majchrowski czy Barbara Piwnik, kojarzeni z Lewicą, mam wrażenie, że jest takim trochę parawanem, który ma pokazać, że prezydent jest taki otwarty i że chce zaangażować przedstawicieli różnych stron sceny politycznej. No nie, widać tutaj wyraźnie pewien zamysł zmierzający w stronę kreowania rządów silnej ręki, tworzenia konstytucji konserwatywnej obyczajowo i wydaje mi się, że te zarzuty o niedostateczną reprezentację pozostałych sił politycznych są trafne – mówiła.
Dr Aleksandra Kusztal dodała, że skład Rady Nowej Konstytucji jest jeszcze niepełny i ma zostać uzupełniony o przedstawicieli wszystkich klubów kół poselskich.









